Brak komentarzy

Rafał Trąbski – Burkini – wolny wybór?

Wielu wyraża swoje oburzenie polityką francuską wobec tamtejszych muzułmanek, a mianowicie zakazem noszenia tzw. burkini. Po sieci krąży też obrazek porównujący zdjęcie francuskiego strażnika prawa do nazisty mierzącego czy niemiecka kobieta nie ma zbyt skąpego stroju plażowego.

Oczywiście, jako libertarianinowi, nie podoba mi się fakt, że państwo miesza się w to, kto jak się ubiera – jak każdy libertarianin uważam, że to, jakie ubranie nosisz, powinno być tylko i wyłącznie twoją, osobistą sprawą, kwestią twojego, indywidualnego, wolnego wyboru. Jeżeli chcesz, możesz nosić puchową kurtkę i kalosze na plaży latem, a zimą chodzić w podkoszulku i krótkich spodenkach. Przypomnieć tutaj warto więc przypadek z Polski, gdy policja zatrzymała człowieka za… noszenia na ulicy maski przedstawiającej głowę konia.

Jedynym wyjątkiem powinna być sytuacja, gdy twój ubiór stanowi z jakiegoś powodu zagrożenie dla cudzego życia, zdrowia lub cudzej własności. Trudno sobie taką sytuację wyobrazić, ale powiedzmy, że noszenie azbestowych ubrań mogłoby się tutaj kwalifikować. Chętnie zresztą odwołam się do Waszej kreatywności: jaka odzież mogłaby zagrażać ludziom postronnym?

Pozornie, postępowanie francuskich władz zasługuje tylko i wyłącznie na jednoznaczne potępienie. Tutaj jednak pojawia się pewne „ale”, mianowicie istotne są słowa: „kwestia twojego, indywidualnego, wolnego wyboru”. Czy aby na pewno muzułmanki mają wolność wyboru w co chcą się ubrać? Wszyscy obrońcy burkini sugerują, jakoby chodziło tylko o to, że nieislamscy Europejczycy są oburzeni z estetycznych powodów, albo po prostu zwalczają złośliwie każdy przejaw islamskiej kultury z czystego rasizmu.

Trudno się z tym zgodzić. Po pierwsze, gros przepisów dotyczących strojów islamskich wynika z różnych ustaw o niezasłanianiu twarzy i działań antyterrorystycznych. To, że one z kolei są głupie i bezsensowne, zasługiwałoby na osobny wpis, pozwólcie więc, że nie będę się nad tym rozwodził.

Jest jednak inna przyczyna, dla której może warto byłoby zwalczać „modę” islamską na europejskich ulicach. A mianowicie przymus. Gdy pokazuje się zdjęcia muzułmańskich kobiet w Iraku czy Etiopii, nikt nie ma wątpliwości, że szczelne stroje – burki, hijaby etc. – stanowią tam element patriarchalnej, skrajnie antykobiecej, okrutnej kultury islamskiej, która jest w wielu krajach skrajnie opresyjna wobec kobiet.

Gdy jednak podobny strój pojawia się na francuskiej plaży, nagle ludzie zapominają o opresyjnej kulturze islamu i wydaje im się, że nastąpiła magiczna zmiana i teraz burka jest niczym więcej, jak odmiennością mody, drobną różnicą kulturową, która w niegroźny sposób pozwala muzułmankom zaznaczyć, że nie są „wyuzdanymi Europejkami” (żeby nie użyć bardziej dosadnych słów, jakich użyliby wyznawcy Mahometa).

Głęboko wątpię, czy większość albo chociaż znaczna część tych kobiet, nosi te dziwaczne stroje z własnej, nieprzymuszonej woli a nawet jeśli, to czy gdyby ta ich „nieprzymuszona wola” uległa zmianie (skoro twierdzicie, że jest to dobrowolny wybór) to czy nie spotkałyby ich z tego tytułu konsekwencje ze strony islamskich mężczyzn, którzy – o czym warto pamiętać – też mieszkają obok tych islamskich kobiet.

