3

Spencer Cobden – Kij w mrowisko. Czy planów Roberta Gwiazdowskiego należy się bać?

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
– Fryderyk Nietzsche

Zapowiadane wejście czołowego propagatora wolnego rynku do polityki wywołało w kręgach liberalnych sporo entuzjazmu. Odżyły nadzieje na wprowadzenie do parlamentu faktycznych zwolenników wolnej gospodarki. W autentyczność liberalnych przekonań Roberta Gwiazdowskiego, w przeciwieństwie do innych polityków, z którymi bywa teraz porównywany, nikt bowiem po tzw. wolnościowej stronie sceny politycznej nie wątpi. Może się jednak okazać, że pan mecenas wyświadczy nam niedźwiedzią przysługę. Biorę więc na swe wątłe barki to niewdzięczne zadanie zwrócenia uwagi na niepokojące elementy zaprezentowanych założeń, ufając, że ten skromny tekst uniżonego sympatyka pozwoli Robertowi Gwiazdowskiemu na ustrzeżenie się błędów, które bliskość tolkienowskiego Pierścienia (tj. władzy politycznej) może wywołać.

Co proponuje były ekspert Centrum im. Adama Smitha? Programu szczegółowego jeszcze nie znamy. Z publikowanych na Facebooku notatek i udzielanych wywiadów wyłania się jednak dość konkretny przekaz. Ruch polityczny Roberta Gwiazdowskiego będzie dążył do zniesienia podatku dochodowego od osób prawnych (CIT) i zastąpienia go podatkiem od przychodu. Dlaczego? Dochód w rozumieniu systemu podatkowego jest kategorią czysto arbitralną. Jak słusznie wskazuje Gwiazdowski, to, co ustawa definiuje jako koszt po stronie przedsiębiorcy, jest niczym więcej niż wytworem dzikiej fantazji ustawodawcy. Jest to jeden z czynników, które czynią CIT podatkiem skomplikowanym i drogim w oszacowaniu i poborze. Generuje więc zupełnie niepotrzebne koszty po stronie zarówno pracodawców, jak i aparatu państwa. Daje również państwu niebezpieczną wiedzę na temat kondycji finansowej i działań płatników. Można wymieniać też inne wady tego podatku, moim celem nie jest jednak pastwienie się nad nim, a pochylenie nad tym, co proponuje w zamian Gwiazdowski. A jest to podatek od obrotu w wysokości 1,5%. Jak sam wskazuje, „bez względu na to, ile wynosiła stawka podatku CIT, przychody Skarbu Państwa z tego podatku nie przekraczały 0,5% przychodów osiąganych przez podatników tego podatku!” [1]. Jeśli jest to prawda (a w słowa Gwiazdowskiego nie mam czelności wątpić), ekspert Warsaw Enterprise Institute chce zwiększyć opodatkowanie osób prawnych trzykrotnie! Po co? Po to, aby możliwe stało się zredukowanie klina podatkowego po stronie pracowników najemnych i zastąpienie obecnie obowiązujących danin (PIT, szereg składek ubezpieczeniowych, fundusz pracy) prostym podatkiem od funduszu wynagrodzeń w wysokości bodajże 25% [2], co jest istotnym cięciem względem obecnej wysokości sumy płaconego haraczu.

Plan sprowadza się więc do tego, by odciążyć pracownika najemnego i zrekompensować ubytki w budżecie większym podatkiem płaconym przez osoby prawne. Nie będę wyrokować, czy takie przesunięcie ciężaru opodatkowania jest krokiem w dobrym kierunku, ale jak uświadomił mi kuzyn zza oceanu, Murray Rothbard, w praktyce obniżenie daniny po stronie pracownika nie będzie aż tak duże, jak mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. „Jego [podatku od sprzedaży] skutkiem będzie powszechny spadek przychodów netto właścicieli pierwotnych czynników produkcji, a więc spadek płac i rent gruntowych. Nastąpi przerzucenie w tył podatku na przychody uzyskiwane przez właścicieli czynników pierwotnych” [3] (pozwalam sobie tutaj polecić wszystkim książkę Interwencjonizm, czyli władza a rynek – absolutny must have). Innymi słowy, firmy mieć będą mniej pieniędzy, którymi będą mogły konkurować m.in. o potrzebnych sobie pracowników, przez co pensje tych drugich ucierpią.

Robert Gwiazdowski jest liberałem – pojawia się więc pytanie, po co w ogóle szukać nowych źródeł dochodu dla budżetu po cięciach podatkowych. Żyjemy w czasach tzw. państwa dobrobytu. Lewiatana, który zajmuje się dostarczaniem usług edukacyjnych, gwarantuje emerytury i renty, ubezpieczenia zdrowotne, oplata nas misternie skonstruowaną siatką programów socjalnych, w którą łapią się w zasadzie wszyscy, którym coś dolega (czy to bezrobocie, niepełnosprawność, czy nawet… posiadanie dziecka – tak, powinienem był ująć słowo „dolega” w cudzysłów), rzekomo chroni przed realnym albo i urojonym wyzyskiem, finansuje działanie wybranych przez siebie podmiotów w całej rzeszy branż, albo nawet bezpośrednie je prowadzi (mamy państwowe spółki w największej liczbie sektorów gospodarki w całej Unii [4]). Robi to wszystko i jeszcze więcej. Ogrom zadań, który realizuje Lewiatan, jest nie do pogodzenia z liberalizmem. Nie powinniśmy więc starać się zapewniać mu źródeł finansowania na obecnym poziomie, ale dążyć do obcięcia jego macek – a wtedy nie będzie potrzebował tylu pieniędzy i podatki będzie można obniżyć bez szukania rekompensat, bez wywoływania ich negatywnych skutków. Gwiazdowski pisze jednak wprost, że nie chce prowadzić rewolucji. Chce utrzymać dochody państwa i de facto zapewnić mu środki na to, by kierowało naszym życiem w podobnym zakresie, co teraz.  Tak, Gwiazdowski proponuje również wprowadzenie mechanizmów rynkowych do obecnie świadczonych usług, np. edukacji, ale…

