Komentarze są wyłączone dla tego posta

Przyszłość antyetatyzmu

Niniejszy artykuł jest częścią pracy licencjackiej członka Stowarzyszenia Libertariańskiego, Daniela Komarzycy, pt. Murray’a Rothbarda libertariański pogląd  na społeczeństwo bezpaństwowe”. Jest ona dostępna tutaj.

 

Człowiekiem, którego poglądy (zwłaszcza dot. państwa) wywarły istotny wpływ na Murray’a Rothbarda był Albert Jay Nock. Zwolennik wykształcenia przez libertarian „resztki” (the Remnant), różnił się od Rothbarda bezgranicznym pesymizmem. Rothbard wierzył bowiem w przyszłe zwycięstwo libertarianizmu, uważał pesymizm za błąd, a libertarianom zalecał radykalny, sięgający w przyszłość optymizm (określany mianem „ducha młodości”). Za naczelny i konieczny warunek zwycięstwa libertarianizmu uznał edukację (czyli „przekonanie dużej ilości ludzi i przejście ich na stronę naszej sprawy”). Duże znaczenie przypisał także wierności zasadom oraz pasji moralnej na rzecz sprawiedliwości, a ponadto przestrzegał przed utylitaryzmem, gradualizmem i sekciarstwem (preferował możliwie najszybsze osiągnięcie radykalnych celów końcowych, nie odrzucając przy tym celów pośrednich, lecz ostrzegając przed ich autonomizacją). Swoje przesłanie kierował do wszystkich ludzi niezwiązanych bezpośrednio z elitą władzy, niezależnie od podziałów (rasowych, klasowych etc.) wewnątrz społeczeństwa. Przesłanie to było zapowiedzią technologii bez technokracji, wolności bez chaosu, rozwoju bez zanieczyszczenia środowiska, a także prawa bez tyranii (wyraził przy tym opinię, że tylko libertarianie to proponują). Ogromny optymizm Rothbarda najlepiej oddaje ten fragment jego ideologicznego manifestu: „W sensie najogólniejszym i w perspektywie długoterminowej libertarianizm ostatecznie zwycięży, ponieważ tylko i wyłącznie on jest zgodny z naturą człowieka i świata. Tylko wolność jest w stanie zapewnić człowiekowi dobrobyt, spełnienie i szczęście. Libertarianizm zwycięży, ponieważ jest prawdziwy i proponuje właściwą strategię dla ludzkości, a prawda musi w końcu zwyciężyć”. Myśliciel był optymistą również w krótszej perspektywie. Optymistą jest także David Boaz, choć pisząc o libertarianizmie marginalizuje on anarchokapitalizm.

 

Mr. Libertarian bronił się przed oskarżeniami o utopijność swojej ideologii. Murray Rothbard uważał, że libertarianizm nie jest utopijny, lecz wybitnie realistyczny. Za (prawdziwie niepraktycznego) utopistę uznał konserwatywnego leseferystę wierzącego w „ograniczony rząd”, krytykując za utopizm także lewicowców postulujących radykalną zmianę natury człowieka. Rothbard nie wierzył w cudowną zmianę ludzkiej natury w bezpaństwowym społeczeństwie i odrzucał wizję samych „dobrych” ludzi go tworzących, w której zniknęłaby przestępczość. Mimo że społeczeństwo bez państwa nie będzie idealne, „na eksperymencie z bezpaństwowym społeczeństwem nie można stracić, a jedynie zyskać”. Historyczny dowód na możliwość urzeczywistnienia anarchokapitalizmu odnaleziony został podobno przez Davida Friedmana w postaci wczesnośredniowiecznej Islandii. Dla samego Rothbarda, ważnym historycznym źródłem inspiracji był „wielki klasyczno-liberalny ruch rewolucyjny”. Zamiarem myśliciela było sfinalizowanie tej „niedokończonej rewolucji”, przy czym dla niego jedynie libertarianizm był prawdziwie radykalny i odmawiał on posiadania danej cechy socjalizmowi. Ojciec współczesnego anarchokapitalizmu potrafił jednak przyznać, że „pomimo reakcyjnych zwrotów cofających nas do etatyzmu, nowoczesny świat znacznie góruje nad światem przeszłości”. Potrafił on również obniżyć radykalizm swoich oczekiwań, poprzeć ideę wyzwolenia narodowego i niepodległości, o ile tylko ma ona charakter wyzwoleńczy i nie jest agresywnym nacjonalizmem (albo imperializmem). Wewnątrz ruchu libertariańskiego widział Rothbard miejsce dla jego „awangardy”, a dodatkowo uznał możliwość angażowania się jego członków w koalicje dla rozwiązania kwestii doraźnych z osobami bez libertariańskich poglądów.

