Brak komentarzy

Krzysztof Jurewicz – Co kryptowaluty mówią nam o teoremacie regresji?

Kryptowaluty stanowią fenomen, który może być trudny do uchwycenia za pomocą intuicji ekonomicznej. Dlaczego te wirtualne byty posiadają w ogóle wartość? Również w teorii ekonomii jeszcze do niedawna nie było to szeroko omawiane zjawisko. W niniejszym artykule pochylamy się nad tym problemem ze szczególnym uwzględnieniem teorematu regresji.

Czym jest pieniądz?

Wydaje się, że w publikacjach ekonomistów szkoły austriackiej od definicji pieniądza łatwiej jest znaleźć opis procesu jego powstawania. Murray N. Rothbard w książce Złoto, banki, ludzie. Krótka historia pieniądza pisze o tym w sposób następujący[1]:

stopniowo postępująca selekcja środka wymiany na wolnym rynku […] jest jedyną metodą, za pomocą której można ustanowić pieniądz. Pieniądze nie mogą powstać w żaden inny sposób — ani w wyniku czyjejś nagłej decyzji, że pieniądz będzie produkowany z jakiegoś bezużytecznego surowca, ani w wyniku nadania przez rząd miana „pieniądza” kawałkom papieru. W popycie na pieniądz tkwi bowiem wiedza o cenach pieniądza w niedawnej przeszłości; w przeciwieństwie do bezpośrednio wykorzystywanych dóbr konsumpcyjnych i środków produkcji pieniądze muszą mieć pierwotną cenę, według której kształtowałby się popyt na nie. Można to osiągnąć jedynie wtedy, gdy z początku pewien użyteczny towar wymieniany jest w barterze, później powstaje nań dodatkowy popyt (ze względu na jego walory środka wymiany) oprócz popytu podstawowego (ze względu na właściwości użytkowe, takie jak walory zdobnicze złota).

Rothbard przedstawia tutaj tzw. teoremat regresji sformułowany przez Ludwiga von Misesa[2]. Popyt na pieniądz czy też — szerzej — na środek wymiany — możemy podzielić na dwie składowe: popyt ze względu na walory użytkowe dobra oraz popyt z uwagi na użycie dobra jako środka wymiany. Ten drugi w danym momencie wynika z tego, że dobro funkcjonowało już wcześniej jako środek wymiany i istniał nań popyt tego samego rodzaju.

Nie możemy jednak odwoływać się do tego indukcyjnego argumentu w nieskończoność, ponieważ dojdziemy do przypadku bazowego (punktu początkowego), gdy dobro nie miało jeszcze swojej historii jako środek wymiany, a mimo tego zostało w tym celu nabyte. Nabywca mógł się jednak oprzeć na popycie na to dobro wynikającym z jego wartości użytkowej. Gdyby tego rodzaju popytu nie było, nie sposób byłoby ustalić ceny w takiej pierwotnej transakcji.

Czym są kryptowaluty?

W momencie publikacji tego artykułu na witrynach Coinpaprika i Coinmarketcap, agregujących dane rynków kryptowalutowych, możemy znaleźć dane odpowiednio około 2500 i około 3000 produktów tego typu. Stworzenie definicji obejmującej je wszystkie może być zadaniem trudnym i nie będziemy się go podejmować; sama społeczność kryptowalutowa używa zresztą niekiedy tego pojęcia w węższym znaczeniu, odbierając niektórym produktom miano „prawdziwych kryptowalut”. Nie ma to większego znaczenia w kontekście naszych rozważań ekonomicznych, które moglibyśmy prowadzić prawdopodobnie również w oparciu o szersze pojęcie „walut wirtualnych”.

Poczyniwszy powyższe zastrzeżenia, kryptowalutami nazwiemy jednolite rejestry księgowe (mające postać bazy danych) przechowujące informacje o stanie posiadania wirtualnych jednostek monetarnych i uwierzytelniające transakcje w oparciu o metody kryptograficzne (czyli w szczególności za pomocą podpisu elektronicznego).