Zanim ktoś spróbuje odparować, mówiąc, że „przecież Europejka, gdyby zaczęła chodzić na plażę w nietypowym dla naszej kultury stroju, to też spotkałaby się z niechętnymi reakcjami”, odpowiem od razu: zgoda, zapewne tak, ale reakcje te zapewne ograniczyłyby się do uśmieszków, może jakiejś uwagi, albo po prostu braku zainteresowania dla jej atrakcyjności skrytej pod dziwacznym strojem.

Tymczasem w kulturze wielu islamskich krajów stosowną reakcją na „nieobyczajne” prowadzenie się kobiety jest jej ukamienowanie, zgwałcenie, oblanie kwasem albo poderżnięcie gardła. Podejrzewam, że muzułmanki mogą ryzykować o wiele straszniejsze represje w razie „zmiany swojej garderoby”. Dodatkowo, zapewniam Was, że każda z nich gorliwie zapewni Was, że nosi te worki na głowie „całkowicie dobrowolnie” i że sama tego chce. Gdyby spróbowałaby powiedzieć co innego, musiałaby zapewne na zawsze rozstać się ze swoją rodziną, przyjaciółmi i trzymać z daleka od wszystkich przedstawicieli swojej kultury, najlepiej jeszcze żyjąc pod ochroną policyjną.

Oczywiście, Francuzi jak zwykle robią to źle. Po pierwsze: zmienili zasady gry w trakcie jej trwania. Dotychczas żyjący w ich kraju wyznawcy islamu mają prawo być rozgoryczeni, ponieważ gdy przybywali do Francji, godzili się na inne warunki „umowy” – chociaż jeśli jesteś libertarianinem, dobrze wiesz, że tzw. „umowa społeczna” jest mitem.

Ponadto, atak wymierzony nie w islamskich mężczyzn, ale w kobiety – które niczemu nie są winne i są ofiarami swojej „kultury” w stopniu czasem niewiele mniejszym, niż ofiary zamachów terrorystycznych – jest niesprawiedliwy. Co ma zrobić młoda muzułmanka rozebrana przez policjanta na plaży „do naga” gdy wróci do domu? Czy zdąży się wytłumaczyć, zanim na jej twarz spadnie cios?

Tam, gdzie nawet nie dojdzie do otwartej przemocy, wiele muzułmanek po prostu zrezygnuje z wychodzenia z domu (a na plaże na pewno) i zostanie w wyniku takiego zakazu praktycznie odcięta od cywilizacji, od szansy na kontakt z europejską kulturą, od możliwości jakiejkolwiek asymilacji. Jak wiemy, to wzajemne pokojowe kontakty, życie codzienne obok siebie – takie, jak przebywanie na plaży – może zbliżyć do siebie ludzi różnych kultur i ucywilizować tych mniej cywilizowanych oraz pokazać tym bardziej cywilizowanym, że tamci nie są wcale tacy straszni i morderczy.

Wydaje się, że Europa nie ma żadnego pomysłu na to, jak traktować muzułmańskich imigrantów i jak nie eskalować konfliktu religijno-kulturowego między autochtonami a wyznawcami islamu. Nie sądzę, aby przymusowe rozbieranie starych babć na plaży było dobrym pomysłem na polepszanie kontaktów europejsko-muzułmańskich, a na pewno jest karygodnym przykładem nadużycia w kontaktach państwo-obywatel.

Jednak problem istnieje i trzeba mu jakoś zaradzić. Tematem jednak nie są zawinięte w hijaby i burki islamskie kobiety (jak dotąd zamachy terrorystyczne wykonują tylko młodzi muzułmanie) ale na przykład islamscy fanatycy wkraczający na basen i opluwający kąpiące się tam Europejki i grożący, że następnym razem na tym nie poprzestaną. Islamską kulturą rządzą mężczyźni, kobiety nie maja głosu, więc jeśli Europejczycy chcą tę kulturę „ucywilizować” i „rozbroić” aby czuć się bezpiecznie, muszą zwrócić swe wysiłki ku islamskim mężczyznom.

Rozbieranie z burek muzułmanek przypomina próbę walki z głupotą rodziców poprzez bicie po rękach ich dziecka za to, że objada się słodyczami, które kupili mu tata i mama.

Rafał Trąbski, Antistate

Skomentuj

*