Brak komentarzy

Radosław Piwowarczyk – Zagrożona wolność. Restrykcje w dobie walki z koronawirusem

Premier Mateusz Morawiecki stwierdził niedawno, że jedynie szybka i stanowcza reakcja władz, którą firmował swoją zmęczoną twarzą Minister Zdrowia Łukasz Szumowski uchroniła nas przed katastrofą związaną z koronawirusem. Stwierdzenie to jest jednak nie do obrony, a dane pokazują, że zwiększone restrykcje wraz z ograniczeniami praw i wolności obywatelskich nie są kluczowym elementem w walce z pandemią.

Wolność a bezpieczeństwo

„Gdy dla tymczasowego bezpieczeństwa zrezygnujemy z podstawowych wolności, nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego”

– te słowa Benjamina Franklina możemy dziś potwierdzić już nie tylko teoretycznie, ale i praktycznie.

Na gruncie teoretycznym za Ryszardem Ziębą bezpieczeństwo definiujemy jako „obiektywną i subiektywną pewność przetrwania, posiadania i swobód rozwojowych danego podmiotu” . Widzimy tu zatem trzy podstawowe elementy, które możemy ująć jako 1) zapewnienie prawa do życia, 2) prawa własności i 3) wolności gospodarczej oraz osobistej. Z drugiej strony dla spełnienia definicyjnych warunków wolności konieczne jest zapewnienie bezpieczeństwa. Nie mogę być wolny, jeśli przez permanentne zagrożenie nie mogę swobodnie podejmować decyzji. Nie mogę być wolny, jeżeli ktoś w każdej chwili może decyzją polityczną odebrać mi moją własność etc.

Sentencja Benjamina Franklina znajduje potwierdzenie także w badaniach i statystykach. To kraje najwyżej sklasyfikowane w rankingach wolności plasują się w czołówce rankingów dot. bezpieczeństwa. Analogicznie działa to również w drugą stronę. Najbardziej wolnościowe państwa i kraje, na przykład wg Heritage Foundation, czyli Singapur, Hongkong, Nowa Zelandia, Australia, Szwajcaria, znajdują się w czołowej dwudziestce wszystkich poważnych rankingów bezpieczeństwa. Podobnie kraje zajmujące czołowe miejsca w rankingach bezpieczeństwa Światowego Forum Ekonomicznego, Global Finance czy Underwriter Laboratories, znajdują się w czołowej dwudziestce najbardziej wolnościowych państw wg Heritage Foundation czy Human Freedom Index.

Kryzys koronawirusowy

Na początku należy poczynić uwagę wstępną, iż walka z koronawirusem jest jedynie jedną z faz sytuacji kryzysowej, kiedy następuje kryzys właściwy, a poprzedzały go fazy stabilizacji i eskalacji, które odpowiadają fazom zarządzania kryzysowego dotyczącym zapobiegania i przygotowania do kryzysu. Jest to uwaga o tyle istotna, iż nie można obecnej walki z koronwirusem oceniać jedynie przez pryzmat restrykcji wprowadzonych po pojawieniu się koronawirusa, ale także tego, jak państwa były do niego przygotowane.

I znów możemy zauważyć, że wśród państw, które najgorzej radzą sobie z pandemią koronawirusa, nie ma państw wolnościowych. Najwyżej sklasyfikowanym państwem pod względem liczby zakażeń na milion mieszkańców z wyżej wymienionych jest Singapur, który jednak przy bardzo dużej liczbie zakażeń zanotował zaledwie 22 zgony z powodu koronawirusa. Należy postawić pytanie: czy taka sytuacja nie będzie korzystna na dłuższą metę wobec uzyskania większej odporności, przy niemal niezauważalnych stratach?

Państwa o większym stopniu wolności wyróżnia też – w przeciwieństwie do Polski – poszanowanie dla praworządności, a także konstytucyjna ochrona pewnych wolności, które nie mogą być naruszane. Jako przykład może posłużyć tutaj Japonia, która co prawda wprowadziła stan wyjątkowy, ale zgodnie z jej konstytucją władza nie może ograniczyć np. prawa do przemieszczania się. W związku z tym rząd wydał jedynie zalecenia, aby: pozostać w domu, ograniczyć kontakty społeczne i zamknąć firmy.

Za złamanie tych zaleceń nie groził jednak żaden mandat. Jednocześnie japoński rząd oszacował, że same zalecenia wystarczą, by ludzie sami o około 70 procent ograniczyli kontakty społeczne, przy czym niespełna 80 procent miało wystarczyć do zahamowania epidemii. Dokładnych danych co do tego jak wyglądało to w praktyce jeszcze nie mamy, ale strategia okazała się skuteczna i Japonia przełamała już szczyt epidemii.