Często wiązanym z kryptowalutami atrybutem jest decentralizacja: nieistnienie żadnego podmiotu ustalającego w sposób autorytatywny obowiązującą historię transakcji (i, co za tym idzie, obowiązujący bieżący stan bazy danych). Cecha ta jest nowatorska w porównaniu do scentralizowanych, bankowych systemów pieniądza elektronicznego. Warto jednak pamiętać, że pierwsze pieniądze również były zdecentralizowane. Nie istniały centralne instytucje zarządzające złotem, srebrem, solą etc. i jest to niejako stan naturalny. W przypadku kryptowalut potrzebny jest jednak pewien wysiłek do tego, aby mogły one funkcjonować w sposób zdecentralizowany.

Jeśli wydam fizyczną sztabkę złota w legalnej transakcji, to właścicielstwo tej sztabki jest w jednoznaczny sposób określone przez jej fizyczne położenie. Nie mogę tej samej sztabki wydać ponownie, bo zwyczajnie nie będę jej już posiadał. Kryptowaluty są natomiast bytem wirtualnym i posiadanie w ich wypadku oznacza tylko zapis w bazie danych. Wydatkowanie to natomiast utworzenie i rozesłanie transakcji (ciągu komputerowych bajtów) określającej takie parametry, jak kwota i adresat. Zabezpieczenia kryptograficzne zapewnią, że do przyjęcia transakcji przez sieć potrzebny będzie mój podpis elektroniczny, więc nie będzie możliwe nieautoryzowane wydatkowanie (kradzież) środków. Nic nie powstrzyma jednak mnie samego przed utworzeniem dwóch transakcji przesyłających te same środki do dwóch różnych podmiotów. Jedną z nich należy uznać za transakcję bez pokrycia, ale którą? W przypadku scentralizowanego systemu możemy przyjąć proste rozwiązanie, że decyduje kolejność przesłania do instytucji zarządzającej bazą danych. W systemie zdecentralizowanym nie istnieje jednak żadna taka instytucja; sieć składa się z wielu węzłów o równych prawach, z których część może otrzymać jako pierwszą transakcję adresowaną do podmiotu A, a druga kolidującą z nią transakcję adresowaną do podmiotu B.

Jest to tzw. problem podwójnego wydatkowania, który rozwiązuje się przez przeprowadzenie swego rodzaju zautomatyzowanego głosowania nad tym, który z alternatywnych rejestrów księgowych ma zostać uznany za właściwy. Sposób uzyskania uprawnień do głosowania zależy przy tym od wykorzystywanego tzw. algorytmu konsensusu i może polegać na przedstawieniu dowodu pracy (ang. proof of work — chodzi o wykonane obliczenia, znane też jako „kopanie”), dowodu posiadania kapitału w postaci jednostek danej kryptowaluty (ang. proof of stake) lub dowodu spalenia (ang. proof of burn — chodzi o zniszczenie kapitału).

Oddzielną kwestią jest dystrybucja początkowych jednostek kryptowaluty, które są oczywiście dobrami rzadkimi. Aby osiągnąć tę rzadkość, można wykorzystać wspomniane wyżej dowód pracy lub dowód spalenia (dystrybuując jednostki proporcjonalnie do wykonanych obliczeń lub do ilości zniszczonej innej kryptowaluty); dostępne są też bardziej scentralizowane rozwiązania, np. sprzedaż całości lub części początkowego zestawu jednostek kryptowaluty przez podmiot stojący za jej stworzeniem.