Ale zastanowić się też musimy nad wspomnianą na wstępie niedźwiedzią przysługą. Racjonalizacja systemu podatkowego, obecnie kosztownego w obsłudze, uwolni do dyspozycji państwa najprawdopodobniej miliardy złotych (obecnie, z uwagi na poziom skomplikowania systemu, mamy najdroższą w UE administrację podatkową![5]). Jak zostaną te pieniądze spożytkowane? Doświadczenie uczy nas, że politycy szybko znajdą sobie kolejny palący „problem społeczny”, który należy rozwiązać i wydadzą te pieniądze na kolejne programy społeczne lub „inwestycje” publiczne. Państwo rozrośnie się jeszcze bardziej. Boję się, że tak właśnie będzie, jeśli Gwiazdowski nie poniesie na sztandarze hasła prawdziwie liberalnego, dla niektórych pewnie radykalnego: redukcji samego państwa. I nie chodzi o likwidacje jakiegoś nic nie znaczącego Funduszu Promocji Ryb (tak, naprawdę coś takiego istnieje… [6]), którym to kosmetycznym działaniem jacyś populiści mogliby chwalić się walką z biurokracją, ale o uderzenie w same fundamenty państwa dobrobytu.

Wątpliwości budzi też postulat emerytury obywatelskiej, która przysługiwać miałaby w równej wysokości każdemu bez żadnych warunków. Nawet tym, którzy nie przepracowali w swoim życiu jednego dnia. Czy nie jest to pasożytnictwo? Czy nie jest to rozdawnictwo? Czy to nie przeciw życiu na cudzy koszt protestować powinni liberałowie?

Dlatego apeluję:

Panie Mecenasie, proszę nie ulegać populizmowi. Proszę nie szukać poklasku osób o mentalności roszczeniowej. Proszę prowadzić politykę, której celem będzie nie tylko zmiana rozwiązań prawno-ustrojowych, ale również zmiana mentalności społeczeństwa. Zadanie to trudne, ale to właśnie Pan ma szansę stać się motorem potrzebnych nam zmian.

Chciałbym zaangażować się w Pański ruch z całą siłą, ale przeszkadza mi postulat emerytury obywatelskiej w proponowanym teraz kształcie oraz chęć utrzymania wpływów budżetowych i siły państwa na obecnym poziomie.

Spencer Cobden – Pamiętnik starego liberała

[1] https://tinyurl.com/yaf4lvfy

[2] tamże.

[3] M. Rothbard, Interwencjonizm, czyli władza a rynek, Fijorr Publishing, Warszawa 2009, s. 132.

[4] R. Trzeciakowski, M. Zieliński, Masowe demonstracje we Francji to reakcja na skutki interwencjonizmu, nie liberalizmu, raport Fundacji Forum Obywatelskiego Rozwoju, analiza 1/2019, ss. 2-3.

[5] https://www.rp.pl/Ranking-urzedow-skarbowych/305239965-Koszty-poboru-podatkow-w-Polsce.html

[6] Ciekawostka: Stowarzyszenie Libertariańskie przygotowało nawet listę 100 instytucji do likwidacji na stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości: https://slib.pl/likwidacja-100-panstwowych-instytucji-na-100-lecie-niepodleglosci/

3 komentarze

  1. Reply
    Paweł says

    Czy przypadkiem Pan Gwiazdowski i CAS nie proponują, aby podatek przychodowy 1.5% dotyczył wszystkich, a nie tylko tych co płacą CIT ??
    Generalnie ten podatek ma plus taki, że nie uniknie się go przez tworzenie wyimaginowanych kosztów jak w podatku dochodowym. Mam też obawy, czy będzie on sprawiedliwy. Wyobraźmy sobie, że jest dwóch sąsiadów, jeden(S1) zajmuje się np. handlem a drugi(S2) robi projekty architektoniczne/informatyczne. Jeśli obaj zysku mają 100 000 zł to nie wydaje mi się żeby sprawiedliwie było, żeby jeden zapłacił podatku 1.5% od miliona, a drugi od 200 000 zł.

  2. Reply
    Bob says

    “Żyjemy w czasach tzw. państwa dobrobytu.” Chodzi o welfare state? To raczej państwo opiekuńcze, a nie dobrobytu.

    • Reply
      Przemek Hankus says

      Obie formy są dopuszczalne.

Skomentuj

*