Brak komentarzy

Kris Kaleta, Łukasz Frontczak – Historia nowozelandzkiego sukcesu

Gdy przyjrzymy się różnego rodzaju renomowanym rankingom mierzącym poziom wolności gospodarczej i łatwość prowadzenia biznesu, to dostrzeżemy, że Nowa Zelandia plasuje się na 3. miejscu w Rankingu Wolności Gospodarczej (Index of Economic Freedom) przygotowywanego przez The Heritage Foundation (wyprzedzają ją jedynie Singapur i Hongkong), podczas gdy w prowadzonym przez Bank Światowy zestawieniu Doing Business zajmuje ona już 1. miejsce. Jak to się stało i jak doszło do tego, że to położone na Antypodach wyspiarskie państwo jest obecnie jedną z niewielu oaz wolności?

Nakładem Wydawnictwa 3DOM ukazała się na polskim rynku książka, której ewidentnie brakowało. Dotychczas w literaturze polskojęzycznej mogliśmy zapoznać się z tajemnicą sukcesu Nowej Zelandii w książce Nowozelandzkie odrodzenie gospodarcze Richarda Prebble’a, którą należy bardziej traktować jako zorganizowany przez specjalistów od marketingu materiał wyborczy (autor był jednym z polityków stojących za opisywanymi reformami) niż bezstronną literaturę faktu. Tymczasem publikacja Tomasza Cukiernika zatytułowana Na Antypodach wolności dostarcza stosunkowo rzetelny obraz reform i przeobrażeń, jakie na przestrzeni kilku minionych dekad dokonały się w Nowej Zelandii, dzięki czemu kraj ten stał się jednym z najlepiej rozwiniętych na świecie, jednocześnie przodując w światowych rankingach wolności gospodarczej.

Autor prezentuje Czytelnikowi nie tylko interesujące tło nowozelandzkiego odrodzenia gospodarczego, ale również mnóstwo niemalże reporterskich informacji dotyczących wydarzeń w Nowej Zelandii. To wszystko okraszone jest ogromem danych liczbowych i statystyk w charakterze empirycznego dowodu potwierdzającego słuszność kursu na liberalizację państwa i gospodarki. Niemniej sam sposób zaprezentowania tych danych można byłoby nieco poprawić, by nie przeradzały się one momentami w mogącą budzić frustrację czytelnika wyliczankę. Tak czy inaczej polski odbiorca może dzięki Tomaszowi Cukiernikowi uzbroić się w więcej niż kilka solidnych argumentów wskazujących na praktyczne i pozytywne skutki przeprowadzania wolnorynkowych reform bazując na nowozelandzkim przykładzie.

O ile przeważająca część książki poświęcona stricte Nowej Zelandii jest czymś, za co zdecydowanie należy pochwalić i docenić Autora, o tyle rozdział VII, poświęcony Polsce i polskim uwarunkowaniom czasów transformacji po roku 1989, pozostawia wiele do życzenia, sprawiając wrażenie przysłowiowego piątego koła u wozu. Otrzymaliśmy bowiem nazbyt uproszczony i zbyt jednostronny opis polskiej transformacji, z którego chyba można było ostatecznie zrezygnować.

Ocena transformacji przedstawiona przez Tomasza Cukiernika, abstrahując już od przeświadczenia o jej zgubnym kierunku w wyniku zmowy komunistów z przedstawicielami opozycji „przy zielonym stoliku”, jest w swej linii wręcz „kieżunowska”, a zatem oparta na szeregu błędnych przekonań, m.in. na przeświadczeniu, że kapitał ma narodowość i że czymś niekoniecznie dobrym jest to, że w Polsce zarabiają zagraniczne firmy i korporacje (kompletnie pominięto chociażby zjawisko przewagi komparatywnej). Dodatkowo krytyce zostały poddane korzyści, jakie Polacy odnieśli dzięki przystąpieniu do struktur Unii Europejskiej takie jak swoboda przemieszczania się osób pomiędzy krajami UE w ramach strefy Schengen. Istotnie, odpływ nierzadko wysoko wykwalifikowanej siły roboczej poza granice państwa polskiego można uznać za stratę dla polskiej gospodarki, lecz nie należy z tego powodu krytykować Unii oraz szans i nowych możliwości, jakie zaoferowała ona Polakom po 1 maja 2004 roku – ostrze krytyki powinno zostać wymierzone w kolejne polskie rządy, które doprowadziły swoimi działaniami do tego, że milionom polskich obywateli bardziej opłaca się emigracja zarobkowa niż zakładanie firm w kraju czy też praca w Polsce. Fakty bowiem wskazują, że nawet wśród państw członkowskich UE można znaleźć przykłady liberalnych gospodarek – zbliżonych w leseferyzmie do nowozelandzkiej – co oznacza że Bruksela nie jest wcale największą przeszkodą w kształtowaniu wolnorynkowej polityki gospodarczej.

Można zatem powiedzieć, że w książce przedstawiającej zalety i korzyści płynące z liberalizacji gospodarki, z przyjęcia polityki wolnego handlu i rezygnacji z działań o charakterze protekcjonistycznym, z przyciągania zagranicznych inwestycji i deregulacji, natrafiamy niestety na treści niejako stojące do tego w opozycji, gdy przedmiotem rozważań staje się nie Nowa Zelandia, a Polska okresu transformacji.

Na Antypodach wolności Tomasza Cukiernika nie jest książką libertariańską lecz konserwatywno-wolnorynkową, niemniej jest to pozycja warta uwagi w szczególności w odniesieniu do dobrze udokumentowanego oraz dość ciekawie i przystępnie opisanego procesu wolnorynkowo-liberalnych reform w Nowej Zelandii. Czytając ją warto skupić się przede wszystkim na części poświęconej wydarzeniom i procesom, jakie miały miejsce na Antypodach z jednoczesnym krytycznym spojrzeniem na dość subiektywny – i w naszej opinii błędny w swej ocenie ­– rozdział poświęcony Polsce i polskim uwarunkowaniom.

Kris Kaleta, Łukasz Frontczak

Skomentuj

*