Wartość użytkowa kryptowalut

Niezależnie od przyjętego algorytmu konsensusu i sposobu dystrybucji, powstaje pytanie, jak można wyjaśnić popyt na kryptowaluty jako na środek wymiany, wobec nieposiadania przez nich żadnej łatwo dostrzegalnej wartości użytkowej? Przyjmijmy (na razie), że nie chcemy rezygnować z teorematu regresji, co oznacza, że powinniśmy dostrzec ich wartość inną niż jako środka wymiany. Łatwo jest ją wskazać przywołując choćby względy kolekcjonerskie: kryptowaluty mogą być nabywane dla samej przyjemności ich posiadania, a także dla zdobycia prestiżu w pewnych specyficznych kręgach. Jednocześnie może występować motyw spekulacyjny związany z ich potencjalną rolą jako środka wymiany, przy czym dokładne proporcje między jednym i drugim mogą być trudne do ustalenia, nawet jeśli posiadamy wgląd w umysł właściciela. Można to sobie uświadomić rozpatrując dobra towarowe takie, jak antyki, numizmaty, dzieła sztuki czy kolekcjonerskie znaczki pocztowe.

Kluczowa jest tu obserwacja, że użyteczność i wartość są parametrami subiektywnymi, przypisanymi do poszczególnych uczestników rynku. Do wykonania pierwszej transakcji potrzebujemy jedynie dwóch stron różnie wartościujących wymieniane dobra, przy czym każda ze stron preferuje dobro przez siebie nabywane nad dobro zbywane. „Cena rynkowa” może wykształcić się później, przy większym obrocie.

Czy wartość użytkowa jest potrzebna?

W ramach szkoły austriackiej posiadanie wartości użytkowej uznaje się często za warunek konieczny do powstania pieniądza, ale już nie do jego trwania, tzn. po powstaniu pieniądza dopuszcza się utratę przez niego jakiejkolwiek wartości użytkowej i funkcjonowanie tylko w oparciu o popyt na środek wymiany. Ponadto nie jest powiedziane — i na gruncie rozważań prakseologicznych nie będziemy w stanie tego rozstrzygnąć — jak duża musi być wartość użytkowa, aby dane dobro mogło stać się pieniądzem.

W związku z tym należy przyjąć, że każda — nawet niewiele większa od kosztów transakcyjnych — wartość użytkowa może posłużyć do tego celu. Gdyby proces ten nie był możliwy dla zerowej wartości użytkowej, to występowałaby tu nieciągłość, niezgodna z matematyczną intuicją. Jej występowanie objaśnia nam teoremat regresji: jeśli coś nie ma ani wartości użytkowej, ani wartości jako środek wymiany, bo nie było nigdy wykorzystywane w tej roli, to łączna wartość takiego dobra jest równa zero, więc nie może być ono przedmiotem zakupu.

Błąd tego rozumowania polega na tym, że nabywając dobro w celu użycia go jako środka wymiany, bynajmniej nie musimy opierać się na jego przeszłej wartości rynkowej. Przeszłość już była, a my zbycia tego dobra dokonamy ewentualnie w przyszłości i to właśnie jego antycypowana, przyszła wartość nas interesuje. Możemy więc dokonać swego rodzaju spekulacji i nabywając dobro teraz poświadczyć, że naszym zdaniem ma ono — i będzie miało w przyszłości — wartość jako środek wymiany. Nie mamy zatem do czynienia z teorematem regresji, tylko z teorematem progresji. Oczywiście, przyszła wartość dobra jako środka wymiany jest — częściowo! — kształtowana przez jego wartość historyczną, ale stanowi to tylko pośrednią zależność.

„Teoremat regresji dotyczy tylko barteru”

Na to, że teoremat regresji nie wyjaśnia fenomenu kryptowalut (konkretnie: Bitcoina) zwracał już uwagę Robert P. Murphy w swoim wpisie On Bitcoin and Ludwig von Mises’ Regression Theorem[3]. Jednak Arkadiusz Sieroń w artykule Czym jest Bitcoin? czy też Laura Davidson i Walter E. Block w pracy Bitcoin, the Regression Theorem, and the Emergence of a New Medium of Exchange twierdzą, że teoremat regresji w swoich założeniach w ogóle nie dotyczy Bitcoina, ponieważ opisuje sytuację gospodarki czysto barterowej, w której pieniądz wykształca się po raz pierwszy. Bitcoin i inne kryptowaluty pojawiają się zaś na rynku już w momencie istnienia pieniądza, co pozwala na przeprowadzenie pierwotnych wycen.

