Brak komentarzy

Łukasz Frontczak – Czy „Wiadomość Gwiazdowskiego” to dobra wiadomość dla wolnościowców?

Są tacy, którzy twierdzą, że to wolnościowy news dekady. Dla innych to rozbijanie środowiska. Robert Gwiazdowski wchodzi do polityki.

Dla tych, którzy znają postać Roberta Gwiazdowskiego, najnowsze wieści to małe polityczne science-fiction. Oto na scenę polityczną wchodzi popularny w środowisku wolnościowym ekspert, którego wizerunek jest raczej pozytywny. To wielka rzadkość i najważniejszy z atutów w jego politycznych planach. Czy jest to jednak lider, którego wolnościowcy poszukują od wielu lat? Aby odpowiedzieć na to pytanie i spróbować przewidzieć jakie są szanse powodzenia takiego ruchu, musimy przyjrzeć się dotychczasowym (czasami wannabe) liderom oraz przyczynom ich porażek.

Wolnościowiec, czyli kto?

Wyjaśnijmy sobie jednak najpierw jak należy w tym artykule rozumieć terminy „środowisko wolnościowe”, „ruch wolnościowy”, „wolnościowcy” czy też „liberałowie” i „liberalizm”. Sprawa ta nie jest bowiem tak oczywista, jak mogłaby się wydawać. W końcu w Polsce tytuł Człowieka Wolności dzierży wicepremier Piotr Gliński. Trzeba tutaj zatem zacząć od dość niekomfortowej informacji, że „wolność” dla różnych osób i środowisk przybiera odmienne znaczenia.

Oczywiście, możesz drogi Czytelniku zapytać, jak to? Przecież wystarczy zajrzeć do słownika języka polskiego, gdzie jak byk stoi definicja! No więc, zajrzałem i słownik PWN opisuje aż cztery różne znaczenia, które też nie do końca wyczerpują temat. Jednakże dwie z nich tłumaczą doskonale, dlaczego wspomniany minister Gliński,może być uznawany przez niektórych za Człowieka Wolności.

Słownik oferuje nam bowiem dwie sprzeczne ze sobą definicje. Wolność to możliwość podejmowania decyzji zgodnie z własną wolą, ale również prawa obywateli wyznaczone przez dobro powszechne, interes narodowy i porządek prawny. Nie są to niestety definicje doskonałe, jednakże dobrze przez ich pryzmat widać dwa przeciwstawne sposoby myślenia o wolności. Pierwszy to wolność indywidualna, osobista, wyrażona jako wolność każdego z nas z osobna. Drugi to wolność kolektywna, rozumiana jako wolność narodu lub jakiejkolwiek innej grupy, która jest wolna od wpływu innych grup w zakresie podejmowania decyzji o zakresie wolności dla jej własnych członków. Dysponujemy zatem albo wolnością moją i twoją, albo wolnością naszą i waszą.

A więc kim są w tym artykule „wolnościowcy” i „liberałowie”? To wszystkie te osoby i grupy, które w większym czy mniejszym zakresie odwołują się do wolności jednostki i – w konsekwencji – opowiadają się za gospodarką wolnorynkową bez przymiotnika „społeczna”. Mamy tu więc całkiem pokaźny zestaw postaci i instytucji, które deklarują (w ogólnym zakresie) tego typu poglądy. Zapraszam więc na przegląd wolnościowej sceny politycznej. 

Ustawa Wilczka

Ruch wolnościowy to dziś niestety dość niejednorodne i raczej podzielone środowisko. Liderów jest tak wielu, jak wiele jest organizacji, natomiast sukcesów jest na tyle mało, że nie dałoby się nimi podzielić po równo ze wszystkimi. Jeśli jednak jest cokolwiek, co polskich wolnościowców łączy, to należy szukać w historii gospodarczej. 30 lat temu zdarzyło się bowiem coś, co jest dziś kamieniem węgielnym dla wolnorynkowców. Jak na ironię, kamień ten został postawiony przez… komunistów.

