Brak komentarzy

Miłosz Ślepowroński – Libertarianizm oparty na intuicji

Argumenty za libertarianizmem z reguły przyjmują formę albo odwołań do naturalnych uprawnień (Murray N. Rothbard, Robert Nozick), albo do ekonomicznej opłacalności (David Friedman). Jednak każdy, kto miał okazję ich używać w dyskusji, wie, że większość ludzi albo nie podziela absolutnych praw własności, albo wątpi w skuteczność ekonomiczną systemu, który nie został jeszcze ani wypróbowany, ani przetestowany. Michael Huemer w Problemie władzy politycznej odrzuca to podejście:

„Niektórzy filozofowie uważają że uprawiając filozofię moralności należy opierać się wyłącznie na abstrakcyjnych zasadach etycznych odrzucając intuicyjne oceny specyficznych przypadków. Inni w mniejszym bądź większym stopniu wierzą w to, że należy opierać się jedynie na sądach o konkretnych sprawach. Jeszcze inni myślą, że nie można bazować na żadnych sądach etycznych i że nie istnieje wiedza moralna. Według mnie, wszystkie te poglądy są błędne”.

Na czym się zatem opiera? Według tego filozofia wystarczy odwołanie do szeroko podzielanych intuicji etycznych. Nie potrzebujemy niczego poza tym, w co większość ludzi i tak już wierzy. Codzienna moralność, zasady którymi większość ludzi kieruje się w zwyczajnych interakcjach, zastosowane rygorystycznie i racjonalnie do sfery politycznej stanowią uzasadnienie dla libertariańskiej wizji polityki. Problem władzy politycznej. O przymusie i posłuszeństwie jest aplikacją intuicjonizmu etycznego do sfery filozofii politycznej. W dodatku bardzo ciekawą. Książka wyróżnia się spośród innych dzieł z tej dziedziny wyjątkową przystępnością języka, jasnością i klarownością wywodu oraz analitycznym podejściem Autora.

Huemer zadaje następujące pytanie: skąd bierze się uprawnienie władzy politycznej do rządzenia, czyli autorytet polityczny? Innymi słowy: co odróżnia rząd od obywateli? Co sprawia, że nie obwiniamy państwa za działania, które albo by nas oburzyły, albo by nas przeraziły, gdyby podjął je nasz sąsiad? Sam fakt, że dokonuje ich państwo, nie wystarcza – potrzebne jest uzasadnienie twierdzenia, zgodnie z którym państwo ma inne etycznie uprawnienia niż zwykli ludzie (jednostki). Musi być w instytucji państwa coś szczególnego, jakaś jej cecha musi nadawać jej autorytet, a nam obowiązki posłuszeństwa (wobec niej).

Temu problemowi poświęcali uwagę filozofowie polityczni, których odpowiedzi na pytanie o źródło autorytetu przybierały kształty wielu teorii: a) tradycyjnej umowy społecznej, b) jej współczesnej, hipotetycznej wersji, c) równości, d) demokracji czy wreszcie e) teorii konsekwencjalistycznej. W pierwszej części książki Huemer omawia te teorie, a jego metoda argumentacji w każdym rozdziale jest podobna: czy prywatna osoba, działając na podstawie przesłanek danej teorii, byłaby uprawniona do użycia przymusu? Przykładowo: czy sam fakt, że nierozsądnym byłoby odrzucenie hipotetycznej umowy, nakłada na nas obowiązek przestrzegania jej warunków? Huemer argumentuje, że nie. Każdą z pozostałych teorii również uznaje za błędną.

Huemera via negativa ma oczywisty problem – nie każda teoria albo wariant teorii został przez niego omówiony. Zawsze może się okazać, że istnieje jakaś mniej znana teoria, dająca zupełnie sensowne uzasadnienie autorytetu politycznego. Niemniej najbardziej znane i wpływowe tradycje intelektualne omówiono w Problemie. Ponadto, nawet jeśli istnieje ta unikająca krytyki Huemera teoria autorytetu, nie zmienia to wartości krytyki oferowanej w tej książce.

Jednak wniosek, do którego dochodzi Autor, może wywołać podejrzenia czytelnika. Skoro autorytet nie jest uzasadniony, dlaczego wszędzie go widzimy? Huemer uzasadnia to szeregiem faktów psychologicznych.

