Brak komentarzy

Łukasz Frontczak – O absencji wyborczej

Z okazji ostatniego dnia przed państwowym ograniczeniem wolności słowa, zwanym dla niepoznaki „ciszą wyborczą”, chciałbym, jako zadeklarowany wyborca spod opcji „nie będę głosował”, rozliczyć się krótko z najbardziej absurdalnym argumentem, jaki podnoszą w stosunku do mojej postawy wyborcy deklarujący głos na Rafała Trzaskowskiego.

Argument brzmi mniej więcej tak:

„Jeśli nie pójdziesz na wybory to tak, jakbyś oddał głos na Dudę”.

Założenie to jest absurdalne i błędne. Zawiera ono bowiem w sobie wprost założenie, że gdybym poszedł głosować, oddałbym głos na Trzaskowskiego. W ten sposób osoby deklarujące głos na tego polityka tworzą fałszywą projekcję rzeczywistości, w której każdy, kto nie bierze udziału w wyborach, jest automatycznie niedoszłym wyborcą Rafała Trzaskowskiego. A zatem, wedle tego przekonania, już na starcie to kontrkandydat obecnego Prezydenta RP jest zwycięzcą. Wystarczy tylko, że ci, którzy nie głosują, jednak pójdą zagłosować.

Tymczasem brak wyboru to też pewien wybór. Gdybym był profrekwencyjnym demokratą, oddałbym głos nieważny (poprzez zaznaczenie X przy każdym z kandydatów). Jednakowoż frekwencja wyborcza nie jest dla mnie celem samym w sobie. Zwłaszcza w tym roku, gdy frekwencja wyborcza została zamieniona w narzędzie służące bezmyślnemu rozdawnictwu, gdzie o inwestycjach publicznych nie decyduje rzeczywiste zapotrzebowanie, lecz – w gruncie rzeczy – losowa geografia procentowego uczestnictwa w wyborach.

A zatem mój potencjalny udział w wyborach, podobnie jak i innych niegłosujących, niekoniecznie oznacza lepszy wynik Rafała Trzaskowskiego. Biorąc pod uwagę wszelkie okoliczności i namiętności polityczne związane z obydwoma kandydatami, niezwykle trudno przewidzieć, jak mogli by zagłosować „niezdecydowani”. Wystarczy spojrzeć na internetową aktywność wyborców Konfederacji, aby przekonać się, że elektorat może być bardzo zróżnicowany nawet w ramach wspólnego obozu ideologicznego.

Gdyby więc, przypuszczalnie, istniał obowiązek udziału w wyborach, ostateczny rozkład poparcia wśród „niegłosujących” wcale nie musiałby być korzystny dla Rafała Trzaskowskiego. Zwłaszcza biorąc pod uwagę silne przywiązanie wielu Polaków do tradycyjnych, konserwatywnych wartości. Na tym polu Andrzej Duda jest bardziej wiarygodnym kandydatem dla konserwatywnego wyborcy i warto o tym pamiętać, gdy agituje się za udziałem w wyborach w nadziei, że udział ten będzie z korzyścią dla kandydata Trzaskowskiego.

Podsumowując, brak udziału w wyborach to brak oddanego głosu, który nie oznacza nic więcej ponad brak poparcia dla każdego z kandydatów. Osoby niegłosujące niekoniecznie muszą być wyborcami, którzy zmniejszają pulę głosów na Rafała Trzaskowskiego. Znaczenie ma tylko to, czy udział w wyborach biorą osoby w jakimkolwiek stopniu zdecydowane na dowolnego z kandydatów. Ja takim wyborcą nie jestem, gdyż żaden z kandydatów mnie nie przekonał, nawet jako potencjalne „mniejsze zło”.

Łukasz Frontczak

Skomentuj

*