Chodzi tutaj o tak zwaną Ustawę Wilczka. Była to ustawa z dnia 23 grudnia 1988 r. o działalności gospodarczej, którą opracowali ówczesny minister przemysłu Mieczysław Wilczek oraz premier Mieczysław Rakowski. Cóż było w niej takiego rewolucyjnego? Według wielu ekspertów, zwłaszcza tych związanych z Centrum im. Adama Smitha (jak np. R. Gwiazdowski), była to ustawa, która umożliwiła transformację gospodarki centralnie planowanej na gospodarkę wolnorynkową. Przede wszystkim, gwarantowała każdemu obywatelowi podejmowanie i prowadzenie działalności gospodarczej na równych prawach. Co ciekawe, ustawa ta wprowadzała rozwiązania, które obecnie próbuje (częściowo) wprowadzać premier Mateusz Morawiecki poprzez swoją Konstytucję Biznesu.

Gdy dziś czytamy „Ustawę Wilczka” i porównujemy ją do obecnie obowiązujących przepisów regulujących działalność gospodarczą, od razu zwraca uwagę jeden aspekt. Ustawa jest krótka, przejrzysta i nie budzi zbyt wielu wątpliwości w zakresie jej interpretacji. Jest tym samym punktem, do którego wolnościowcy chcieliby (z małymi poprawkami) powrócić bez względu na dzielące ich różnice.

Plan Balcerowicza

Musimy mieć jednak świadomość, że „Ustawa Wilczka” to zaledwie początek niezbędnych reform. Zarówno 30 lat temu, jak i dziś. Trud przeprowadzenia takich zmian w latach 90. wziął na siebie profesor Leszek Balcerowicz. I nie było to, niestety, zadanie proste. Naprawa polskiej gospodarki i prawa po latach centralnego planowania i drenażu ze strony Moskwy wymagały trudnych i niepopularnych społecznie decyzji.

Dla przeciętnego Kowalskiego tzw. Plan Balcerowicza to przede wszystkim synonim porażki. Gdziekolwiek pojedziemy, do dowolnej miejscowości, zawsze znajdziemy ludzi, którzy opowiedzą o fantastycznych zakładach pracy, które zostały zlikwidowane. Prawda jest taka, że większość z nich była zacofana i nierentowna. Jednakże niewykluczone, że część padła ofiarą lokalnych układów i być może dało by się je uratować, gdyby na przykład zmienić je w spółki pracownicze zamiast oddawać za bezcen „biznesmenom z kapelusza”.

Profesor Leszek Balcerowicz to wciąż jeden z nielicznych, wieloletnich liderów polskich liberałów. Wraz z ekspertami z Forum Obywatelskiego Rozwoju wykonują bardzo dużo merytorycznej pracy w zakresie oceny skutków wprowadzanych regulacji oraz analizy bieżącej kondycji prawa i gospodarki. Jednakże pod względem politycznym nazwisko Balcerowicz jest obciążone wszelkim, nieuniknionym złem z czasów transformacji gospodarczej.

Gdański liberalizm

Wobec negatywnego wizerunku profesora Balcerowicza, wyborca liberalny musiał zacząć szukać politycznych liderów gdzie indziej. I tak, wraz z nastaniem nowego millenium, powstała Platforma Obywatelska. Ideologicznym jądrem partii był tzw. gdański liberalizm, za którym stała grupa w większości gdańskich polityków, na czele z Donaldem Tuskiem. Choć dziś trudno w to uwierzyć, Tusk i spółka doszli do władzy głosząc wolnościowe hasła. I wiele wskazywało na to, że liberalne pryncypia będą rzeczywiście dla PO najważniejsze.

Wiemy jednak doskonale, że – jak mawiał Lord Acton – władza korumpuje. Lata spędzone u władzy przez Donalda Tuska i jego otoczenie zmieniły ich. Na tyle, że Tusk przyznał nawet kilka lat temu, że jest socjaldemokratą. Dla wolnościowców Platforma Obywatelska to olbrzymie rozczarowanie i zawiedziona nadzieja. Gdy stało się jasne, że z „gdańskiego liberalizmu” nie zostało nic, okazało się również, że przy urnie wyborczej nie ma na kogo głosować. Między innymi dlatego w 2015 r. doszło do sytuacji niewyobrażalnej jeszcze kilka lat wcześniej. Do władzy doszło obciążone wielkim elektoratem negatywnym Prawo i Sprawiedliwość. Nie dlatego, że Kaczyński i PiS mieli dobry program. Dlatego, że PO zawiodła i nie było dlań alternatywy.

