Brak komentarzy

Urzędnicy kontra puma

Oprócz wyborów prezydenckich w ostatni weekend niemałe kontrowersje wzbudziła również głośna sprawa pumy Nubii i jej właściciela – Kamila Stanka. Przez ponad dobę ten niecodzienny duet z sukcesem umykał przed obławą, w której uczestniczyło blisko dwustu policjantów, dron i śmigłowiec, by ostatecznie po negocjacjach dobrowolnie oddać się w ręce policji.

Co jednak doprowadziło do sytuacji, w której człowiek, który nie wyrządził nikomu krzywdy, musi wraz ze swym kotem uciekać przed siłami większymi niż wysyłane w pościg za niejednym mordercą?

Pan Kamil jest byłym żołnierzem i weteranem wojny w Afganistanie. Puma Nubia, nabyta przed sześcioma laty legalnie w Czechach, wychowywana była przez niego niemal od urodzenia. Zwierzę, jak twierdzi właściciel, traktowane było jak jeden z domowników i trzymane w bardzo dobrych warunkach, czego dowodem mają być przedstawiane protokoły z kontroli przeprowadzanych przez Regionalną Dyrekcję Ochrony Środowiska, które to nie wykazały żadnych uchybień. By zadośćuczynić wymaganiom prawnym, zarejestrował on również oficjalnie działalność cyrkową (polskie prawo nie przewiduje możliwości posiadania tego rodzaju dzikich zwierząt przez osoby prywatne, ale mogą je posiadać ogrody zoologiczne i cyrki). Zamiast jednak prowadzić typowe dla takiej działalności występy, pan Kamil ograniczył się do organizowania sesji zdjęciowych z pumą i charytatywnego odwiedzania z nią oddziałów dziecięcych w szpitalach.

Niestety, pomimo nieszkodliwości (a w porównaniu do działalności typowego cyrku zapewne również i większej etyczności) całego procederu, Sąd Rejonowy w Zawierciu uznał, że samo posiadanie legalnie zarejestrowanej działalności cyrkowej nie może uprawniać do trzymania w domu pumy, gdy się z nią rzeczywistych występów cyrkowych nie prowadzi. Właścicielowi Nubii wytoczono proces, który zakończył się formalnym zawłaszczeniem zwierzęcia przez Skarb Państwa i nakazem jego przekazania do ogrodu zoologicznego w Poznaniu.

Ponieważ pan Kamil nie zamierzał się podporządkować, policja rozpoczęła przygotowania do przejęcia pumy. Jak czytamy w oświadczeniu wydanym przez komendę w Zawierciu, z powodu silnego związku emocjonalnego mężczyzny z Nubią, postanowiono podjąć próbę polubownego rozwiązania konfliktu za pośrednictwem mediatora. Zanim jednak to nastąpiło, na miejscu zjawili się bez porozumienia z policją, ale za to w towarzystwie dziennikarzy, pracownicy poznańskiego ZOO z zamiarem samodzielnego odebrania wielkiego kota. Właściciel według relacji tych ostatnich miał bronić pumy nożem (nikt jednak nie został ranny), po czym uciec wraz z nią do lasu.

Po blisko dwudniowej, bezskutecznej obławie udało się nawiązać kontakt z panem Kamilem i wynegocjować, by dobrowolne oddał się w ręce policji, a samą pumę tymczasowo przekazał pod opiekę innemu ogrodowi zoologicznemu – w Chorzowie. Nubia trafiła tam w poniedziałek i jak podaje dyrektor ogrodu, po wstępnych oględzinach jawi się jako zdrowe i bardzo zadbane zwierzę – co zdaje się zadawać kłam twierdzeniom pracowników poznańskiego ZOO o rzekomo skandalicznych warunkach bytowych, w jakich ją zastali. Pan Kamil ma zgodnie z ustaleniami pracować w chorzowskim ogrodzie jako wolontariusz, co umożliwi mu stały kontakt z kotem – choć jak sam przyznaje nie zamierza na tym poprzestać i będzie do końca walczyć o to, by Nubia mogła do niego legalnie powrócić.

Oceniając tę sytuację z wolnościowego punktu widzenia zacząć trzeba – co ciekawe i rzadkie – od pochwalenia postawy policji. Jeżeli wierzyć jej własnym oświadczeniom, to pomimo sądowego nakazu odebrania zwierzęcia już przed całym zajściem funkcjonariusze dążyli do deeskalacji konfliktu, a po oddaniu się pana Kamila w ich ręce wykazali wiele dobrej woli umożliwiając osiągnięcie kompromisowego rozwiązania za pośrednictwem ZOO w Chorzowie. Tego samego nie można niestety powiedzieć ani o przedstawicielach poznańskiego ogrodu zoologicznego, ani Sądu Rejonowego w Zawierciu. Obie grupy wykazały się bowiem nadgorliwością i jawnie antyobywatelską postawą wobec człowieka, który chciał jedynie być pozostawionym w spokoju wraz ze swoim niecodziennym zwierzęciem. Mimo to rzecz jasna największą i najbardziej fundamentalną winę ponosi tutaj absurdalne i opresyjne prawo, które zakazując osobom prywatnym posiadania dzikich zwierząt zmusza ich do rejestrowania działalności cyrkowych, po czym, jakby tego było mało, uzależnia ostateczne uznanie legalności takiego procederu nie od zapewniania zwierzętom właściwych warunków bytowych, tylko od faktycznego wykorzystywania ich do cyrkowych sztuczek.

Jako libertarianie uważamy, że odpowiedzialna hodowla przedstawicieli egzotycznych gatunków przez osoby prywatne nie jest czynem, który zasługuje na karę. Wprost przeciwnie – może przyczynić się do ochrony zagrożonych gatunków przed wyginięciem w stopniu znacznie większym niż przymusowo finansowane, państwowe ogrody zoologiczne. Więcej na ten temat pisaliśmy w maju, przy okazji komentarza do serialu dokumentalnego Król Tygrysów – osoby bliżej zainteresowane zapraszamy do lektury.

W kwestii pana Kamila i Nubii zachęcamy do śledzenia dalszego toku ich historii, jak również do wsparcia kampanii crowdfundingowej służącej sfinansowaniu pomocy prawnej w sporze z aparatem urzędniczym.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*