Po pierwsze, dość dobrze znane wyniki eksperymentu Milgrama[1] wskazują, że ludzie mają znacznie większą niż sami się spodziewają tendencję do podporządkowania się autorytetom, nawet takim, o których nic nie wiedzą i którzy nie mają nad nimi rzeczywistej władzy.

Po drugie, badania nad dysonansem poznawczym wskazują na tendencję ludzi do racjonalizacji ich wyborów i przedstawiania ich w lepszym świetle. Jako że każdy z nas często podporządkowywał się rządom, to gdyby okazało się, że ich autorytet nie jest uzasadniony, mogłoby to obciążyć nas zarówno moralnie, jak i emocjonalnie. Znacznie łatwiej jest przypisać to podporządkowanie temu, że jesteśmy racjonalni i że przestrzegamy na przykład umowy społecznej.

Dalej Huemer wskazuje także na rolę politycznej estetyki, symboli i rytuałów ułatwiających działalność władzy, w tym tej nieuzasadnionej. Przedstawia również ciekawą analizę szacunku do władzy jako przykładu syndromu sztokholmskiego. Jako że Huemer opiera się na intuicjach, powszechność autorytetu jest poważnym problemem. Wszystkie wyżej wymienione powody prowadzą jednak według niego do wniosku, że wiara w autorytet polityczny jest iluzją moralną – ludzie mają tendencję do podporządkowywania się autorytetom, która jest zupełnie niezależna od ich filozoficznego uzasadnienia.

Pierwsza część książki prowadzi do filozoficznego anarchizmu, który w zasadzie jest czymś podobnym do agnostycyzmu. Anarchizm nie jest tutaj efektem dążenia do jakiejś utopii, lecz brakiem wiary w fantastyczne i niespójne teorie nadające ludziom obowiązki posłuszeństwa wobec bytów na nie niezasługujących. Autor nie pozostawia nas z samą teorią negatywną.

Druga część książki jest opisem możliwego do stworzenia systemu, tj. tego, co możemy zrobić, jeśli faktycznie nie ma sensownego uzasadnienia autorytetu. Znajdziemy w nim dość standardową dla anarchizmu rynkowego wizję współpracy, choć napisaną zwięźle i interesująco. Jak można się spodziewać, Huemer analizuje problemy sądownictwa, wojny i indywidualnej ochrony, w tym endemicznego dla libertarianizmu pytania: czy agencje ochrony utworzą kartel lub monopol?

Problemy argumentacji Huemera

Monopol jednej agencji ochrony jest oczywiście jednym z najczęściej podnoszonych problemów. W dodatku część myślicieli libertariańskich, jak Nozick, uważa go za coup de grâce dla projektu anarchicznego. Huemer nie stwierdza apodyktycznie, że nie jest on możliwy, ale biorąc pod uwagę różnicę między kosztami agresji i obrony wskazuje na trudności w monopolizacji tej dziedziny. Również kartel uważa za niewielkie niebezpieczeństwo, wskazując na problemy w utrzymaniu członków kartelu w nim oraz na fakt, że egzekwowanie przez nich zasad kartelu nie leży w ich interesie.

Oczywiście, krytycy mogą wysunąć zarzut, że są to argumenty czysto teoretyczne, a Huemer traktuje problem dość pobieżnie. Istotnie, można by oczekiwać bardziej szczegółowej analizy problemu, gdyż po wyczerpującą dyskusję na temat problemu karteli musimy sięgnąć do innych książek. Z drugiej strony, istnieje jednak limit (górna granica) tego, co możemy osiągnąć dzięki rozważaniom czysto teoretycznym, natomiast do wszelkich danych empirycznych można podnieść zastrzeżenie, że nie zostały one zebrane w środowisku czystej anarchii.

Nie cieszy także brak analizy problemu dóbr publicznych. Całej drugiej części książki można zarzucić, że jest za krótka i zbyt powierzchowna. Jednocześnie Autor sam przyznaje, że może się takową wydawać, jednakże był ograniczony zwyczajnym wymogiem wydawcy co do długości książki.

Przeciwko całej argumentacji opartej na intuicjach można wysnuć prosty zarzut: co jeśli ludzie nie podzielają twoich intuicji? Prosta odpowiedź brzmi: nic. W społeczeństwie otwarcie popierającym tyranizowanie bądź represjonowanie jakiejś mniejszości, odwoływanie się do praw naturalnych też nic by nie dało.

