Brak komentarzy

Virginia: gubernator kontra obywatele

W poniedziałek ulicami Richmond – stolicy amerykańskiego stanu Virginia – przeszły dziesiątki tysięcy uzbrojonych po zęby obywateli. Nosząc na wierzchu wszelkiego rodzaju broń palną, od pistoletów przez strzelby myśliwskie, na karabinach półautomatycznych i snajperskich kończąc, protestowali oni przeciwko swojemu gubernatorowi oraz ostatnim projektom ustaw procedowanym przez stanową legislatywę. Co jednak doprowadziło do tak szeroko zakrojonej manifestacji społecznego niezadowolenia?

Aby to zrozumieć, konieczne jest cofnięcie się o kilka miesięcy wstecz.

Od początku swojej kadencji gubernator Ralph Northam z Partii Demokratycznej był jawnym zwolennikiem ograniczenia prawa obywateli do posiadania broni. Obliczone na ten cel inicjatywy ustawodawcze były jednakże blokowane przez republikańską większość w stanowym parlamencie – przynajmniej do momentu ostatnich wyborów w listopadzie ubiegłego roku, w których to, po raz pierwszy od ponad dwudziestu lat, minimalną większość mandatów uzyskali Demokraci.

Niedługo potem wszczęto procedurę legislacyjną dla kilku projektów ustaw, między innymi ograniczających liczbę sztuk broni, jakie można nabyć w danym czasie, umożliwiających lokalnym władzom zakazanie posiadania broni na określonym terenie, a także wprowadzających tzw. red flag laws – możliwość tymczasowego skonfiskowania obywatelowi broni, jeśli tylko zostanie uznane, iż może on w przyszłości popełnić przestępstwo.

W odpowiedzi na te działania 91 z 95 hrabstw w Virginii ogłosiło się „bastionami drugiej poprawki” („Second Amendment Sanctuary”) – ich lokalne władze zadeklarowały, iż nie będą egzekwować przepisów ustawowych godzących w konstytucyjne prawo obywateli do posiadania broni. Warto nawiasem mówiąc zaznaczyć, że – jak na ironię – w dokładnie ten sam sposób od kilku lat wiele amerykańskich miast i hrabstw zarządzanych przez Demokratów odmawia egzekwowania polityki rządu Donalda Trumpa, zakładającej ściganie i deportację nielegalnych imigrantów.

Obok władz hrabstw głos postanowili zabrać również sami obywatele, zapowiadając na 20 stycznia pokojową manifestację sprzeciwu wobec proponowanych zmian pod siedzibą władz stanowych w Richmond. Gubernator Northam na tę deklarację zareagował wprowadzając w mieście stan wyjątkowy, zakazując posiadania broni, hełmów i kamizelek kuloodpornych na terenach wokół Kapitolu, zaś samych manifestantów nazywając „ekstremistami” i „białymi supremacjonistami”, którzy „przybywają, by zastraszać i robić krzywdę”. Budynki rządowe otoczono barierami, a do miasta sprowadzono ciężki sprzęt do tłumienia zamieszek.

Jednakże na przekór słowom gubernatora protest, w którym według różnych szacunków wzięło udział od 20 do 30 tysięcy uzbrojonych osób, przebiegł bez ani jednego aktu przemocy. Policja interweniowała dokładnie jeden raz – zatrzymując kobietę za zakrywanie twarzy bandaną. Wśród rzekomych „zwolenników supremacji białych” zauważyć można było licznych Azjatów i osoby czarnoskóre, a poparcie dla marszu wyrazili nawet przedstawiciele lokalnej Antify, wskazując historyczne przypadki wykorzystywania przez władzę praw ograniczających posiadanie broni do prześladowania mniejszości.

Czas pokaże, czy protesty wpłyną w jakiś sposób na postępowanie władz stanowych. Komentatorzy są jednak zgodni, że wpływ wydarzeń w Virginii wykracza daleko poza granice tego stanu – sukces którejkolwiek ze stron może bowiem wyznaczyć szerszy trend, za którym podąży reszta Ameryki. Jeśli gubernator i demokratyczni parlamentarzyści przeforsują ograniczenia w dostępie do broni w stanie o takich tradycjach jej posiadania jak Virginia, będzie to oznaczało, iż można to zrobić niemal gdziekolwiek indziej. Jeśli zaś obywatelom uda się z sukcesem zablokować działania rządzącej większości, prawdopodobnie pociągnie to za sobą podobne protesty przeciwko projektowanym i obowiązującym ustawom w innych stanach.

Jako libertarianie uważamy, iż decyzja o posiadaniu broni i obracaniu się w środowisku osób ją posiadających powinna być prywatną sprawą każdej osoby. Każdy człowiek ma bowiem prawo do obrony przed agresją wymierzoną w niego samego, jak również jego bliskich czy we własność – a nieodłączną częścią tego prawa jest posiadanie narzędzi do jego realizacji. Naturalnie z drugiej strony każdy, kto z racji światopoglądu czy indywidualnych preferencji nie chce mieć z bronią do czynienia, powinien mieć pełne prawo do niedopuszczania do wnoszenia jej na teren swojego domu czy firmy – ale państwo nie powinno grozić obywatelom karami za sam fakt posiadania broni, gdyż samo jej posiadanie nie wyrządza krzywdy osobom trzecim, ergo nie uprawnia do stosowania represji.

Zachęcamy Was do pozostawiania swoich opinii na temat wydarzeń w USA, a także szerszej problematyki dostępu do broni, w sekcji komentarzy.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*