6

Michał Machowski – Czy słowo „libek” mnie obraża?

Całkiem niedawno na Twitterze przewinęła się mniej lub bardziej burzliwa dyskusja na temat słowa „libek”.

Niektórzy widzą w tym negatywną konotację; niektórzy twierdzą, że wyraz słusznie odzwierciedla stosunek części osób do sympatyków dość szeroko pojmowanego liberalizmu. Z racji, że jestem liberałem, a dokładniej libertarianinem – jest mi wszystko jedno, gdy widzę owo wyrażenie „libek”. Jak mawiał mój dobry znajomy – dopóki nie mówią do ciebie per „chuju”, dopóty nie ma się co obrażać. Mogę być libkiem. Jak najbardziej. Nie czuję w tym określeniu żadnej pejoratywności.

Natomiast dziwię się, że z tego wyrażania na siłę próbuje się zrobić coś strasznie negatywnego. I tej negatywności przypisać wręcz jakieś szatańskie zło wcielone. Być może wynika to z jednej strony z niezrozumienia istoty liberalizmu, a z drugiej chęci dowalenia tym, którzy mają liberalne poglądy.

Ale warto by postawić może najpierw pytanie: jakie to są te liberalne poglądy? Bo w słowie „libek” można zawrzeć wiele domyślnych inwektyw – tylko ciężko zweryfikować, co tak naprawdę się w nich zawiera.

Dziś uwielbiamy szafować słowem – ale słowem nieprzemyślanym. Tak łatwo dziś przychodzi ludziom rzucenie w politycznego przeciwnika określeniem: komunista, faszysta, nazista, lewak, libek. Zaszufladkowaliśmy się już tak bardzo, że stworzone zostały wręcz reduty własnej głupoty. Oczywiście w tym wszystkim brakuje po prostu zdrowego rozsądku. Łatwo jest rzucić takim frazesem, by wręcz spoliczkować interlokutora. Tyle że oprócz danego frazesu często nie pozostaje nic więcej. A sam tekścik niewiele wnosi do dyskusji.

Czy jeśli ktoś używa więc owego magicznego wyrażenia „libek”, to czy próbuje mnie oczernić, znieważyć, sprawić mi przykrość, czy ustawić mnie w szeregu większej ilości owych „libków”, którzy mają stworzyć tą straszną armię zła wcielonego? Po mnie osobiście spływa to jak po kaczce. Głęboko wręcz wzrusza to mój zadek. Może nawet sprawia, że te wystukane na klawiaturze spoconymi palcami i mające brzmieć złowrogo „libek” zaczyna brzmieć dumnie. Bo czego mam się wstydzić? Swoich przekonań?

Niech więc zabrzmi chór złowieszczych krzyków, gdyż ani przerazić, ani zawstydzić mnie one nie są w stanie. Mogą jedynie uderzyć w zdrowy rozsądek. Ale o tym w innym wpisie…

Michał Machowski, Świat wg Brodacza

6 komentarzy

  1. Reply
    ksdhaks says

    Używam w znaczeniu neutralnym i to często. Nie zdarzyło mi się zauważyć, by ktokolwiek się o to obrażał. Po prostu długi termin potrzebuje skrótu, i łatwiej jest mówić “libkizm” niż “liberatarianizm”. Dwie sylaby zamiast pięciu. Problem pejoratywności jest imho wyssany z palca.

    Swoją drogą, termin ‘libertarianizm’ z wielu powodów nie należy do wygodnych i dyskusja nad ewentualną korektą terminologii może mieć sens.

    • Reply
      Przemek Hankus says

      Pierwsi polscy badacze libertarianizmu tacy jak Ryszard Legutko i Dariusz Juruś pisali o libertaryzmie i o doktrynach libertarnych.

      • Reply
        ksdhask says

        Za dużo tych kombinacji z “lib~cośtam”. Będzie się plątać z liberalizmem i libertynizmem ku uciesze różnych Karoni, Roszkowskich i innych, którzy używają jako synonimów wszystkich możliwych słów na literkę “l”.

        Przydałoby się coś wyraźnie różnego. Np. w miarę jednoznaczny wydaje się “propertarianizm”, ale niestety ten termin już w pewnych nieco innych znaczeniach funkcjonuje. No i długawy jest.

        • Reply
          Przemek Hankus says

          Mnie osobiście podoba się Voluntaryism, czyli po polsku coś na kształt dobrowolizmu.

          • ksdhksa says

            Albo jako “woluntaryzm”. Ciekawe czemu termin nie jest popularny na zachodzie ? Bagaż historyczny ?

          • Przemek Hankus says

            Woluntaryzm to zupełnie inna filozofia, niemalże heglistowska, w której na pierwszym planie nie są ani wolność, ani dobrowolność relacji międzyludzkich, a wola (voluntas):
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Woluntaryzm

            Voluntaryism =/= Voluntarism

Skomentuj do ksdhask

*