Wolność pod ostrzałem

Część wolnościowców taką alternatywę widzi w osobie Janusza Korwin-Mikke. Ten kontrowersyjny, konserwatywny liberał dał nieco nadziei dla polskiej sceny liberalnej, gdy Kongres Nowej Prawicy uzyskał kilka mandatów w wyborach europarlamentarnych. Jednakże radość trwała krótko. Po tamtych wyborach JKM i spółka znów zaczęli zaliczać całą serię wizerunkowych wpadek. Partia się podzieliła, podobnie jak i dość wąskie środowisko. Parlament Europejski zamiast stać się trampoliną do powiększania elektoratu, okazał się być sceną, na której Korwin robił swój (niezbyt mądry) show.

I tutaj dochodzimy do momentu, gdy trzeba wyraźnie wskazać, że środowisko wolnościowe jest dziś bardzo mocno podzielone i zdezorientowane. W międzyczasie powstało bowiem wiele, mniej lub bardziej udanych, inicjatyw. Powstała przecież – już nieistniejąca – Partia Libertariańska, która miała być alternatywą dla ekscentrycznego i prorosyjskiego Korwina. Jarosław Gowin i Przemysław Wipler – jedni z nielicznych posłów poprzedniej kadencji Sejmu deklarujący, że są liberałami – utworzyli niezależne projekty „republikańskie”. Ten pierwszy jest dziś wicepremierem w antywolnościowym rządzie PiSu, natomiast drugi z nich podzielił jedynie środowisko i zniknął.

Wobec tego część wolnościowych polityków postanowiła wybrać pragmatyczną ścieżkę i przyłączyli się do zyskujących ogromną popularność ugrupowań, czyli Kukiz’15 oraz .Nowoczesnej. W ten sposób do Sejmu weszło kilku polityków, którzy deklarują, że są liberałami (m.in. Jacek Wilk, Jakub Kulesza czy Katarzyna Lubnauer). To jednak kropla w morzu potrzeb. Zwłaszcza patrząc na kondycję obu tych ruchów. Kukiz’15 pogrąża się w powolnej agonii, a .Nowoczesna została de facto przystawką PO.

Wobec tego, gdyby ten tekst powstał dwa tygodnie temu, musiałbym napisać, że w Polsce idee wolnościowe są nie tylko pod ostrzałem wszelkich odmian socjalizmu i państwizmu, ale również nieudolności i rozkładu środowiska politycznego. Liberał miałby bowiem następujący wybór:

– skompromitowana, upadająca .Nowoczesna lub Kukiz,

– koalicja „Trzech Kruli”: KORWiN + Narodowcy + Grzegorz Braun, czyli kompromitujący mariaż konserwatywnych liberałów z narodowymi socjalistami w imię walki z Unią Europejską,

– partia POLExit europosła Stanisława Żółtka, która właściwie niczym nie różni się od nowej koalicji Korwina,

– Federacja dla Rzeczpospolitej posła Marka Jakubiaka – jeśli oceniać przez pryzmat wypowiedzi lidera, jest to niezbyt liberalna opcja,

– ponowne głosowanie na Platformę Obywatelską i jej przystawki w nadziei, że przynajmniej nie będą PiSem.

Każda z powyższych opcji jest dziś albo daleka od tego, aby być politycznie wybieralna (.N), albo swój program przeplata jedynie liberalnymi postulatami, stawiając na pierwszym miejscu inne pryncypia, takie jak interwencjonizm, redystrybucjonizm, konserwatyzm czy nawet nacjonalizm.  Zatem jeszcze dwa tygodnie temu, wolnościowcy mieli bardzo trudny – o ile jakikolwiek – wybór.

Wiadomość Gwiazdowskiego

Nie powinno zatem dziwić, że – przynajmniej początkowo – wielu wolnościowców ucieszyła decyzja Gwiazdowskiego o wejściu do polityki. Taka reakcja ma swoje uzasadnienie. Największe znaczenie ma tutaj merytoryczność. Gwiazdowski i stojące za nim środowiska oferują mniej więcej (z naciskiem na więcej) to, co ponad dekadę temu obiecał nam Tusk. Bez zbędnych dekoracji ideowych i rewolucyjnych (czy co gorsza antyliberalnych w rozumieniu przedstawionym na początku tego tekstu) postulatów. Program, który przedstawił Gwiazdowski, to bardzo duży krok naprzód1.

