3

Łukasz Frontczak – Ruch #StopACTA2 znów walczy. Na celowniku projekt podatku od smartfona

Działacze ruchu społecznego #StopACTA2 znów o sobie przypomnieli. Tym razem opublikowali list otwarty z apelem o porzucenie przez rząd prac nad rozszerzeniem opłaty reprograficznej.

Trwa kolejna odsłona dyskusji o finansowaniu działalności artystycznej. Gorącym tematem stała się ponownie kwestia opłaty reprograficznej. Jest to podatek, który doliczany jest do ceny nośników służących do kopiowania dźwięków, obrazów i plików. W Polsce objęte są nim m.in. płyty DVD, kopiarki, magnetowidy czy karty pamięci. Pieniądze zebrane w ramach opłaty trafiają do organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskim. Uzasadnieniem ma być konieczność wyrównania strat, które ponoszą artyści w wyniku kopiowania i rozpowszechniania ich dzieł w ramach dozwolonego użytku.

Do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wpłynął projekt rozszerzenia tej opłaty o kolejne nośniki. Stowarzyszenie Autorów ZAiKS zaproponowało, aby objąć podatkiem w wysokości 6 procent smartfony, tablety i odbiorniki smart TV. Projektodawcy argumentują, że Polska jest jedynym krajem UE, w którym wspomniane urządzenia nie są objęte tego typu opłatą. Zgodnie z relacjami wielu mediów, minister kultury Piotr Gliński popiera częściowo propozycje ZAiKS-u.

Projekt ma poparcie organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi oraz wielu artystów. Inicjatywa Razem Dla Kultury opublikowała 7 maja na Facebooku list otwarty do ministra Glińskiego, w którym artyści dziękują za poparcie projektu i brak uległości wobec „presji światowych gigantów technologicznych, które od lat blokowały wprowadzenie tego rozwiązania”. Pod listem podpisali się Krzysztof Cugowski, Zygmunt Miłoszewski, Marek Kościukiewicz i Urszula Dudziak.

Wbrew obawom artystów o opór ze strony branży technologicznej, sprzeciw wobec projektu wyraził oddolny ruch społeczny #StopACTA2. W opublikowanym dzisiaj liście otwartym do premiera i ministra kultury, sygnatariusze wskazują, że nie zgadzają się na obarczanie „Polaków dodatkową opłatą, tym bardziej, że nie jest prawdą, jakoby wszyscy użytkownicy smartfonów i tabletów wykorzystywali je do przechowywania lub udostępniania nieautoryzowanych kopii utworów”. Wskazują również, podobnie jak eksperci branżowi, że rozszerzenie opłaty może wpłynąć na podwyżkę cen tych urządzeń, poprzez mechanizm przerzucania kosztu na konsumenta. Szacunkowo ceny smartfonów mogłyby wzrosnąć o nawet kilkaset złotych.

Pod listem #StopACTA2 podpisali się m.in. niezależny senator Jacek Bury, posłowie Konfederacji Artur Dziambor i Dobromir Sośnierz, kandydaci na Prezydenta RP Paweł Tanajno i Stanisław Żółtek oraz niezależni artyści i przedstawiciele organizacji pozarządowych (np. Stowarzyszenie Libertariańskie czy Stowarzyszenie Niskie Składki).

„Podatkowe szaleństwo”

Projekt podatku od smartfonów ma wielu krytyków. Wśród nich znalazł się poseł i kandydat na Prezydenta RP Krzysztof Bosak, który na wczorajszej konferencji prasowej powiedział, że „to, co proponuje rząd, to szaleństwo podatkowe”. Z kolei Jacek Sierpiński – publicysta, polityk, członek wspierający Stowarzyszenia Libertariańskiego oraz jeden z sygnatariuszy listu #StopACTA2 – opublikował na Facebooku poniższe przemyślenia na temat rozszerzenia opłaty:

Czy kolejnym krokiem będzie pomysł rozszerzenia jej na ludzkie mózgi i ciała? Wszak też mogą służyć do kopiowania i odtwarzania informacji objętych majątkowymi prawami autorskimi…

O co walczy #StopACTA2?

Ruch społeczny #StopACTA2 zrodził się w Europie podczas protestów przeciw unijnej dyrektywie o prawach autorskich i jednolitym rynku cyfrowym. W maju 2018 roku europoseł Julia Reda z niemieckiej Partii Piratów ogłosiła publicznie, że projekt dyrektywy zagraża wolności słowa w Internecie. Falę protestów wzbudziły artykuły 11. i 13. projektu, które przewidywały m.in. nałożenie na portale internetowe obostrzeń prawnych mogących skutkować cenzurą prewencyjną. Zgodnie z ostrzeżeniem europoseł Redy, przepisy te mogłyby doprowadzić do końca Internetu, jaki znamy. Zagrożona stałaby się internetowa kultura remiksów i memów, która czerpie z modyfikacji dzieł chronionych majątkowymi prawami autorskimi.

Kolejną kontrowersyjną propozycją był podatek od linków. Jest to opłata, którą mają ponosić właściciele stron internetowych zajmujących się agregowaniem treści. Środki pozyskane w ten sposób mają trafiać do wydawców prasowych, których artykuły są linkowane w takich serwisach jak Google News czy Wykop.pl.

Dyrektywa, po licznych poprawkach, weszła w życie w zeszłym roku, jednakże wciąż budzi kontrowersje. Wiele jej punktów rodzi wątpliwości co do interpretacji i zakresu w jakim państwa UE miałyby dostosować do niej prawo krajowe. Pierwsze skutki nowego prawa unijnego są już widoczne. Jak podaje Business Insider, w kwietniu francuski urząd ds. konkurencji orzekł, że Google musi płacić krajowym wydawcom za treści agregowane w wyszukiwarce (!). Innymi słowy, Google, które bezpłatnie linkuje artykuły prasowe na swoich stronach, ma płacić wydawcom za to, że ich dobrowolnie promuje.

W przyszłym roku mija termin, w którym kraje UE muszą wdrożyć dyrektywę. Jedynie od interpretacji i gorliwości organów państw członkowskich zależy, czy Internet w Europie uniknie czarnego scenariusza nakreślonego przez ruch #StopACTA2.

Łukasz Frontczak

3 komentarze

  1. Reply
    Wiki says

    Dziś wykonawcy otrzymują naprawdę psie pieniądze z płatnych aplikacji od odtwarzania muzyki i filmów. Ta opłata wcale nie jest złym rozwiązaniem

  2. Reply
    Łukasz Frontczak says

    Ale te niskie stawki dla artystów, np. na Spotify, wcale nie wynikają z tego, że platformy mało płacą. To efekt regulacji, w ramach których kasa trafia do artystów przez pośredników, takich jak ZAiKS. Gdy Spotify podnosi stawki to artyści tego nie odczuwają. Co innego tzw. OZZ. Ich zyski wtedy rosną.

    Artyści w ogóle tego nie dostrzegają i powtarzają bezwiednie argumenty OZZ, które – jeśli przyjąć majątkowe prawa majątkowe za prawowite – ich de facto legalnie okradają.

  3. Reply
    to_juz_bylo says

    Zgaduję że gdyby teraz był rok 1920 to znalazłby się niejeden zwolennik wprowadzenia podatku 6% od samochodów i biletów kolejowych, bo przecież “kierowcy dyliżansów zarabiają naprawdę psie pieniądze”.

Skomentuj

*