Brak komentarzy

Rafał Trąbski – Czy głodni ludzie cieszą się życiem rodzinnym?

Projekt ustawy zakazującej handlu w niedziele, zgłoszony przez NSZZ “Solidarność”, to przykład tego, jak nie należy walczyć o „dobro pracowników”.

Jest wielu młodych, niewykwalifikowanych, ubogich, zarabiających niewiele pieniędzy pracowników. Tylko ktoś oderwany od realiów rynku pracy, powiedzmy osoba żyjąca z wysokiej pensji związkowca, może wpaść na pomysł, aby pomagać tym ubogim pracownikom poprzez… zakazanie im pracy.

Autorzy tego pomysłu twierdzą, że chcą ulżyć przepracowanym sprzedawcom, aby mogli spędzić niedzielę z rodziną na rekreacji i w kościele. Niewątpliwie czas wolny z bliskimi czy przyjaciółmi to korzyść i każdy z nas chciałby móc się cieszyć takim luksusem. Problem w tym, że jest to właśnie „luksus”, gdyż takie są realia ekonomiczne, w jakich się znajdujemy. Na niepracowanie w weekendy może sobie pozwolić tylko osoba o wysokich kwalifikacjach, zajmująca dobrze płatne stanowisko pracy, a nie przeciętna kasjerka w sklepie.

Nie ma najmniejszej potrzeby ani usprawiedliwiania dla przymusowego zmieniania stylu życia wielu ludzi wbrew ich woli i interesowi. Jeżeli ktoś istotnie wyżej ceni sobie dzień wolny w niedzielę od kilkudziesięciu złotych w portfelu więcej, to zwyczajnie wybierze taką pracę, w której się w niedziele nie pracuje, albo zamieni się z innym pracownikiem etc. Ludzie nie są przymusowo przydzielani w tym kraju do miejsc pracy, tylko mogą swobodnie przyjmować jedne oferty pracy a inne odrzucać.

Tutaj oczywiście może pojawić się argument, że są z pewnością ludzie, którzy nie mają wyboru, gdyż w ich okolicy jedynym miejscem pracy, w którym mogą znaleźć zatrudnienie, jest właśnie sklep i takie osoby są poszkodowane na handlu w niedzielę. Odeprzeć ten argument jednak bardzo łatwo, wskazując z kolei na inna grupę ludzi, którzy pracować w niedzielę chcą, albo wręcz muszą, a jedynym miejscem gdzie taką prace otrzymają jest właśnie okoliczny sklep. Czyja racja jest ważniejsza? Dlaczego państwo ma stawać po stronie jednych przeciwko drugim?

Argumenty dotyczące wolności jednostki zapewne nie trafią do umysłu związkowca, gdyż są to ludzie, którzy nie postrzegają niestety wolności jednostki za wartość godną obrony. Jednak istnieją bardziej utylitarne argumenty na rzecz swobody pracy w niedzielę.

Jednym z nich jest los najbiedniejszych pracowników, którzy bynajmniej nie dlatego pracują w niedziele, że są złymi, chciwymi, nastawionymi na konsumpcjonizm pracoholikami, którzy nienawidzą swoich rodzin i dlatego chcą spędzać niedziele w pracy. Są to najczęściej ludzie, którzy właśnie z miłości i oddania dla swoich bliskich pracują także w niedziele, aby móc utrzymać siebie i rodzinę, aby ich dzieci miały co zjeść na obiad i w co się ubrać. Dla takich ludzi te 2-4 dniówki w skali miesiąca to może być kwestia dopięcia domowego budżetu. Dobrze zarabiającemu związkowcowi, który nie wie, czym jest pusty portfel na kilka dni przed wypłatą, łatwo jest twierdzić, że „wartości rodzinne i możliwość pójścia w spokoju do kościoła są ważniejsze niż praca w niedzielę”.

Przede wszystkim jednak uderzająca jest rażąca niekonsekwencja zgłoszonego projektu, bowiem oczywistymi skutkami wprowadzenia go w życie będą:
a) zwolnienia niektórych pracowników sprzedaży,
b) zamknięte sklepy i wzrost cen,
c) zubożenie części pracowników sprzedaży, którzy pracę zachowają, ale w mniejszym wymiarze godzinowym.

Ponadto, osoby zwolnione ze sprzedaży raczej nie skorzystają z „dnia wolnego” który „wspaniałomyślnie” wciskają im na siłę związkowcy wraz z politykami, lecz – aby mieć co włożyć do garnka – poszukają po prostu… innej, dorywczej pracy w niedzielę, bardzo możliwe, że na czarno. Mnie, jako libertarianina powiększenie się szarej strefy ucieszy, ale czy przeciętny związkowiec chce mieć na sumieniu młodego studenta, który teraz nie będzie objęty ubezpieczeniem i przywilejami wynikającymi z prawa pracy i kodeksu cywilnego?

Czy zatem logiczną konsekwencją nie powinny być postulaty o wprowadzeniu zakazu pracy w niedziele nie tylko w handlu, ale również w innych branżach? Wówczas jednak szara strefa powiększy się jeszcze bardziej, a los dziesiątków tysięcy pracowników również się pogorszy.

Gdy związkowcy twierdzą, że dbają o los ludzi pracy, gotowi są poświęcić los wielu pracowników i ich zarobki oraz stabilność zatrudnienia złożyć na (dosłownie!) ołtarzu ideologii. Wskazuje to na ich brak empatii wobec tych ludzi.

Rafał Trąbski, Antistate

Skomentuj

*