Oczywiście nie brakuje wolnościowców, którzy są przeciwni angażowaniu się przez Gwiazdowskiego w politykę samodzielnie. Zmasowany atak na inicjatywę mecenasa przyszedł ze strony twardego elektoratu Korwin-Mikkego. Paradoksalnie, Gwiazdowskiego na ten moment bardziej boi się pewna część wolnościowców niż największe ugrupowania parlamentarne, które są rzeczywistymi wrogami liberalizmu.

Gwiazdowski jasno określił kryteria, wobec których należy oceniać jego polityczne plany. Najważniejsza jest gospodarka, którą dławi skomplikowany system podatkowy, nieefektywne sądownictwo, drogi i nieefektywny system emerytalny, niekorzystna dla obywatela ordynacja wyborcza, scentralizowany proces decyzyjny, źle skonstruowana Konstytucja oraz wymagająca pilnej reformy Unia Europejska.

Ta ostatnia kwestia najbardziej odróżnia potencjalną partię Gwiazdowskiego od części wymienionych wcześniej opcji. Mamy tutaj propozycję deewolucji2 zamiast rewolucji w postaci PolExitu lub „zniszczenia Unii od środka”.

Najważniejszym punktem jest jednak nowa Konstytucja, której projekt oceniony został z libertariańskiego punktu widzenia w analizie autorstwa Przemysława Hankusa i Kacpra Zająca. Zdaniem autorów „(p)rzedstawiony przez środowisko ZPP/WEI projekt Konstytucji RP wydaje się być projektem bardzo nierównym. Z jednej strony odnajdujemy w nim solidne elementy, takie jak: system prezydencki, ciekawy pomysł na kształt Senatu (izby wyższej parlamentu) oraz pozycję i kształt sądownictwa i wymiaru sprawiedliwości. Z drugiej strony, projekt ten cechuje wiele braków: przede wszystkim nie zawiera on żadnej ochrony praw jednostek, co powinno być główną funkcją każdej ustawy zasadniczej, jako dokumentu ograniczającego zakres działania państwa”3. Pełną ocenę można przeczytać tutaj.

Powstaje jednak pytanie: kto, oprócz Gwiazdowskiego, stoi za tym programem i budującym się ruchem? Sam lider na spotkaniu w Poznaniu określił, że popierają go trzy środowiska: przedsiębiorcy (głównie związani ze Związkiem Przedsiębiorców i Pracodawców), Bezpartyjni Samorządowcy (samorządowy projekt polityczny, za którym stoją Jerzy Karwelis i Patryk Hałaczkiewicz) oraz bliżej niesprecyzowani naukowcy.

Jako Stowarzyszenie Libertariańskie patrzymy na projekt Roberta Gwiazdowskiego przychylnym okiem i z dużą dozą życzliwości. Nie zmienia to jednak faktu, że pewne elementy programowe budzą wątpliwości i tam, gdzie nie zazębiają się z naszymi ideami, będziemy wskazywali kierunek niezbędnych zmian. Liczymy na to, że liderzy nowego ruchu nie pozostaną głusi na dobre rady. Zwłaszcza te mające na celu tworzenie postulatów powiększających sferę wolności jednostki w państwie.

Łukasz Frontczak

W grafice wykorzystano zdjęcie autorstwa Kamila Grzebyty.


1 Co prawda, jest to nawet nie ćwierć drogi, za którą opowiadamy się w Stowarzyszeniu Libertariańskim. Lecz jednocześnie jest to znacznie większe poszerzenie zakresu wolności niż proponują dziś partie parlamentarne.

2 Unia ewoluowała w kierunku socjaldemkoratycznym, więc trzeba ten trend odwrócić, aby UE znów podryfowała w stronę liberalizmu.

3 Przemysław Hankus, Kacper Zając. 2018. Komentarz do projektu Konstytuacji RP ZPP/WEI. Stowarzyszenie Libertariańskie, https://slib.pl/wp-content/uploads/2018/05/Komentarz-do-projektu-Konstytucji-ZPP.pdf,[dostęp 28-01-2018]

Skomentuj

*