Brak komentarzy

Marcin Chmielowski – Zadeklarowani libertarianie czy deklarujący się jako libertarianie? Czym było zwycięstwo Sługi Narodu?

Nie jestem specjalistą w dziedzinie polityki na Ukrainie. Wiem jednak to i owo na temat libertarianizmu. W zaskakujący sposób te dwie przestrzenie połączyły się za sprawą cichej rewolucji politycznej jaka odbyła się u naszych wschodnich sąsiadów. Tamtejsze exit polls pokazują, że dokonała się właśnie rzecz wcześniej niespotykana. Po raz pierwszy w historii wybory parlamentarne o ogólnokrajowej randze w dużym, ludnym kraju wygrywa partia deklarująca się jako libertariańska. 

I warto o tym napisać.

Co ważne, to zwycięstwo dokonało się w państwie będącym na 147 miejscu w globalnym rankingu 2019 Index of Economic Freedom przygotowanym przez Heritage Foundation, państwie, które według tego samego rankingu posiada najmniej wolną gospodarkę na całym kontynencie i jednocześnie w państwie, które broni się przed zbrojną agresją Rosji.

Oczywiście, taki wynik wyborczy oznacza ogromne zmiany w dwóch wymiarach o jakich pisałem powyżej, a więc w polityce samej Ukrainy oraz w ruchu libertariańskim który być może będzie umiał wykorzystać ten sukces. Z racji wiedzy i zainteresowań skupię się na tym drugim aspekcie, choć nie ucieknę od pobieżnego skomentowania też spraw ukraińskich. W tym jednak przypadku mój głos nie jest głosem eksperta a jedynie obserwatora.

Istotna uwaga na początek: sukces Sługi Narodu (w niektórych tłumaczeniach Sługi Ludu) należy rozpatrywać jako odprysk popularności prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego. To on powinien być widziany jako de facto wprowadzający do niedawna czysto wirtualną, pozbawioną struktur partię na salony. Jeszcze nie wiemy, czy Sługa Narodu wejdzie z kimś w koalicję (choć moim zdaniem raczej nie będzie takiej potrzeby) ale nawet jeśli to zrobi to jako mocniejsza strona układu. Nawet wówczas, ten sukces będzie jednak trzeba widzieć w kontekście osobistej popularności Zełeńskiego i budowaniu sobie przez niego zaplecza politycznego.

Pierwszą wyraźną i dobrze słyszaną wypowiedzią wiążącą Sługę Narodu z libertarianizmem była ta poczyniona w maju przez Ruslana Stefanchuka, mocą dekretu prezydenckiego doradcy Zełeńskiego i jego reprezentanta w Werchownej Radzie. Stefanchuk zadeklarował wówczas, że partia wybrała libertarianizm jako swoją główną ideologię. Te słowa zostały wzmocnione przez Danila Getmantseva, również prezydenckiego doradcę, tyle że od spraw podatkowych. Opisując partię ogłosił on jej opowiedzenie się za „czystą liberalną gospodarką, minimalnym zaangażowaniem rządu w regulacje biznesowe.” Te słowa w oczywisty sposób muszą wzbudzać zainteresowanie libertarianina.

Spójrzmy na program partii. Składa się na niego siedemdziesiąt pięć punktów podzielonych na szesnaście obszarów. Pozornie jest to rozbudowany program, dotyka on różnorodnych zagadnień związanych z funkcjonowaniem państwa. Niestety, brak jest w nim informacji o tym, w jaki sposób partia chce osiągnąć zamierzone przez siebie cele co je same redukuje do listy co najwyżej życzeń. Od pomysłu do realizacji jest bowiem długa droga i tak, przychylny prezydent, mandat społeczny dla zmian i prawdopodobnie też, o ile potwierdzą to oficjalne wyniki wyborów, zwycięstwo w wyborach parlamentarnych mogą być traktowane jako zabezpieczenie pod wykonanie planu ujętego w programie. Niestety, jego niektóre punkty są niejasne i swobodnie mogą być interpretowane zarówno jako możliwe do osiągnięcia dzięki libertariańskim i rynkowym reformom jak i działaniom wręcz przeciwnym. 