Walka z koronawirusem

Teza jakoby większe ograniczenia i restrykcje w dobie pandemii przyczyniały się w sposób istotny do zahamowania jej rozprzestrzeniania jest nie do obrony, co zresztą było do przewidzenia. W książce Grypa. Sto lat walki Jeremy Brown, odnosząc się do epidemii hiszpanki z 1918 roku, pisał: „W Detroit zakaz wprowadzono w bardzo ograniczonym zakresie, a przebieg epidemii okazał się stosunkowo łagodny, w Filadelfii natomiast znacznie bardziej rygorystyczne wymogi nie zapobiegły prawdziwej katastrofie.

Pierwsze dane wskazują na to, że powyższe słowa możemy śmiało sparafrazować i odnieść do walki z koronawirusem. To nie rządowe restrykcje, ale inne czynniki – dziś jeszcze niezbadane i nieznane nam dokładnie – decydują o tym, że wirus zbiera śmiertelne żniwo. Możemy spojrzeć na przykłady kilku sąsiadujących ze sobą państw, np. Belgii i Holandii. Królestwo Belgii zdecydowało się na wprowadzenie daleko idących restrykcji i wyszło na tym znacznie gorzej niż bardziej liberalna Holandia.

Innym przykładem są Węgry i Rumunia, które wprowadziły niemal identyczny poziom restrykcji (ten można sprawdzić np. na Oksfordzkiej stronie). Przy identycznych obostrzeniach Rumunia zanotowała kilkukrotnie wyższą liczbę zakażeń i zgonów od Węgier. Do podobnych wniosków prowadzi nas przykład Stanów Zjednoczonych, gdzie zakażenia koronawirusem przebiegają w układzie geograficznym, niezależnie od stopnia restrykcji w danym stanie. Stany New York i New Jersey odpowiadają za ponad 1/3 zakażeń mimo silnych restrykcji, a np. Oklahoma, gdzie przyjęto jeden z najbardziej liberalnych modeli w USA, jest niemal na szarym końcu pod względem zakażeń i zgonów na milion mieszkańców w całym kraju (co można sprawdzić na tej stronie).

Koniec koronawirusa

Pandemię koronawirusa przełamało już wiele państw. Dnia 27 maja dr Ashley Bloomefy, główny urzędnik odpowiedzialny za sprawy zdrowotne w Nowej Zelandii, ogłosił, że w kraju od pięciu dni nie odnotowano żadnego nowego przypadku i w szpitalach nie ma już ani jednej osoby zakażonej. Udało się to osiągnąć przy wprowadzeniu silnych restrykcji, które były jednak od początku ograniczone w czasie i wdrażane wg planu dającego czas przedsiębiorcom na przygotowanie się.

Nowa Zelandia, podobnie jak Czechy, postąpiły w myśl słów z Drogi do zniewolenia Friedricha Augusta von Hayeka, według którego

„jedynym wyjątkiem od reguły stwierdzającej, że wolne społeczeństwo nie może podporządkować się jednemu wyłącznie celowi, jest wojna i inne okresowe katastrofy, kiedy to poddanie bez mała wszystkiego bezpośredniej i naglącej potrzebie jest ceną, jaką płacimy, by zachować naszą wolność na dłuższą metę”.

W przypadku Szwecji należy postawić jeden zarzut: brak odpowiedniej ochrony osób starszych i brak przygotowania państwowego systemu opieki zdrowotnej. Zdecydowana większość zakażeń i zgonów dotyczyła szpitali i domów opieki społecznej.

Podobnie jak sto lat temu w czasie epidemii hiszpanki analiza danych pokazuje, iż większe restrykcje nie przyczyniają się do skutecznego zwalczenia koronawirusa. Można jednak postawić tezę, iż skuteczne działania w fazie zapobiegania i przygotowania na kryzys mają większy wpływ od samych działań podjętych w jego trakcie. I w tu obserwujemy jak państwa etatystyczne zawodzą na całej linii. Włochy zbyt późno reagują, Wielka Brytania czy Polska podejmują chaotyczne i przeczące sobie kroki, a Szwecja pokazuje, jak niewydolna jest państwowa opieka nad starszymi i chorymi.

W tym czasie państwa o wyższym stopniu wolności oraz bardziej wolnościowe stany w USA podejmują skuteczną walkę z koronawirusem na kilka sposobów. Jedne wybierają drogę zaleceń i łagodnych restrykcji. Kolejne dążą do uzyskania odporności stadnej dopuszczając do dużej liczby zakażeń, które przy sprawnych usługach medycznych okazują się nie być aż tak śmiertelne. Jeszcze inne w myśl filozofii Hayeka wprowadzają krótkie i silne obostrzenia, by szybko wrócić do normalności, i by obywatele znów mogli cieszyć się jednymi z największych na świecie wolności.

Radosław Piwowarczyk

Skomentuj

*