1

Karolina Kurdziel – Libertarianizm a perypetie środowiska LGBT+

Zapewne temat relacji między libertarianizmem a sytuacją osób nieheteronormatywnych był już wielokrotnie tematem dyskusji w środowisku libertarian. Jednakże mając na uwadze obecnie trwający Pride Month (Miesiąc Dumy LGBT), warto poruszyć go po raz kolejny.

Na samym początku należy przypomnieć, że libertarianie każdego nurtu ponad wszystko cenią sobie własność oraz wolność, a niesprowokowane naruszanie własności jest uznawane za agresję, która ogranicza wolność jednostki.

Wolność rozumiana jest tu zarówno jako wolność ekonomiczną i światopoglądową czy też osobistą. Libertarianie są, choć w różnym stopniu, przeciwni ingerencji państwa w życie obywateli.

Jak to się ma do środowiska LGBT+ i dlaczego osoby niehetefonormatywne i libertarianie powinni stanąć ramię w ramię?

Głównie ze względu na pokrywanie się nie samych poglądów na wolność osobistą, ale z uwagi na wspólnego wroga – państwo. Drugą kwestią jest to, że podejście libertariańskie może rozwiązać wiele na pozór nierozwiązywalnych problemów tego środowiska.

To państwo wygenerowało problemy, które trapią dzisiaj środowisko osób nieheteronormatywnych. To ono, mieszając się w życie obywateli, nie pozwala im bycie być po prostu sobą.

Proszenie państwa o zmianę przepisów dotyczących małżeństw wygenerowało problem w postaci pozornej roszczeniowości osób LGBT+ i bycia łasym na przywileje. A dobrze wiemy, że nie o ulgi podatkowe tutaj chodzi.

Jako najprostsze rozwiązanie logika podsuwa żądanie braku regulacji prawnej związków pomiędzy ludźmi, ponieważ nikt nie ma prawa regulować tego, kto z kim powinien, a kto z kim nie powinien być. Związek powinien być dobrowolny i tylko to powinno go ograniczać.

Bez względu na to, czy należy się do pewnej grupy, czy nie, człowiek jest jednostką i jego prawem jest możliwość zachowania swojej indywidualności. Inaczej mówiąc, ma prawo żądać niewrzucania go do jednego worka z innymi osobami, tylko na pozór do niego podobnymi.

Niestety świat działa w taki sposób, że zapamiętujemy głównie to, co złe lub negatywne, więc i aktywiści, którzy w wątpliwy sposób działają na rzecz poprawy sytuacji środowisk nieheteronormatywnych czy nawet szkodzący im swoim zachowaniem, są najczęściej zachowywani w naszej pamięci.

Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda opisali tendencję ludzi do zapamiętywania złych rzeczy jako grzech uporczywości. Dzieje się tak dlatego, że najbardziej zajmują nas sytuacje emocjonalnie intensywne, a nie da się ukryć, że złość czy irytacja to silna emocja.

Analizując powyższe argumenty należy stwierdzić, że próba skolektywizowania się środowiska LGBT+ przyniosła wiele szkód. Stworzyła społeczność, która z zewnątrz wydaje się być zamknięta. Co gorsza, hasła rzucane przez niewielki odsetek, a przypięte do całej społeczności, jak na przykład dzielenie orientacji heteroseksualnej na straight i superstraight, a także mówienie o tej drugiej jak o czymś szkodliwym, nie zachęcają osób neutralnych czy nawet lekko sceptycznych do sprawdzenia na własnej skórze jak to wszystko naprawdę wygląda.

Kolejną ważną kwestią jest sytuacja osób transseksualnych. Ta grupa także jest mocno poszkodowana przez działania państwa. W jaki sposób?

Poprzez refundację leków.

Leki posiadają cenę rynkową tylko w warunkach konkurencji. Najprostszy przykład: dlaczego leki na ból głowy i na przeziębienie są tak tanie? Bo nikt do nich nie dopłaca, w przeciwieństwie do leków refundowanych.

Dopłaty do leków motywują do zawyżania ich cen, co odbija się negatywnie na osobach potrzebujących danych leków, a nie dostających na nie refundacji. Takich jak właśnie osoby transseksualne.

Dodatkowo warto wspomnieć, że wszyscy płacimy na refundację, co powoduje dwojaki efekt. Z jednej strony cena leku jest windowana przez dopłaty z zabranych nam przez instytucję państwa pieniędzy, a z drugiej strony nie mamy wystarczającej ilości pieniędzy, by móc lekką ręką zapłacić pełnej ceny leku właśnie dlatego, że zapłaciliśmy za nie komuś innemu.

