1

Lech Wilczyński – Po nitce do Bitcoina – denacjonalizacja pieniądza w praktyce

W książce laureata nagrody Nobla w dziedzinie ekonomii, Friedricha Augusta von Hayeka, pt. Denacjonalizacja pieniądza (1976), postulowano odejście od koncepcji waluty państwowej na rzecz konkurujących ze sobą prywatnych emitentów. W praktyce oznaczało to umożliwienie prywatnym przedsiębiorcom generowanie własnego środka płatniczego zamiast narzucanego dekretem monopolu banku centralnego. Współczesnym niekwestionowanym dogmatem jest powierzenie władzy nad kreacją pieniądza jednostce centralnej. Kiedy w życie wchodził projekt ustawy zasadniczej, zapis dotyczący monopolu państwa w tym obszarze nie budził u nikogo żadnych wątpliwości, na pewno nie tyle co dylemat, czy konstytucja ma odnosić się np. do kwestii religijnych. Mimo, że już Ludwig von Mises rozprawił się ortodoksyjną opinią, jakoby pieniądz wywodził się z dekretu władzy, w martwym punkcie umknęła tak ważna kwestia, jak podejście do kreacji pieniądza.

O ile możemy być wyrozumiali w stosunku do okresu, który nie miał styczności z osobliwością globalnego rozwoju sieci i narodzin zdecentralizowanej komunikacji, tak dzisiaj nie powinno już mieć miejsca utrzymywanie intelektualnego status quo.

Hayek i Milton Friedman nie mieli szansy oprzeć swoich pomysłów o fundament, jaki oferują nam dzisiaj Internet, pamięci masowe, moc obliczeniowa i przede wszystkim kryptografia. Ich koncepcjom brakowało podstawowych narzędzi, mogących pomóc ich intuicji wyjść poza obszar teoretyczny, aczkolwiek Friedman już w 1963 r. w książce A Monetary History of the United States postulował powierzenie kreacji pieniądza algorytmowi komputerowemu, unikając w ten sposób arbitralnych ludzkich decyzji, które mogą cechować się oportunizmem i korupcją. W 1999 r. Friedman dostrzegał znaczenie Internetu w ograniczaniu znaczenia państwa i przewidywał powstanie godnej zaufania internetowej gotówki, pozwalającej na dokonywanie transakcji pomiędzy osobami, które nie muszą znać swojej tożsamości, aby przesłać wartość przez Internet.

Teoria nie miała jednak żadnego przełożenia na rzeczywistość i przyszło nam czekać aż do 2009 r. na realizację eksperymentu monetarnego na globalną skalę. Satoshi Nakamoto poszedł o krok dalej i zaproponował protokół, który odseparował algorytm emisji od jakiegokolwiek wpływu zaufanej trzeciej strony. Odcięcie przysłowiowej pępowiny zaufania od pojedynczego ciała decyzyjnego zaczęło paradoksalnie wiązać się z większym zaufaniem, niż ktokolwiek mógłby pokładać w radzie polityki pieniężnej dowolnego banku centralnego.

Bitcoin powstał w momencie, kiedy zbiegły się ku temu wymagane okoliczności. Przepustowość, pamięci masowe i wystarczająca decentralizacja sieci były niczym płytka, na której mogła rozwinąć się penicylina. Przez kilka lat grupa zapaleńców podejmowała wysiłek rozwoju nowego antybiotyku na tak niesmaczne zjawiska, jak:

  • przerzucanie na społeczeństwo strat banków i w efekcie zwiększenie ryzyka nadużycia,
  • wojny walutowe i ujemne stopy procentowe,
  • kryzys zadłużenia i dysalokacja kapitału podatników,
  • eliminacja prywatności transakcji (demonetyzacja) i kontrola przepływu kapitału,
  • cenzura finansowa i konfiskata własności prywatnej

 

Lęk przed wykorzystaniem technologii cyfrowych do ochrony kapitału jest całkowicie uzasadniony. Bez tła historii zmagań o implementację pieniądza cyfrowego, kryptowaluta jawi się jako nic więcej jak kolejna sprytna forma wyłudzenia, recepta na szybką utratę oszczędności, czy tulipomania. Taka obawa jest naturalna i uzasadniona, gdyż w świecie wirtualnych walut mamy do czynienia z ogromną ilością inicjatyw, które dokładnie są tym, czego obawiają się osoby postronne i przed czym ostrzega sama społeczność.