Unikając oceny zasadności wielkiego optymizmu Rothbarda, należy jednak wskazać na pewne problemy związane z anarchokapitalizmem, a mogące tym bardziej oddalać w czasie jego przyszłe „zwycięstwo”. Pierwszym z nich jest połączenie ideowego radykalizmu i doktrynerstwa z nieokreślonością pozycji zajmowanej w podziale spektrum politycznego na lewicę i prawicę. Chociaż Murray Rothbard nie widział żadnej niespójności w fakcie, że jego poglądy w pewnych kwestiach były postrzegane jako lewicowe, a w innych – jako prawicowe, to doprowadził tym do sporej dezorientacji. Hans-Hermann Hoppe oceniał je bowiem jako prawicowe i wiązał z konserwatyzmem. Przeczył temu jednak dość silny związek ruchu libertariańskiego z antywojenną lewicą i esej samego Rothbarda pt. Lewica i Prawica: Perspektywy wolności, w którym wyraźnie opowiedział się on po stronie lewicy i uczynił konserwatyzm swoim głównym wrogiem ideowym. Jacek Bartyzel doszedł zaś do wniosku, że anarchokapitalizm ma bardzo wyraźne miejsce na osi prawica– lewica i jest nim „raczej lewe centrum”. Odmienne jeszcze stanowisko prezentują niektórzy libertarianie, bowiem powołując się na Nolan Chart sytuują daną doktrynę ponad omawianym podziałem. Jakkolwiek Rothbard nigdy nie odszedł od libertarianizmu, to jego zdanie na temat lewicy i prawicy zmieniało się nieco w czasie (stawał się on coraz bardziej krytyczny wobec lewicy), nigdy jednak nie przyjmując jednoznacznej formy libertarianizmu lewicowego lub (wyraźnie prawicowego) paleolibertarianizmu.

Z prawicą często wiąże się wrogość wobec egalitaryzmu, a w tym właśnie punkcie poglądy Rothbarda mają dość prawicowy charakter. Problemem jest to, że myśliciel nie doceniał równości jako wartości ważnej dla bardzo wielu ludzi (niejednokrotnie ważniejszej niż absolutyzowana przez niego samego wolność negatywna). Jedyną „równością”, za jaką się opowiedział, były równe prawa (chociaż słabo akcentował to w swoich pracach), a ponadto nie dostrzegał on możliwości łączenia libertarianizmu z egalitaryzmem. Murray Rothbard egalitarystów uważał za zepsutych, bardzo niebezpiecznych i głęboko antyludzkich, a samym egalitaryzmem straszył (łącząc go nawet z totalitaryzmem). Ideał ludzkiej równości utożsamiał z całkowitą jednolitością, a zatem również z zupełnym stłumieniem indywidualności. Nierówność (m.in. dochodu, statusu i zakresu kontroli) wynika wg niego już ze specjalizacji i podziału pracy. Myśliciel wierzył także w nieuchronność elit, chociaż podzielił je na dwa rodzaje będące swymi przeciwieństwami: elity stosujące przymus (złe) i elity naturalne (dobre). Odrzucenie pozytywnej wartości ideału równości wyróżnia poglądy Rothbarda nawet na tle wielu innych wolnorynkowców. Głęboko nieegalitarne społeczeństwo anarchokapitalistyczne, którego Rothbard był rzecznikiem, dla wielu ludzi mogłoby być nie marzeniem, lecz koszmarem. Warto zauważyć również, iż większość anarchistów uważa egalitaryzm za niezbędny do utrzymania anarchii (natomiast anarchokapitalista widział w nim zagrożenie). Trzeci potencjalny problem stanowią zarzuty o atomizm społeczny, ale teoretyk oddalał je opowiadając się za dobrowolną wymianą i współpracą, a także wskazując, że ludzie „nie są bytami samowystarczalnymi”.