Jednak takie myślenie zakłada, że przyjmujemy poglądy ludzi jako dane. Intuicjonizm nie daje narzędzi zmiany istniejących intuicji etycznych, podczas gdy inne teorie znacznie lepiej się tu sprawdzają. Odwołanie się do pozytywnych konsekwencji danych działań i do własnego ekonomicznego interesu może przekonać niejednego przeciwnika imigracji do zmiany zdania. Zwrócenie uwagi na prawa każdego człowieka wynikające z samego człowieczeństwa wydaje się niezbędne do pokonania rasizmu. Może to być karkołomny i długi proces, jednak wydaje się, że intuicjonizm Huemera musi polegać na tym, że wcześniej istniały całe zastępy działaczy i filozofów uzasadniających wolność za pomocą metod, na których on nie zamierza się opierać.

Jednakże główna lekcja z tego wydaje się następująca: duża część karkołomnej zmiany przekonań już się dokonała. Nie mamy instytucji niewolnictwa, feudalnych panów czy segregacji rasowej. Huemer nigdzie nie twierdzi, że filozofię liberalną należy ignorować. Twierdzi natomiast, że możemy być zaskoczeni tym, jak daleko zwykłe intuicje etyczne prowadzą ludzi na drodze ku libertarianizmowi. Na pytanie o to, jak dalece intuicje te zostały ukształtowane przez liberalizm, Huemer niestety nie odpowiada. Ciężko jednak oczekiwać tego bez co najmniej podwojenia długości książki[2].

Huemer wydaje się także mieć nadzieję, że liberalny postęp, jaki się już rzekomo dokonał – zmniejszenie liczby gwałtownych śmierci, zwiększenie współczucia dla bliźniego i poszanowania dla praw jednostki – będzie kontynuowany aż do osiągnięcia społeczeństwa, w którym inicjowanie przemocy, w tym inicjowanie jej przez państwo, nie będzie powszechnie bądź w ogóle akceptowane. Wydaje się, że ocena takiej wiary musi być zupełnie subiektywna, gdyż nie ma w ogóle sensownych metod analizy takiego trendu.

Wartość dodana

Książka jest napisana bardzo przystępnie. Styl Huemera jest rzeczowy i klarowny. Nie jest przy tym zbytnio uproszczony i ideologicznie zacietrzewiony. Autor szanuje argumenty, które krytykuje. Choć wiedza z zakresu filozofii politycznej nie jest wymagana, książka mogłaby służyć jako materiał na seminarium uniwersyteckim i zapewne w zestawieniu z innymi książkami czytanymi na takich seminariach lektura jej byłaby najprzyjemniejszym doświadczeniem, niezależnie od poglądów czytelnika. Uważam, że sama ta cecha wystarcza do uznania Problemu za wartościową pozycję. Czytelnicy mogą docenić brak przydługich literackich odchrząknięć; zdań, które trzeba rozpisywać i rozbijać na części składowe, żeby je zrozumieć, czy założenia, że czytelnik zna historię literatury przedmiotu zajmującej się omawianym tematem do 300 lat wstecz.

Częstym argumentem podnoszonym przeciwko libertarianizmowi jest to, że jest on utopijny. Argument ten na pierwszy rzut oka jest sensowny. Sam swego czasu uważałem go za poważny problem dużej części myślenia politycznego. Jednak czym jest utopizm? Wydaje się, że większość osób zakłada, że teoria jest utopijna, jeśli (zbyt) daleko odbiega od status quo. Zgodnie z tego rodzaju rozumowaniem myśl o bezpaństwowym społeczeństwie jest rzecz jasna utopijna. Jednak Huemer odpowiada na to następująco:

„Granica miedzy utopizmem a realizmem nie zależy od odległości od status quo czy od głównego nurtu myśli politycznej. Przebiega ona raczej tam, gdzie idee polityczne lub społeczne różnicuje konieczność naruszenia ludzkiej natury. Może się okazać, że wymaga tego pogląd polityczny należący do głównego nurtu, podczas gdy inne skrajne rozwiązania już nie”.

