Brak komentarzy

Ryan McMaken – Teoria i praktyka: plan Rothbarda na rzecz wolnościowego aktywizmu

Od lat 90. XIX wieku, czyli czasów, w których Partia Demokratyczna otwarcie popierała program niskich podatków, ograniczonej polityki zagranicznej, decentralizacji oraz sprzeciwu wobec bankowości centralnej, nie istniał w Stanach Zjednoczonych duży, zorganizowany ruch polityczny popierający leseferyzm. W międzyczasie, rzecz jasna, wolnościowe frakcje bywały częścią rozmaitych koalicji i partii politycznych. Dla przykładu Stara Prawica (The Old Right) opowiadała się za leseferyzmem w polityce zagranicznej oraz sprzeciwiała się polityce Nowego Ładu. W erze powojennej wolnościowi aktywiści stanowili jedną z grup ruchu konserwatywnego.

Jednakże konserwatyści kierowali się przede wszystkim ideą zatwardziałego interwencjonizmu w polityce zagranicznej. Dla nich nawet krajowy leseferyzm stanowił pomniejsze zagadnienie. Ostatecznie William F. Buckley, będący prawdopodobnie u szczytu swojego przywództwa w ruchu, domagał się, aby Amerykanie byli gotowi zaakceptować „na okres trwania” zimnej wojny „totalitarną biurokrację na naszych ziemiach”.

Rzecz jasna żaden ruch polityczny, w którym dominują tego typu poglądy, nie mógłby wspierać szczerze leseferyzmu. Dlatego też, już od ponad wieku, pomniejsze partie wolnościowe zadają sobie pytanie: Jak utrzymać efektywny i rosnący ruch?

Odpowiedź tkwi w dwustronnym podejściu. Po pierwsze, musi być prowadzona intelektualna i ideologiczna wojna, aby ugrać poparcie kluczowej części opinii publicznej. Gdy cel ten zostanie osiągnięty – a być może nawet podczas jego realizacji – pozostali muszą przekuć te intelektualne podwaliny w praktykę.

Nie jest zaskoczeniem, że Murray N. Rothbard miał swoje przemyślenia na temat tego, jak to zrobić.

Rothbard o strategii

Niewielu obrońców leseferyzmu poświęciło temu zagadnieniu tak wiele namysłu, jak Rothbard, który zajmował się nie tylko problemami spójności ideologicznej, ale również problemem organizacji politycznej. Zastanawiał się nad tym, czy wolnościowcy powinni skupić się w pierwszej kolejności na szerzeniu i objaśnianiu, dlaczego ideologia leseferyzmu jest najlepsza, czy też może powinni skupić się na aktywizmie politycznym i organizacji.

Rothbard objaśnia definicję pierwszej z tych strategii – znanej jako „edukacjonizm” – w sposób następujący:

„W skrócie: doszliśmy do prawdy, ale większość ludzi wciąż pogrążona jest w błędzie; dlatego musimy kształcić tych ludzi drogą wykładów, dyskusji, książek, pamfletów, gazet czy jakąkolwiek inną, aż przekonwertujemy ich na słuszne stanowisko”[1].

Niektórzy krytycy wskazują, że Rothbard potępił edukacjonizm, lecz to nie prawda. Rothbard piętnował jedynie pomysł, że edukacjonizm jest wystarczający sam w sobie. Jak pisał:

„Oczywiście nie ma nic zdrożnego w tej strategii, takiej, jaka jest. Wszelkie nowe prawdy i poglądy – czy to naukowe, artystyczne, religijne czy polityczne – muszą podążać mniej więcej tą drogą: nowa prawda roznosi się od pierwszych odkrywców do wiernych uczniów i protegowanych, a potem poprzez pisarzy i dziennikarzy do intelektualistów i opinii publicznej. Jednakże edukacjonizm sam w sobie jest strategią naiwną, ponieważ unika rozważań nad pewnymi trudnymi zagadnieniami, na przykład: w jaki sposób stawić czoło problemowi władzy?[2]” (wyróżnienia dodane przez autora).

Trzeba najpierw ukształtować opinię publiczną

Powinno być oczywistym, że sprawiedliwy i moralny reżim polityczny może istnieć długoterminowo jedynie wtedy, gdy dostatecznie duża cześć populacji rzeczywiście wierzy w ideały, które stanowią podwaliny dla takiego reżimu. Ludwig von Mises wielokrotnie wyrażał swoją opinię na ten temat. Jak zauważył, nie ma znaczenia, jaka strategia polityczna zostanie zastosowana w kwestii wyboru rządzących i realizacji ich polityki. O naturze reżimu decydują poglądy ideologiczne mas i jeśli „padnie na błędne doktryny, nastąpi nieuchronna katastrofa”[3].