Najbardziej uczciwym rozwiązaniem powyższego problemu jest pozostawienie pieniędzy w kieszeni obywateli i refundacji zaprzestanie dalszej refundacji leków, tak abyśmy to my sami mogli decydować o tym, na co wydamy zarobek zarobione przez nas pieniądze. A mając więcej środków w kieszeni nie będziemy mieli problemu z tym, by samodzielnie zapłacić za potrzebne przy tranzycji leki.

Po głębszej analizie działań i retoryki środowisk, które nie akceptują społeczności osób nieheteronormatywnych, dochodzimy do wniosku, że problem ma podobne podłoże jak ten opisany powyżej.

Jaka osoba staje nam przed oczami, kiedy myślimy o osobie przeciwnej środowisku LGBT+?

Czy jest to osoba, wykształcona, pracująca, z własną firmą, dbająca o dzieci, mająca pasję i zainteresowania?

Nie. Zazwyczaj jest to totalne przeciwieństwo takiej osoby.

Idąc dalej możemy dojść do wniosku, że przeciwnicy środowiska LGBT+ mają po prostu za dużo czasu na zajmowanie się życiem innych osób.

I tutaj dochodzimy do sedna sprawy. Możemy bowiem stwierdzić, że ci, którzy najczęściej są przeciwni środowisku LGBT+,  to osoby żyjące z licznych programów socjalnych takich jak zasiłki.

Rozwiązanie jest podobne jak w przypadku sytuacji opisanych powyżej. Nikt nie powinien żyć za czyjeś przymusowo mu odebrane pieniądze, a  tym bardziej ten, który nienawidzi osób, dzięki którym może funkcjonować.

Nie odchodząc od problemów wywołanych złodziejską działalnością państwa pochylmy się teraz nad osobami, które mają problem w domu z powodu ich orientacji seksualnej. Niestety nadal jest to zbyt duża grupa.

Najbardziej rekomendowanym rozwiązaniem w tej sytuacji jest wyprowadzka z domu. Tylko jak się wyprowadzić, skoro praca na pełny etat ledwo starcza na wynajęcie mieszkania w średniej wielkości mieście, opłaty i na jedzenie?

Ale czyją winą jest to, że ledwo starcza? Po raz kolejny państwa. Państwa, które na każdym kroku zabiera nam owoce naszej pracy. Państwa, które powoduje, że mieszkanie, jedzenie, rozrywka, transport i każda inna dziedzina życia staje się z każdym rokiem coraz droższa.

Na koniec pragnę tylko dodać, że libertarianizm nie jest panaceum i magicznym kluczem otwierającym wszystkie drzwi. Jest drogą pełną kompromisów i ustępstw, tworzeniem warunków, a nie gotowym rozwiązaniem wszystkich naszych problemów.

Najważniejszym ustępstwem jest zaakceptowanie faktu, że nigdy nie doprowadzimy do tego, że środowisko LGBT+, podobnie jak każda inna mniejszość, będzie akceptowane w każdym kręgu. Nie warto przekonywać tych, którzy przekonywać się nie dają, bo często idzie to kosztem osób, które są na tak lub są neutralne.

Należy też pamiętać, że  pewne procesy nie następują natychmiast. Każda zmiana potrzebuje czasu. To, co dzisiaj robimy da efekty dopiero za kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt lat. Jednakże to podejmowanie dobrych decyzji dzisiaj będzie rzutować na tą przyszłość. Bądźmy odpowiedzialni i wybierzmy mądrze, tak abyśmy my i przyszłe pokolenia kiedyś mogli sobie podziękować.

 Karolina Kurdziel

Komentarz

  1. Reply
    Ekspert_od_niczego says

    Przede wszystkim chciałbym podziękować autorce za ten wpis, gdyż łączy dwa bliskie mi tematy – to jest sprawę osób LGBT i libertarianizm. Ten pierwszy jest w Polsce całkowicie zdominowany przez lewicę (właściwie nie ma się co dziwić) i każda próba odebrania jej bezprawnego monopolu na traktowanie ludzi LGBT jak…no cóż, ludzi, niezmiernie mnie cieszy. Niemniej jednak, mam poważne zastrzeżenia co do jakości merytoryki w tym artykule. Zatem w pełni popieram ideę, która za nim stoi, ale muszę zwrócić uwagę na kilka błędów, ponieważ mogą one negatywnie nastawić do pewnych LGBT-kwestii osoby będące laikami w tej dziedzinie.