Według tego rozumienia utopizmu myśl o dobrze funkcjonującej liberalnej demokracji może być utopijna. Przykładowo myśliciel polityczny może głosić, że potrzebujemy instytucji publicznych do poskromienia najgorszych konsekwencji ludzkiej chciwości czy samolubstwa, a jednocześnie nie stosuje tych cech do analizy instytucji, które proponuje. Oczywistym przykładem tej tendencji jest filozofia Johna Rawlsa, który otwarcie stosuje teorię idealną do opisu jego preferowanych rozwiązań, zaś ludzi „bierze takich jakimi są”, tzn. nieidealnych[3].

No dobrze, to tylko pokazuje, że główny nurt myśli demokratycznej może być utopijny. Cóż, być może żyjemy w ustroju próbującym nieskutecznie urzeczywistniać utopię, ale interesuje nas coś innego: czy anarchizm jest utopijny? Aby odpowiedzieć na to pytanie, należy sprawdzić, jakie fakty na temat natury ludzkiej muszą być prawdziwe, aby anarchizm działał. Huemer przeprowadza taką analizę i wymienia szereg ograniczeń:

1) Ludzie są dość samolubni, ale nie socjopatyczni;

2) Ludzie są rozsądni, ale nie doskonale racjonalni;

3) Ludzie nie są jednakowi pod względem psychologicznym, mają różne motywacje i cechy charakteru, na przykład część z nich jest wyjątkowo agresywna;

4) Przetrwanie systemu w dłuższym horyzoncie czasowym należy wykazać, nie po prostu założyć;

5) Przetrwanie systemu w sytuacji, gdy reszta świata go nie przyjęła, także musi zostać wykazane.

Analizując te warunki Huemer stwierdza, że odpowiednio rozumiany anarchizm ma szansę je spełnić. Cała druga część jego książki poświęcona jest skróconemu wyjaśnieniu tego, jak – biorąc pod uwagę te ograniczenia – mógłby działać ład bezpaństwowy. Oczywiście można stwierdzić, że sama możliwość istnienia systemu to za mało, albo że niezbędna jest bardziej szczegółowa analiza. Jednak wtedy książka Huemera jest dobrym punktem wyjścia dla takich analiz oraz jest pewnym odbiciem piłeczki do osób twierdzących, że anarchizm jest niezgodny z naturą ludzką. Nie wystarczy zdanie o takiej treści, gdyż należy uczciwie wykazać: a) w jaki sposób, b) z jaką skłonnością leżąca w naturze ludzkiej i c) czy aby inne systemy nie radzą sobie z tą skłonnością gorzej.

Michael Huemer, Problem władzy politycznej, Instytut Ludwiga von Misesa, Wrocław 2019.

 

Podsumowanie

Nawet jeśli argumentacja zawarta w Problemie władzy politycznej Michaela Huemera nie przekona czytelnika do sensowności projektu ładu bezpaństwowego, skłoni go do spojrzenia na niektóre kwestie z zupełnie nowej strony, z innej perspektywy i być może zmusi do zakwestionowania przynajmniej części z arbitralnych uzasadnień władzy i ich konsekwencji.

Jak pisze Bryan Caplan, być może istnieją inne, bardziej przekonujące prace o szeroko pojętej libertariańskiej filozofii politycznej, jak Atlas zbuntowany Ayn Rand czy Manifest libertariański Rothbarda. Jednak ich siła przekonująca zasadza się na dekorowaniu słabych argumentów za pomocą inspirującej poezji. Książka Huemera taka nie jest, dlatego warto, by każdy zainteresowany tematem przekonał się, jak wygląda inne podejście do tego tematu.

Miłosz Ślepowroński

 

[1] Gdzie badany miał aplikować na polecenie eksperymentatora wstrząsy elektryczne innemu uczestnikowi (w rzeczywistości pomocnikowi eksperymentatora, odgrywającemu rolę) aż do rzekomo śmiertelnych poziomów. 65% badanych dochodziło do trzykrotnej aplikacji poziomu 450 woltów – znacznie więcej niż by wynikało z ankiet.

[2] Czytelnikom zainteresowanym tematem można polecić Freedom’s Progress Gerarda Caseya – dzieło poświęcone właśnie temu tematowi.

[3] Doskonale opisuje to Christopher Freiman w Unequivocal Justice.

Skomentuj

*