Dzisiaj widzimy rezultaty kilku dekad, w których dominowało ideologiczne odchylenie w kierunku antykapitalistycznej lewicy. Pomimo że wolnościowe frakcje polityczne istnieją, nie są one w stanie zwyciężyć w wyborach krajowych bez ulegania antykapitalistycznym poglądom, które są powszechne wśród większości społeczeństwa. Nie ma dostatecznej podstawy w postaci popierającej leseferyzm opinii publicznej, która mogłaby wesprzeć wolnościowy ruch polityczny. Problemu nie rozwiązuje również zniesienie demokracji. Nawet w autorytarnych reżimach stronnictwa ideologiczne muszą walczyć o posłuch wśród elit władzy, a ponadto niedemokratyczne reżimy nie mogą się utrzymać na dłuższą metę, jeśli ich działania nie są zbieżne z poglądami mas.

Przekuć teorię w praktykę

Jak jednak rozumował Rothbard, nawet jeśli dana ideologia zyska poparcie znaczącej części społeczeństwa, wciąż będą potrzebni polityczni aktywiści, którzy przekują te poglądy w praktykę.

Oznacza to, że ci aktywiści muszą podjąć się udzielenia odpowiedzi na szereg trudnych pytań, między innymi:

„Czy musimy przekonać absolutną większość społeczeństwa? A może wystarczy przekonać masę krytyczną, złożoną z elokwentnej i oddanej mniejszości? A jeśli uda się nam ich przekonać, co stanie się z państwem? Czy zniknie ono (lub zmniejszy się do minimalnych rozmiarów) samo automatycznie? I czy istnieje jedna grupa, na której mamy skoncentrować swoją agitację, czy też jest ich więcej? Czy powinniśmy inwestować więcej naszych cennych, rzadkich zasobów na przekonanie jednej z wybranych grup kosztem pozostałych? Powinniśmy być konsekwentni i agitować jawnie, czy też posługiwać się podstępem, zanim nie będziemy w pełni gotowi, aby uderzyć? W jakich warunkach społecznych będzie bardziej prawdopodobne, że ruch się umocni? Czy kryzysy ekonomiczne, militarne i społeczne będą korzystne dla naszego ruchu, a może mu zaszkodzą? Żaden z tych problemów nie jest łatwy do rozwiązania, a niestety główny nurt leseferystycznych myślicieli i aktywistów poświęcił niewiele czasu na ich rozważenie, nie wspominając o ich rozwiązaniu”[4].

W swoim eseju pt. Rola intelektualistów w przemianie społecznej w kierunku leseferyzmu Rothbard podejmuje próbę poczynienia postępu w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania. W efekcie Rothbard omawia kilka różnych modeli, wśród nich nieposłuszeństwo obywatelskie, „ucieczkizm” oraz odgórną rewolucję (na przykład przekabacenie monarchy). Jednakże nie znalazł wśród nich żadnego realnego sposobu na sukces w świecie nowoczesnych realiów politycznych.

Wolnościowy „leninizm”

Zamiast więc udzielić poparcia dla któregokolwiek z tych modeli politycznych Rothbard decyduje się na czwartą opcję, którą nazywa „kadrami przewodzącymi masom”. Metoda ta – zapewnia Rothbard – została zilustrowana w działaniach zastosowanych przez brytyjskiego filozofa i aktywistę Jamesa Milla. W pierwszej połowie XIX wieku Mill był odnoszącym sukcesy członkiem Radykałów, liberalnego ruchu, który wspierał zarówno demokrację, jak i leseferyzm. Jak wyjaśnia Rothbard Mill udowodnił swoją ogromną skuteczność w zmienianiu poglądów kluczowych członków brytyjskiej klasy rządzącej oraz w załatwianiu interesów dla jego liberalnych „działaczy”:

„Chociaż jako wysoki urzędnik Kompanii Wschodnioindyjskiej Mill nie mógł ubiegać się o stanowisko w parlamencie, był niekwestionowanym liderem małej, liczącej od dziesięciu do dwudziestu członków, ale odgrywającej dużą rolę grupy Philosophic Radicals. Mimo że grupa przybrała miano benthamian, starzejący się Bentham miał z nią osobiście niewiele do czynienia. Większość parlamentarnego skrzydła Philosophic Radicals zmieniło swoje poglądy dzięki samemu Millowi, poczynając od Ricardo, a kończąc na synu Milla, który w 1836 roku objął przywództwo we frakcji Radykałów po swoim ojcu. James Mill również przeciągnął na swoją stronę George’a Grote’a, oficjalnego lidera radykałów w Parlamencie, bankiera i historyka starożytnej Grecji”[5].