Rozwiązanie każdego problemu Rothbard widział w wolnym rynku, co wydaje się jednak trochę zbyt daleko idącym uproszczeniem rzeczywistości i może zniechęcać do przyjęcia jego punktu widzenia. Taka optyka doprowadziła go m.in. do stanowiska, że podnoszoną kwestię wyzysku należy sprowadzić wyłącznie do państwa, uznając przy tym, iż na wolnym rynku wyzysk istnieć nie może. Problem dyskryminacji trudno było Rothbardowi powiązać ze ściśle przez siebie rozumianą wolnością, więc w zasadzie nie dostrzegł on w dyskryminacji (w znaczeniu nadawanym jej przez współczesną lewicę) problemu wcale. Mający minarchistyczne sympatie David Boaz widzi w nietolerancji problem, a w libertariańskim świecie nadzieję na tolerancję. Nawiązujący do rothbardiańskiego anarchokapitalizmu Hans-Hermann Hoppe nie dostrzega jednak w nietolerancji kłopotu, a w libertariańskim świecie spodziewa się wręcz przyrostu dyskryminacji w społeczeństwie (na dodatek ostrego i gwałtownego).

Rothbard nie widział sensu w istnieniu ideologii ekologizmu i feminizmu, a podważając w tak zdecydowany sposób podstawy tych wpływowych współcześnie zbiorów idei (dużo bardziej wpływowych od radykalnego libertarianizmu), naraził anarchokapitalizm na dodatkową, szeroką krytykę i ciągłą marginalizację. Chociaż opowiedział się przeciwko hałasowi i zanieczyszczeniu środowiska (oczywiście dlatego, że wg niego naruszają one własność prywatną), to jednocześnie stanowczo odrzucił teorię praw zwierząt, przyjął też liberalne i antropocentryczne spojrzenie na naturę, traktując ją jako mający służyć człowiekowi zasób (np. zwierzęta jak „ziemię” w sensie ekonomicznym), nieposiadający wartości sam w sobie. Myśliciel głosił niezwykle kontrowersyjne poglądy, w tym m.in. popierał prywatyzację: rzek, lasów, a także mórz i oceanów. W kolejnej kwestii (feminizmu), Murray Rothbard przyznał kobietom pełne prawo do aborcji (czym zniechęcił do swojego anarchokapitalizmu konserwatystów), a także odciął się od stanowiska seksistów i skrajnych męskich szowinistów. Z drugiej jednak strony uważał on, że kapitalizm już wyzwolił kobiety (więc kwestia ich wyzwolenia jest nieaktualna w krajach kapitalistycznych), stosował wobec aktywistek z ruchu kobiecego obraźliwe określenia („fanatyczna jędza”, „wrzaskliwe baby”), lecz nade wszystko zasugerował wyższość mężczyzny nad kobietą i zanegował dwa podstawowe poglądy feministek oraz feministów. Dokonał tego stwierdzając, że dyskryminacja kobiet jest rzekoma, a uciskaną płcią (przynajmniej w społeczeństwie amerykańskim) są raczej mężczyźni, nie zaś kobiety.

 

Biorąc pod uwagę to wszystko, jeśli rację ma Mikołaj Barczentewicz twierdząc, iż podział na lewicę i prawicę jest nieodpowiedni do sklasyfikowania anarchokapitalizmu Rothbarda, to należy się zastanowić, czy jest to bardziej zaletą tej doktryny, czy też jej wadą. Mając w pamięci ostre ataki Rothbarda na wszelkie odmienne poglądy i przekonanie o słuszności jedynie własnych, jego skrajna bezkompromisowość (z anarchistycznego punktu widzenia mniejsza niż agorystów, większa zaś z kapitalistycznego) jawi się zatem jako raczej przeszkoda na drodze do wykorzystania potencjalnych możliwości radykalnego libertarianizmu. Z drugiej zaś strony to jego pisma są większym źródłem inspiracji dla współczesnych libertarian (idee w nich zawarte podlegają jednak rewizji) niż zdecydowanie mniej konsekwentne poglądy Roberta Nozicka (według anarchokapitalisty, całkowicie błędna teoria Nozicka stanowiła „najważniejszą próbę podważenia anarchizmu” w całym stuleciu), który z czasem odszedł nawet od minarchizmu. 

Komentarze są wyłączone.