    Po pierwsze, muszę nie zgodzić się z twierdzeniem: “To państwo wygenerowało problemy, które trapią dzisiaj środowisko osób nieheteronormatywnych. To ono, mieszając się w życie obywateli, nie pozwala im bycie być po prostu sobą.”

    O ile zgadzam się z tezą, że państwo odpowiada za znaczącą część dzisiejszych ludzkich problemów i to niezależnie od orientacji, tak polityka światopoglądowa państwa jest po prostu odbiciem światopoglądu społeczeństwa. Państwo samo w sobie akurat w tej kwestii nie jest problemem (co widać po wskaźnikach tolerancji w nawet bardziej etatystycznej od Polski Szwecji czy Norwegii), a bardzo mocne uprzedzenie społeczne. Państwo jest tu problemem jedynie pośrednio, przez wzajemne wzmacnianie się sojuszem z KK, które z kolei te uprzedzenia wzmacnia.

    Zatem ten argument jest jak dla mnie po prostu nietrafiony.

    “Związek powinien być dobrowolny i tylko to powinno go ograniczać.” – tu tylko taka mała aluzja, że powinien być również świadomy.

    Kolejna sprawa: “więc i aktywiści, którzy w wątpliwy sposób działają na rzecz poprawy sytuacji środowisk nieheteronormatywnych czy nawet szkodzący im swoim zachowaniem, są najczęściej zachowywani w naszej pamięci.”

    Tutaj nie mam pewności, czy chodziło o jakichś konkretnych aktywistów, którzy faktycznie szkodzą (a takich jest naprawdę garstka) czy jest to wrzucanie wszystkich do jednego worka, co już jest zdecydowanie błędem. Wystarczy zapoznać się z działaniami aktywistów na Zachodzie czy USA, przed wprowadzeniem tam małżeństw jednopłciowych (zatem wprowadzeniem protezy prawnej, która jednak realną dyskryminację likwiduje). A jeżeli ktoś uważa, że w Polsce sytuacja diametralnie od tego odbiega, to polecam zapoznać się z badaniami na temat poparcia dla penalizacji homosekusalizmu, uznawanych za podstawowy postulat związków partnerskich, czy uznawania homoseksualności za normalność. W pierwszym przypadku – stabilny i znaczny spadek po 2001, w pozostałych – wzrost. Sytuacja nieco się zaburzyła po 2019, kiedy partia rządząca dla koryta rozpętała na osoby LGBT kłamliwą nagonkę, rozdmuchując do absurdu każde potknięcie, których wcale nie było więcej, niż w latach poprzednich.

    “Analizując powyższe argumenty należy stwierdzić, że próba skolektywizowania się środowiska LGBT+ przyniosła wiele szkód.” – tutaj akurat mamy już typowy efekt skupienia. Wyżej uargumentowałem dlaczego. Powstanie ruchu LGBT w krótkim czasie doprowadziło do sytuacji, w której osoby LGBT są traktowane najlepiej w historii, także w Polsce. Nie usłyszałem żadnego argumentu jakoby miałoby to przynieść szkody, chyba że jest nim subiektywne uczucie autorki, że aktywizm LGBT jest powszechnie odbierany jako coś złego z samego faktu tegoż aktywizmu, a nie przedstawienia jego fałszywego obrazu w mediach. Jak dowodzą przykłady USA, Europy czy spadku poparcia penalizacji homoseksualizmu w Polsce z 42% do 24% po zaistnieniu ruchu LGBT – tak nie jest.

    “Stworzyła społeczność, która z zewnątrz wydaje się być zamknięta.” – znów subiektywne odczucie autorki. Nie zgadzam się z nim, nie widzę też argumentów na obronę tej tezy.

    “Co gorsza, hasła rzucane przez niewielki odsetek, a przypięte do całej społeczności, jak na przykład dzielenie orientacji heteroseksualnej na straight i superstraight, a także mówienie o tej drugiej jak o czymś szkodliwym” – to był właśnie fragment, po którym zdecydowałem się na ten komentarz. Jest to bardzo widoczny błąd poznawczy, w dodatku myślę że raczej bolesne rzucenie całkowicie niesprawiedliwego oskarżenia w stronę społeczności LGBT. Ten podział nie został wymyślony przez nikogo że społeczności LGBT – to prawicowy mem, który powstał na radykalnie homofobicznych grupkach z portalu 4chan i służył do wyjątkowo chamskich ataków na osoby trans. To ten podział był wyśmiewany i słusznie atakowany za szkodliwość, podobnie jak uznawanie się przez osoby mocno homofobiczne za należących do orientacji “superstraight” i tym samym naśmiewanie się z istnienia orientacji seksualnych. Tymczasem autorka napisała, że sytuacja była odwrotna, nie wiem jakim sposobem.