Mill nie był jednak usatysfakcjonowany przekonywaniem ludzi do swojej sprawy na niwie intelektualnej. Domagał się również działalności politycznej. W ten sposób, zauważa Rothbard, Mill odegrał rolę swego rodzaju protoleninisty:

„Charyzmatyczny, pozbawiony humoru i dydaktyczny Mill przejawiał wszelkie zalety i wady współczesnej kadry leninowskiego typu. Millowski krąg miał w swoich szeregach Harriet Lewin Grote (1792–1873), zapalczywą działaczkę, władczą i asertywną bojowniczkę, której dom stał się salonem i centrum towarzyskim dla parlamentarnych Radykałów. Była ona powszechnie znana jako »Królowa Radykałów« i to o niej właśnie [Richard] Cobden napisał: »gdyby była mężczyzną, byłaby liderem partii«. (…) Typowym tego świadectwem jest wypowiedź Williama Ellisa, młodego przyjaciela Johna [Stuarta Milla], który tak opisał w późniejszych latach swoje doświadczenia z Jamesem Millem: »Dokonał we mnie całkowitej przemiany. Nauczył mnie, jak myśleć i po co żyć«”[6].

To wszystko zaowocowało uchwaleniem ustawy o reformach, która ustanawiała głęboką zmianę w brytyjskim systemie politycznym i była zwycięstwem liberałów:

„Jego celami długoterminowymi były radykalna demokracja oraz powszechne prawo wyborcze. Mill więc, w iście leninowskim stylu, był w stanie zadowolić się zdecydowanie mniej radykalnym rozwiązaniem jako swoistym przystankiem na drodze do celu. Efektem była ustawa o reformach (Reform Bill) z 1832 roku, która znacząco poszerzyła prawo wyborcze, przyznając je klasie średniej. Dla Milla rozwój demokracji był ważniejszy niż leseferyzm, gdyż ten ostatni miał być spodziewaną, półautomatyczną konsekwencją prawdziwie fundamentalnego procesu detronizacji klasy rządzącej i zastąpienia jej ludem”[7].

Niestety skrajne skupienie się na demokracji przez millowskich radykałów było więcej niż problematyczne. Zakończyło się ono alienacją radykałów przez dryfujących bliżej głównego nurtu – acz równie skutecznych – leseferystycznych liberałów pod przywództwem Cobdena oraz Ligi Przeciw Ustawom Zbożowym. Co więcej, z perspektywy czasu widać, że postrzeganie demokracji przez radykałów jako mechanizmu politycznego zapewniającego leseferyzm, było naiwne.

Mill stosował również nieuczciwe zagrywki wobec swoich wrogów. Mimo to Rothbard nie miał wątpliwości odnośnie do sukcesu Milla jako „genialnego” stratega, który sprawdził się w roli „łącznika teorii z praktyką” nawet bez stosowania jego najbardziej wątpliwych moralnie metod. Zdołał w końcu utworzyć decydującą frakcję przychylnych członków parlamentu, którzy byli zdolni przepchnąć uchwalenie nowych praw, podczas gdy większy ruch radykałów wpływał na opinię zarówno zwykłych ludzi, jak i intelektualistów.

Jak więc współcześni, wolnościowi aktywiści mogą rozwinąć dziś metody Rothbarda? Okazuje się, że konieczne jest zbudowanie instytucji, które służą obu stronom równania.

Z jednej strony mamy wojnę ideologiczną, a Rothbard, rzecz jasna, nie sprzeciwiał się stosowaniu środków intelektualnych do rozprzestrzeniania dobrych idei i obalania tych szkodliwych. Robił to przez dziesięciolecia jako popularny pisarz, wykładowca oraz dyrektor do spraw akademickich w Mises Institute, a więc organizacji, która poświęciła się edukacyjnej stronie wolnościowego aktywizmu. Bez takich instytucji jak Mises Institute, które stanowią intelektualną przystań, jakiekolwiek próby działalności politycznej kończą się intelektualnym błądzeniem po omacku i zjedzeniem własnego ogona w wyniku stosowania politycznych procesów i strategii, które nie służą żadnemu konkretnemu celowi.

Jednocześnie działacze polityczni muszą sięgać po te intelektualne źródła, aby pokierować opiniami politycznymi do punktu, który może stać się fundamentem pod budowę politycznych sieci, frakcji i koalicji łączących teorię z praktyką. Rothbard był jedną z tych nielicznych osób, które – tak jak Mill – poświęciły swoją działalność zarówno teorii, jak i praktyce. Większość zwykłych ludzi angażuje się tylko w jedno z nich. Obydwa są jednak niezbędne, a jedno bez drugiego najpewniej nie osiągnie pożądanych celów.

Autor: Ryan McMaken

Źródło: mises.org

Tłumaczenie: Łukasz Frontczak


[1] M.N. Rothbard, Rola intelektualistów w przemianie społecznej w kierunku leseferyzmu, Wrocław 2020, s. 10.

[2] Ibidem, s. 10–11.

[3] L. von Mises, Ludzkie działanie. Traktat o ekonomii, Warszawa 2011, s. 729.

[4] M.N. Rothbard, op. cit., s. 13.

[5] Ibidem, s. 39–40.

[6] Ibidem, s. 40.

[7] Ibidem, s. 44.

Skomentuj

*