Przyglądając się bliżej tej argumentacji można zauważyć, że pieniądz stanowi instrument wyceny, która informuje nas o wartości, jaką jednostki nadają poszczególnym dobrom. Taka wartość istnieje również w gospodarce barterowej, nawet jeśli jest ona trudno przeliczalna. W takim razie nie wiadomo, dlaczego jakieś dobra miałyby posiadać lub nie miałyby posiadać wartości w zależności od tego, jakie środki wymiany są dostępne na rynku. Biorąc pod uwagę fakt, że kryptowaluty same są w zamierzeniu środkiem wymiany, to w gospodarce barterowej, z uwagi na brak konkurencji, ich wartość mogłaby być wręcz wyższa niż w gospodarce pieniężnej.

Pierwotna wartość a pierwotna rzadkość

Argumentując za tym, że wartość kryptowalut może narodzić się właściwie z niczego, łatwo jest przeoczyć fakt, że wiele z nich posiadało już wartość wyrażoną poprzez działanie jeszcze zanim stały się one przedmiotem jakiejkolwiek transakcji. W przypadku kryptowalut dystrybuowanych przez dowód pracy lub przez dowód spalenia pierwotni właściciele jednostek kryptowalut musieli ponieść pewne koszty w celu ich pozyskania. Poprzez poniesienie tych kosztów poświadczyli oni niejako, że jednostki te mają dla nich jakąś wartość; w gruncie rzeczy nie potrzebujemy nawet rozstrzygać, na ile jest to wartość użytkowa, a na ile wartość jako środek wymiany.

Czy zatem okazuje się, że nie trzeba wcale obalać teorematu regresji, aby objaśnić genezę kryptowalut? Musieliśmy to zrobić, chociażby dlatego, że możemy wyobrazić sobie kryptowalutę, której twórca arbitralnie przyznaje całą podaż samemu sobie, co wiązałoby się z nikłymi kosztami. Ktoś inny zaś mógłby od niego część jednostek odkupić, nawet gdyby wszyscy austriaccy ekonomiści przekonywali go, żeby tego nie robił, i tym samym zapoczątkować proces ustalania ceny rynkowej.

Podsumowanie

Samo istnienie kryptowalut nie może obalić teorematu regresji, ponieważ żadne doświadczenie empiryczne nie ma mocy podważania teorii wyprowadzonej metodą prakseologiczną. Doświadczenie może nas jednak naprowadzić na luki w teorii i doprowadzić do jej skorygowania.

Pokazaliśmy, że teoremat regresji niewiele nam mówi o tym, które dobra mogą stać się pieniądzem, gdyż właściwie każdemu dobru rzadkiemu możemy przypisać jakąś wartość użytkową, tj. niezwiązaną z funkcją środka wymiany.

Ponadto sam teoremat regresji należy odrzucić, ponieważ nawet gdyby jakieś dobro nie miało żadnej wartości użytkowej, to i tak nie wyklucza to jego użycia jako środka wymiany.

Wreszcie samo rozróżnienie między omawianymi dwoma rodzajami wartości nie zawsze jest ujawniane w transakcjach i należy uznać je za nieostre.

Krzysztof Jurewicz


[1] M.N. Rothbard, Złoto, banki, ludzie. Krótka historia pieniądza, Warszawa 2009, s. 35.

[2] Zob. L. von Mises, Teorii pieniądza i kredytu, Warszawa 2012, Rozdz. 1, s. 33–39.

[3] Zob. także: S. Barta, R.P. Murphy, Zrozumieć Bitcoina. Techniczny i ekonomiczny przewodnik po kryptowalutach, Wrocław 2018, s. 100–110.

Skomentuj

*