Program Sługi Narodu jest zresztą, z wolnościowej perspektywy, niejednorodny. Z punktu widzenia libertarianina składają się na niego trzy wyraźne grupy postulatów: pro-obywatelskie, pro-rynkowe i anty-rynkowe. Jeśli więc Słudze Narodu uda się osiągnąć zamierzone cele, to na Ukrainie znacząco wzmocni się pozycja obywatela w relacji do władzy państwowej. Immunitet deputowanych ma zostać zniesiony, a mandat udzielany im przez obywateli ma stać się mandatem związanym i dawać możliwość odwołania reprezentanta w trakcie kadencji. Wzmocnić zwykłych Ukraińców mają też organizowane referenda, mechanizmy radzenia sobie z korupcją, sanacja wymiaru sprawiedliwości i decentralizacja władzy.

Gospodarczo Ukraina, o ile oczywiście uda się osiągnąć cele zawarte w programie i to w sposób umiejętny, ma zacząć rozwijać się szybciej. Przemysł ma zostać zdemonopolizowany, warunki inwestycyjne poprawione, otwieranie i zamykanie działalności gospodarczej przyśpieszone, a państwa w gospodarce ma być wyraźnie mniej.

Jednocześnie jednak, program partii deklaruje wprowadzenie wydatkowania pięciu procent PKB na obronność, obowiązkowego ubezpieczenia zdrowotnego, wsparcia państwa dla branż innowacyjnych oraz zachowania systemu wsparcia socjalnego, przy jego jednoczesnej przebudowie. Nie są to postulaty libertariańskie. Ale pewnie właśnie takich rozwiązań oczekują obywatele Ukrainy, są one też zrozumiałe z punktu widzenia istnienia samego państwa. Tym bardziej państwa będącego w tak trudnej sytuacji jak Ukraina.

Bardzo duża część postulatów wymienionych w programie umyka powyższemu zgrubnemu opisowi. Zwyczajnie wielu z nich nie da się zakwalifikować jako miłych libertarianinowi bądź też nie. Pokazuje to rozrzut pomiędzy ideą libertariańską, różnie przecież wyrażaną i dość pojemną znaczeniowo, a polityczną praktyką przygotowania dokumentu (i na jego podstawie przekazu politycznego) mającego dotyczyć istniejącego państwa. Gdybym więc miał zdjąć libertariańskie okulary, program Sługi Narodu widziałbym jako mieszankę postulatów antysystemowych, pro-Zachodnich i jednocześnie pragmatycznych. Jest to też program z pomysłami opartymi o wolny rynek, przedsiębiorczość i samoorganizację jako mechanizmami mającymi wyciągać Ukrainę ze Wschodu i przepychać ją na Zachód. Nasuwa się skojarzenie z polityczną i gospodarczą współczesną historią Gruzji i być może to niezły trop zważywszy na to, że Ołeksandr Danyluk, sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ukrainy, był przyjacielem nieżyjącego już Kakhi Bendukidze, gruzińskiego libertarianina i reformatora. 

Czy w takim razie Sługa Narodu w ogóle jest partią libertariańską? W tej chwili jako taką możemy ją uważać, ale najważniejszy test przed nami. Jeślibyśmy skupili się tylko na deklaracjach, na to pytanie odpowiedzielibyśmy twierdząco. Mniej pewni moglibyśmy tego być po lekturze programu partii który, nawet jeśli libertarianizm w partii jest szczery, musi lawirować pomiędzy tym co da się zrobić, co należy zrobić i wreszcie tym, co chciałoby się zrobić. Pewności natomiast nie będziemy mieć jeszcze przez jakiś czas, bo najwięcej oczywiście pokaże praktyka. Jeżeli w ramach polityki realnej tworzonej przez Sługę Narodu Ukraina będzie dążyć do zmniejszenia roli państwa (także rosyjskiego) w życiu swoich obywateli, z całą pewnością będziemy wówczas mogli mówić o realizacji libertariańskich postulatów i byciu partią libertariańską nie tylko we własnych deklaracjach.

Libertarianie jako tacy mają zresztą ogromny problem z formułowaniem programów możliwych do implementacji w polityczne tu i teraz. Jesteśmy nieźli w opisywaniu bolączek stanu przez nas zastanego i snuciu wizji tego jak być powinno. Najsłabiej rozwiniętą częścią namysłu jest zaś ta politycznie najistotniejsza, a więc budowa wehikułu politycznego pozwalającego na przemieszczenie się z „teraz” do „tam”. Być może program Sługi Narodu jest pragmatyczną odpowiedzią na tę słabość, odpowiedzią, którą dziś jeszcze trudno nam zaklasyfikować jako dobrą bądź złą. 

