Brak komentarzy

Przemysław Staciwa – Jak oni się szczepią?

Pomysł, by polityczni liderzy wspólnie szczepili się przed kamerami, jest wykwitem pojmowania rzeczywistości w kategoriach reality-show i smutnym podsumowaniem rynsztokowego poziomu debaty publicznej.

„Jak oni się szczepią?” – tak mógłby brzmieć tytuł nowego talk-show. Obecnie modne stają się pomysły, by znani politycy, niekoniecznie pałający do siebie sympatią, zdecydowali się na wspólne szczepienie przeciw koronawirusowi. Do Polsatu zaproszono w tym celu byłego i obecnego marszałka Senatu – Stanisława Karczewskiego i Tomasza Grodzkiego. Nie oglądałem, ale znając historię obu panów, którzy wzajemnie pouczali się w kwestii tego, jak lekarz powinien prawidłowo myć ręce, można zakładać, że program był ciekawy i  obfitował nie tylko w wymiany strzykawek, ale i zdań.

Rozumiem, że tego typu happeningi mają zachęcać do szczepień, niemniej we mnie taka aktywność budzi skojarzenia jednoznaczne – pomysł, by polityczni liderzy wspólnie szczepili się przed kamerami, jest wykwitem pojmowania rzeczywistości w kategoriach reality-show i smutnym podsumowaniem rynsztokowego poziomu debaty publicznej. Żenujące, podobnie jak wyznania Prezydenta RP Andrzeja Dudy o strachu wobec igieł. Polityk sprowadzony jest już jednoznacznie do pozycji telewizyjnego celebryty. Inna sprawa to aspekt domagania się tych wspólnych szczepień głównie przez elektorat opozycyjny i liberalnych dziennikarzy, którzy nie widzą, że w ten sposób legitymizują obecną władzę. Jeśli mówi się od dawna o swoich adwersarzach, że to polityczni bandyci nagminnie łamiący konstytucję i mający za nic swobody obywatelskie, a potem występuje się z nimi nawet w dobrej sprawie ponad podziałami, to pokazuje się swoją hipokryzję a zarazem ludzką twarz władzy, na którą spłyną wszelkie zasługi. Zaszczepić można się było samodzielnie, bez sekundowania władzy. 

Zdaję sobie sprawę, że sprawa szczepień jest ważna, ale obecnie urosła ona do rangi religijnego, męczącego uniesienia, politycznej deklaracji, która dodatkowo silnie polaryzuje społeczeństwo. Jakbyśmy mieli mało otwartych frontów. Trwają wielkie debaty i towarzyszące im bolączki, gdyż co najmniej połowa społeczeństwa nie chce się zaszczepić. Tylko nawet jeśli by chciała, to nie ma czym. Mam taką nadzieję, że zanim będzie miała, epidemia umrze śmiercią naturalną.

Z przerażeniem natomiast patrzę na wpisy i pomysły wydawałoby się rozsądnych ludzi, którzy chcieliby segregacji społeczeństwa na zaszczepionych i niezaszczepionych. Popierają pomysły jakichś zielonych paszportów medycznych, których brak uniemożliwiałby wylot z kraju, posłanie dziecka do szkoły czy zawierał inną formę wykluczania. Dziś paszporty medyczne, jutro wojskowe, paszporty poparcia dla jednej partii czy czegoś równie absurdalnego. Nie można tworzyć żadnego apartheidu, nawet w słusznej sprawie. Nie można w ten sposób segregować ludzi.

Dlaczego do tej pory w żadnym cywilizowanym kraju tego rodzaju przymus nie był praktykowany? Dlatego, że wolność wyboru jednostki stanowi fundament demokracji liberalnej, a jego zanegowanie może doprowadzić do zdryfowania w kierunku przeciwnym do demokracji. Ostatecznie żyjemy wśród ludzi i musimy akceptować w społeczeństwie nawet tzw. płaskoziemców. Oni też płacą podatki i nie powinni być wykluczani. Ponadto, co do szczepień – sprawy zdrowotne to sprawy prywatne i nie można tej prywatności naruszać, o czym ustawodawcy różnych cywilizowanych krajów do tej pory doskonale wiedzieli.

Zwolennicy obowiązku i przymusu szczepień szermują w stronę przeciwników takiego obowiązku argumentem o braku empatii i stwarzaniu zagrożenia dla innych. Jest to doskonały oręż do ograniczania szeregu innych swobód czy aktywności. W skrajnym przypadku można zakazać korzystania z samochodu, jako że jadąc nim możemy kogoś zabić. Tego typu środki przymusu kierują nas w stronę społeczeństwa karnego, któremu coraz bardziej dociska się śrubę. Taka argumentacja może zostać wykorzystana w niebezpieczny sposób i zaprowadzić nas na manowce z indywidualizmem i wolnością mające niewiele wspólnego. Mamy wolność do zaszczepienia się, izolowania się, siedzenia w domu, ale wymaganie tego samego od drugiego człowieka jest według mnie nadużyciem owego pojęcia.

W sprawie szczepień można apelować, zachęcać, podawać statystyki. Tak jak zwolennicy otwarcia świata pokazują statystyki – w przypadku pandemii w Polsce: od stycznia do października z powodu COVID–19 (nie powikłań, lecz działania samego wirusa) zmarło w Polsce ok. pół tysiąca osób. Średnia wieku zmarłych to 72 lata. Całościowo wciąż niecałe 30 tys. zgonów. Czy to adekwatna liczba w 38-milionowym kraju, uzasadniająca zamknięcie obywateli w mieszkaniach i w domach na wiele miesięcy? Każda śmierć to tragedia, ale decyzje o zamykaniu świata trzeba podejmować na chłodno, biorąc pod uwagę zyski i straty. Przeróżne: od zdrowotnych, przez ekonomiczne, psychologiczne, po obywatelskie.

Pamiętać też należy, że jak się zaszczepicie, to jesteście chronieni przed niezaszczepionymi, tak to ma działać. Oczywiście, wirus nie zginie, nie wygaśnie zanim nie osiągniemy odporności stadnej, ale z tym po prostu musimy się liczyć. Nie tylko ze względu na niechęć części społeczeństwa do dobrowolnego zaszczepienia się, ale także z powodu trudności logistycznych, słabości państwa, czasochłonności. Mniej chętnych do szczepionki to skrócona kolejka dla entuzjastów szczepień.

Niezaszczepionym pozwólcie podejmować własne decyzje. Wolność to także możliwość podejmowania złych decyzji.

Przemysław Staciwa – dziennikarz, publicysta

Skomentuj

*