1

Michał Machowski – Czy to krucjata politycznej poprawności, obłudnej głupoty, a może zwyczajnego niezrozumienia?

Co jakiś czas, niczym bumerang powraca temat aktualnej poprawności niektórych utworów naszych pisarzy. Oczywiście problem ten nie dotyka jedynie naszego podwórka. Po krótkim podsumowaniu tych problematycznych kwestii – powiem szczerze, troszkę się zląkłem. Czego? Tego, że to kolejna sprawa, gdzie zwyczajnie tracimy zdrowy rozsądek.

Tytułem wstępu – okazuje się, że niektóre utwory uznano za:

– Murzynek Bambo – rasistowski,

– Potop – antyszwedzki,

Pan Wołodyjowski – antyturecki,

Ogniem i mieczem – antyukraiński,

W pustyni i w puszczy – imperialistyczno-rasistowskie, a na dodatek podszyte religijnym fundamentalizmem.

Przyznam, że wszystkie te utwory znam, przeczytałem, a do niektórych zdarza mi się wracać. Nie zostałem ani rasistą, ani fundamentalistą religijnym, a teoria mesjanistycznej misji narodu polskiego jest dla mnie śmieszna. Wychowałem się również na przygodach Tomka Wilmowskiego, Pana Samochodzika, aż w końcu za sprawą Andrzeja Sapkowskiego zakochałem się w polskiej fantastyce.

Logicznym jest dla mnie, iż treść książek pisanych ponad 100 lat temu dziś może być inaczej odbierana. Być może były inaczej interpretowane w czasach, gdy je publikowano. Jeszcze bardziej logicznym jest, że rolą polonisty tudzież rodzica jest przekazanie wartości tych utworów ze współczesną aktualizacją i stosownym wyjaśnieniem. Wcale nie trzeba usuwać całych utworów z kanonów lektur. (Ale to już osobny temat związany z edukacją i aktualizacją lektur szkolnych). Dość niechętnie spoglądam na próby penalizowania i stygmatyzowania tych lektur. Przy zachowaniu zdrowego rozsądku nie trzeba ani ich penalizować, ani wznosić na piedestał norm społecznych czy zachowań tam zawartych. Żyjemy w innych czasach. W innym społeczeństwie. Dziś więcej rozumiemy. A przynajmniej powinniśmy.

Wielu z Was kojarzy nazwisko angielskiego pisarza Rudyarda Kiplinga. Całkiem niedawno natrafiłem gdzieś na artykuł, w którym postawiono pytanie: „Czy Anglicy powinni dziś wstydzić się za Kiplinga?”. Cóż – niektórzy wstydzili się za niego już w czasach, gdy wydawał swoje powieści. Nawet za swojego życia Kipling został poddany dość ostremu ostracyzmowi w pewnych kręgach. Zarzucano mu imperializm czy rasizm, a według George’a Orwella twórczość Kiplinga była wręcz zapowiedzią ideologii faszystowskiej. W niezależnych już Indiach do jego twórczości podchodzono bardzo różnorodnie: od unikania zwłaszcza w edukacji typowo hinduistycznej, po dużą wyrozumiałość u tych, którzy odebrali edukację w Europie. Porównując naszych twórców do Kiplinga można jednak zauważyć wiele istotnych różnic. Przede wszystkim naprawdę ciężko jest zarzucić jakieś negatywne zamiary tym autorom, patrząc przez pryzmat czasów, w których tworzyli. Natomiast przy czytaniu oraz interpretacji takich utworów w szkole naprawdę nikt nie wymusza tego, by pokazywać różnice w dzisiejszym odbiorze tego, co autor chciał przekazać. Wystarczy zachować zdrowy rozsądek.

Cóż się stanie, gdy go nie zachowamy? Pokuszę się o parę przykładów, które być może dziś są abstrakcją, ale nie chciałbym, by stały się rzeczywistością. Bo czyż idąc w stronę obłąkańczej krucjaty nic nie stanie na przeszkodzie, aby uznać wiele książek czy utworów za przeraźliwe złe? I zapłoną ogniska będące swoistym wyrażeniem współczesnej cenzury wobec tego, co współcześnie niezrozumiane. Czyż do takich sytuacji wcześniej nie dochodziło? I tak jedni zaczną palić Henryka Sienkiewicza, inni J.K. Rowling, jeszcze inni Olgę Tokarczuk. Zapłoną stosy literatury – co by finalnie na stosie nie wylądowali literaci. Absurdem byłoby uroczyste spalenie prochów Sienkiewicza – choć i takie sytuacje historia już zna.

Zdrowy rozsądek powinien podpowiedzieć nam rozwiązania. Wystarczy zacząć ów rozsądek stawiać na piedestał i zacząć logicznie myśleć. A z tym niestety wielu ma problem. I być może właśnie tu tkwi sedno wielu nieporozumień, obłąkańczych krucjat i bicia głową w mur.

Na koniec jeszcze jedna rada. Chcąc cenzurować twórczość, zwłaszcza tą już historyczną, próbuje się w ten sposób cenzurować zarówno historię, jak i prewencyjnie pozbawia się styczności z obrazem, na podstawie którego powinno się zrozumieć, dlaczego coś było złe bądź niewłaściwe. Nie dopuśćmy do tego, by następne pokolenia nie wiedziały, na czym naprawdę polegają rasizm, Holokaust, totalitaryzm czy imperializm. Tą wiedzę zdobywamy również poprzez czytanie – nawet takich utworów, które dziś uznawane są za kontrowersyjne.

Czytać to jedno, natomiast rozumieć, co się czyta, to drugie, a trzecim jest to, co z tą wiedzą zrobimy. Ze spalonych książek nie zrobimy już nic.

Michał Machowski, Świat wg Brodacza

Komentarz

  1. Reply
    takie tam says

    Podobno w Szwecji z listy lektur spadła Pippi Pończoszanka. Jeśli to prawda, to zgaduję że to kara za zostawienie policjantów na dachu bez drabiny.

Skomentuj

*