Osobiście zresztą, co nie jest żadną tajemnicą, jestem bardzo podejrzliwy wobec libertariańskich projektów politycznych przeważnie klasyfikując je jako przedwczesne. Potrzeba libertariańskich wyborców, aby udało się przeprowadzić libertariańską zmianę, a tych dopiero trzeba pozyskać. O ile mi wiadomo, są ukraińscy libertarianie ale na pewno nie ma ich aż tylu, aby to tylko ich głosami wygrał Sługa Narodu. Partia wygrała przede wszystkim głosami ludzi chcących zmiany i gonienia Zachodu, a z terminem „libertarianizm” pewnie nie jest zaznajomiona większość jej wyborców. Podobnie może być zresztą też z samymi przedstawicielami partii w Wyrchownej Radzie. Wyniki exit polls z mniejszą lub większą dokładnością przewidują faktyczny wynik wyborczy, ale ten w nieodległej przecież przyszłości oblecze się w ciała konkretnych ludzi, którzy zasiądą w parlamencie jako słudzy ludu. Ilu z nich będzie libertarianami? Ilu z nich będzie rozumieć czym jest libertarianizm? Dla ilu z nich będzie to tylko jakieś modne słowo? Tak, w pesymistycznym scenariuszu może dojść do kompromitacji terminu „libertarianizm” i co za tym idzie, utrudnienia wysiłków wszystkich libertarian, czy to skupionych na polityce, czy to pracujących w sektorze pozarządowym. To chyba największe ryzyko z punktu widzenia samych libertarian. Ukraińcy mają oczywiście dużo więcej do stracenia: w sytuacji w jakiej są zwyczajnie nie mogą pozwolić sobie na kiepski rząd. 

Może zdarzyć się też tak, że za sprawą niespójnych ale sygnowanych jako libertariańskie decyzji podejmowanych na Ukrainie, sam termin „libertarianizm” rozedmie się do rozmiarów co najmniej ponoć wszechobecnego neoliberalizmu i stanie się nic nie znaczącą etykietką. 

Tyle o ryzyku, ale co z szansami? Oczywistą szansą jest poprawa losów życiowych samych Ukraińców, najbardziej przecież zainteresowanych pozytywnymi zmianami w swoim kraju. Jeżeli uda się to zrobić to libertarianizm uzyska gromkie potwierdzanie bycia myślą polityczną która faktycznie działa i jest zdolna do wyciągania ludzi z biedy. Sukces odniesiony na Ukrainie przez partię deklarującą się jako libertariańska w kraju bardzo dużym ale też wedle europejskich standardów niezwykle biednym, może pomóc też tym libertarianom, którzy na Ukrainie nigdy nie byli. Jak każdy ruch, także nasz potrzebuje sukcesów które można później pokazać jako udane realizacje naszym zdaniem najlepszych teorii. Być może będzie teraz na to szansa.

Sam ruch libertariański, ale też i szerzej, wolnościowy, będzie musiał umieć udźwignąć ciężar wygranej Sługi Narodu. Przede wszystkim to sami ukraińscy wolnościowcy będą musieli nauczyć się tego w jaki sposób mądrze popierać swoich polityków i jak z nimi współpracować. Ale też tego, aby nie żyrować ich wtedy, kiedy ci będą podejmować anty-wolnościowe decyzje. Co przecież też może się zdarzyć. W szerszym, już ponadnarodowym kontekście, libertarianie będą musieli zmierzyć się z obserwowaniem politycznej praktyki w której to partia deklarująca się jako „ich” wreszcie rządzi. A rządzenie wcale może nie być łatwe. Na pewno nie będzie też w niczym przypominało postulatów co bardziej konsekwentnych teoretyków naszego ruchu. Być może będziemy jednak mieli okazję oglądać oby jak najmniej zgniłe kompromisy pomiędzy tym „jak jest” a tym, „jak być powinno”. 

Na koniec, Sługa Narodu a sprawa polska. Oczywistym jest, że Ukraina która ciąży ku Zachodowi, ma za co kupić nasze towary i ma co sprzedać, jest dla nas czymś dobrym. Być może pojawia się też świetne miejsce do inwestowania i szansa na żywszą współpracę naszych narodów, współpracę opartą o wolny rynek, na którym nikt nie jest panem ani sługą, ofiarą ani katem. Każdy jest za to potencjalnym wspólnikiem, a więc kimś równym. Jeżeli uda się to osiągnąć dzięki libertarianizmowi, to doskonale.

Marcin Chmielowski

Wpis pierwotnie opublikowany na Facebooku

Skomentuj

*