Brak komentarzy

Poczta zgubiła samą siebie

Przedwczoraj krajowe media obiegła kuriozalna informacja: Poczta Polska zagubiła gdzieś depozyt, w skład którego wchodził… dokument potwierdzający prawo własności Skarbu Państwa do wszystkich akcji Poczty Polskiej. Informacja ta brzmi jak puenta jednego z licznych dowcipów krążących na temat tej instytucji, ale mimo to jest prawdziwa – i w dobitny sposób ukazuje skandaliczną nieefektywność państwowego operatora pocztowego.

Warto przy tej okazji powiedzieć kilka słów na temat samego w sobie problemu istnienia firmy pocztowej będącej własnością państwa. Otóż w dobie e-maili i komunikatorów internetowych, paczkomatów, punktów odbioru przesyłek w zwykłych sklepach spożywczych oraz powszechnych i przystępnych cenowo usług kurierskich, tradycyjna poczta stała się reliktem przeszłości. Znaczną część działalności Poczty Polskiej stanowi dostarczanie różnego rodzaju druków urzędowych, na które kontrakty uzyskuje ona dzięki preferencyjnemu traktowaniu ze strony państwa. Na tym jednak się ono nie kończy.

W przypadku coraz rzadszych listów prywatnych, państwowy operator przez wiele lat cieszył się wręcz ustawowym monopolem na dostarczanie przesyłek poniżej określonej wagi. Nawet wówczas jednak, prywatne przedsiębiorstwa były w stanie skutecznie z nim konkurować, oferując dostarczenie po niższej cenie listu z dołączonym specjalnym obciążnikiem, dzięki któremu jego waga wykraczała poza ustalony przepisami limit – przynajmniej dopóki państwo polskie nie uznało takich praktyk za nielegalne.

Tradycja bronienia przez aparat państwowy swojego nieefektywnego systemu pocztowego przed wolnorynkową konkurencją nie jest zresztą ani nowa, ani też ograniczona do Polski. Już w 1844 roku jeden z prekursorów libertarianizmu – Lysander Spooner – doprowadzony został do bankructwa przez przedłużający się proces sądowy z amerykańskim rządem po tym, jak założone przez niego American Letter Mail Company naruszyło monopol państwowego U.S. Post Office, oferując znacznie tańsze usługi pocztowe. Pomimo upływu ponad 170 lat, polski rząd zdaje się prezentować dokładnie takie samo podejście, jak niegdyś amerykański.

Są jednak i chlubne wyjątki od tej zasady – i nie trzeba ich szukać daleko. W roku 1995 rząd niemiecki sprywatyzował tamtejsze państwowe przedsiębiorstwo pocztowe. Powstała w ten sposób firma Deutsche Post DHL weszła na ścieżkę szybkiego rozwoju i jest obecnie największym na świecie koncernem logistycznym, działającym w ponad 220 krajach. Co więcej, według danych na rok 2019, średnia cena wysyłki standardowego listu w Niemczech jest o 16 eurocentów niższa niż w Polsce – i to pomimo zdecydowanie wyższych zarobków jakimi cieszą się nasi sąsiedzi zza Odry. W porównaniu z uprzywilejowaną prawnie i dotowaną z pieniędzy podatników, a mimo to notorycznie zmagającą się ze złą kondycją finansową i niską jakością świadczonych usług Pocztą Polską, trudno o lepszy argument za jej prywatyzacją.

Niestety, aby takowa nastąpiła, potrzeba czegoś więcej niż tylko zgubienia dokumentu poświadczającego państwową własność Poczty – ten bowiem szybko zostanie zastąpiony duplikatem. By doprowadzić wreszcie do całkowitego uwolnienia rynku pocztowego w Polsce konieczny jest wyraźny sprzeciw dostatecznie dużej liczby obywateli przeciwko finansowaniu z ich podatków rządowego przedsiębiorstwa oferującego droższe i gorsze usługi niż prywatna konkurencja. Na tym polu istotną rolę do odegrania mają libertarianie i inni zwolennicy szeroko pojętych idei wolnorynkowych, których zadaniem jest praca u podstaw nad wciąż mocno przywiązanym do idei państwowej poczty społeczeństwem. Bez tego prywatyzacja Poczty Polskiej nie ma prawa dojść do skutku.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*