    “Ta grupa także jest mocno poszkodowana przez działania państwa. W jaki sposób?
    Poprzez refundację leków” – tutaj akurat nie mam zastrzeżeń co do stylu, mam natomiast pewne uwagi co do treści. Oczywiście wysokie ceny leków do tranzycji, które w pewnym stopniu są windowane przez ich refundację (o tym potem) ja pewno nie ułatwiają życia osobom trans, jednak jest to raczej nieduże utrudnienie w większości przypadków.

    Znacznie poważniejszą kwestią jest sama procedura prawna tranzycji, która wymaga pozywania przed sądem własnych rodziców. I tutaj mamy świetny argument za libertariańskim podejściem – państwo W OGÓLE nie powinno interesować się czy rejestrować płci obywateli. Tym samym upokarzająca procedura prawnej tranzycji niskim kosztem przestałaby istnieć, państwo miałoby mniejszą kontrolę i wiedzę nad obywatelami, a wszelka dyskryminacja że względu na płeć – która w polskim prawie jest obecna, chociażby w kwestii emerytur – przestałaby istnieć. No i byłoby to właściwie uniemożliwienie jej ponownego wprowadzania.

    “Leki posiadają cenę rynkową tylko w warunkach konkurencji. Najprostszy przykład: dlaczego leki na ból głowy i na przeziębienie są tak tanie? Bo nikt do nich nie dopłaca, w przeciwieństwie do leków refundowanych.”

    Tu mam pewne zastrzeżenia co do argumentacji, bo z tezą się zasadniczo zgadzam.

    Leki na ból głowy czy przeziębienie są tanie dlatego, że ich substancja czynna (ibuprofen czy paracetamol) została zsyntezowana na tyle dawno, że dawno wygasły na nie wszelkie patenty, a także na sposoby ich syntezy – może zaistnieć zatem realna konkurencja, między podmiotami, które je produkują. Ponadto jako osoba z pewnym wykształceniem w kierunku chemicznym mogę dodać, że sposób ich syntezy jest znacznie łatwiejszy niż w przypadku np. testosteronu używanego w procesie tranzycji ftm, co oczywiście wiąże się ze znacząco niższą ceną ich pozyskania.

    Oczywiście to i tak jest argument za libertarianizmem – konkretnie zniesieniem prawa patentowego, o czym pisał już Rothbard z tego co pamiętam.

    Natomiast czy refundacja ma rzeczywiście jakiś istotny wpływ? Znam leki refundowane, które bez tej refundacji kosztują 3-4 złote, także nie powiem, że na pewno nie, ale jestem co do tego sceptyczny. Chętnie poznam dane na ten temat.

    “Jaka osoba staje nam przed oczami, kiedy myślimy o osobie przeciwnej środowisku LGBT+?” – Nasze stereotypy nie są dobrym odzwierciedleniem rzeczywistości. Ten stereotyp ma swoje podstawy, ale bardzo wiele osób mocno negatywnie nastawionych do LGBT, to osoby bardzo bogate – wspomnę tylko o pewnej organizacji, na temat której sąd wydał wyrok, że nie można mówić, że jest finansowana przez Kreml.

    Zatem stwierdzenie “ci, którzy najczęściej są przeciwni środowisku LGBT+, to osoby żyjące z licznych programów socjalnych takich jak zasiłki.”
    Jest jednak sporym uproszczeniem. Wystarczy porównać liczbę osób w Polsce żyjących z zasiłków i liczbę osób, które uważają, że homoseksualizm nie może być w żadnym wypadku nawet tolerowany. Tych drugich jest 26%.

    W rzeczywistości widać natomiast silną korelację homofobii z religijnością. Tu mamy kolejny argument dla libertarianizmu – państwo nie powinno propagować jakiejkolwiek postawy światopoglądowej wśród obywateli, co niestety obecnie ma miejsce.

    “Najbardziej rekomendowanym rozwiązaniem w tej sytuacji jest wyprowadzka z domu.”- no nie wiem. Myślę, że wiele osób wolałoby jednak zachować obecne relacje rodzinne, plus osoby poniżej 18 roku życia nie mają po prostu takiej możliwości. Bardziej bym wolał zmianę myślenia rodziców takiej osoby, przez np. odłączenie ich od finansowanej z grabieży propagandy. Oczywiście przez jej likwidację. Kwestie stricte gospodarcze mają tu jednak niewiele do rzeczy.

    Co do reszty artykułu się z nią w pełni zgadzam.

Skomentuj

*