Dochodzi do tego cała gama aspektów związanych z bezpieczeństwem, gdzie nawet osoby techniczne padają ofiarą skutecznych ataków zaczynających się od braku podstawowych zabezpieczeń, od kont pocztowych po kradzieże z giełd. To na pewno schładza entuzjazm do wrzucania na głęboką wodę nowych użytkowników, ale z drugiej strony zmusza do nabrania właściwych nawyków i higieny korzystania z sieci. Wymaga to poświęcenia chwili, aby nauczyć się czym jest dwuskładnikowe uwierzytelnianie (w tym U2F), menedżery haseł, klucze sprzętowe, szyfrowanie end to end, dostrzeganie dobrze przygotowanego phishingu, rozumienia, czym jest utrata tożsamości itd. Ta wiedza nie tylko jest w stanie ochronić środki w bitcoinach, ale również ochronić dane dotychczasowe konto bankowe.

Wiedza ta niedługo będzie niezbędna, gdyż dystopiczne wizje sci-fi zaczynają mieć realny wymiar: prezydenci mocarstw oskarżają się o hacking, a cyfrowa waluta staje się również jedynym sposobem na jakąkolwiek egzystencję w kolejnych krajach, które ogarnia kryzys, w tym również upadek lokalnej waluty i wspomniana wcześniej kontrola przepływu kapitału. Bitcoin staje się już nie tylko eksperymentalnym konkurentem dla walut fiducjarnych i sieci transakcyjnych, ale już dzisiaj powoduje całkowitą inwersję walutową. Przyjmowanie innej formy zapłaty staje się w ogóle nieopłacalne. I to to już nie tylko w branżach, które dotychczas były uważane za wątpliwe pod względem legalności.

Denacjonalizacja pieniądza następuje w sposób organiczny, stopniowy, czasem nawet szybciej, niż ktokolwiek mógł szacować. Zachęta finansowa, poziom ochrony kapitału i globalny zasięg nie pozostawiają wiele miejsca na porażkę trwającego już 7 lat eksperymentu. Dochodzimy jednak do momentu, w którym proces zacznie stymulować coraz silniejsze próby regulacji rynku. Te działania będą śmiertelne dla wielu firm z branży, ale paradoksalnie będą wzmacniać pozycję kryptowalut.

Wyzwaniem będzie zachowanie jednorodności pieniądza cyfrowego, a mianowicie praktyczne uniemożliwienie analityki i klasyfikowania transakcji. Ogromną pokusę stanowi chęć ograniczenia przestępczości lub mniej chwalebnych ludzkich działań poprzez kontrolę przepływu kapitału, ale cena, jaką się za to płaci, jest wysoka. Utrata zaufania do monety boli najbardziej. Problem nie jest oczywisty, gdyż nawet będąc przekonanym o konieczności zachowania tej cechy pieniądza, kusząca byłaby możliwość wyśledzenia skradzionych pieniędzy, powstrzymania terrorystów, handlu ludźmi, czy siatek pedofilskich. Wszystko dzięki skutecznej cenzurze finansowej. Na poziomie ustawodawstwa zaczynają się aktywne próby usuwania anonimowości posiadaczy kryptowalut. Z jakim skutkiem, niedługo się przekonamy.

Tematem tabu pozostaje potrzeba zachowania prywatności transakcji tak samo, jak ma to miejsce w przypadku ochrony innych aspektów naszej tożsamości czy komunikacji. Społeczeństwo bezgotówkowe (ang. cashless society) staje się faktem, a wraz z nim cała aktywność finansowa każdego obywatela i firmy dostępna jest na talerzu nie tylko dla urzędników, ale również dla przestępców, którzy będą hackować i ośmieszać wszystkie państwowe bazy centralne. W czasach, kiedy ze względu na bezpieczeństwo klientów firmy decydują się na podejście “wiedzy zerowej” (przykładem może być dostawca poczty elektronicznej Protonmail), rejestry państwowe będą się kusząco powiększać.

Następnym krokiem będzie zadbanie o decentralizację samego Internetu, zarówno na poziomie protokołów np. rozwiązywania nazw i składowania danych, po infrastrukturę fizyczną opartą o mesh-net, gdzie każde urządzanie będzie mogło być węzłem pośredniczącym zamiast hierarchicznej struktury sieci, jakiej używamy obecnie.

Jestem jednak nastawiony optymistycznie względem czekających nas wyzwań w 2017 r. i w nadchodzących latach. Oprócz inwestycji, nawet symbolicznej, w cyfrowy pieniądz, najbardziej polecam inwestycję w edukację dotyczącą bezpiecznego korzystania z dobrodziejstw sieci, co zawsze jest częścią “onboardingu”, jaki robimy osobom wchodzącym w świat krypto.

Niech 2017 będzie rokiem, w którym również Twoja firma umożliwi zapłatę klientom w bitcoinach. Rozwijajmy wspólnie ten arcyciekawy projekt!

Lech Wilczyński

Komentarz

  1. Reply
    Krzysiek says

    Dla korzystających z dobrodziejstw sieci polecam klasyk autorstwa K. Mitnicka “Sztuka podstępu”

Skomentuj

*