Brak komentarzy

Kapitol okiem Justina Amasha

W maju ubiegłego roku pisaliśmy na temat amerykańskiego polityka i prawnika Justina Amasha, który po odejściu z macierzystego ugrupowania Republikanów został pierwszym i jak dotąd jedynym członkiem tamtejszej Partii Libertariańskiej zasiadającym w Kongresie. Od tego czasu kadencja Amasha jako reprezentanta Michigan zdążyła wygasnąć, a on sam postanowił nie ubiegać się o reelekcję. W wywiadzie, którego niespełna dwa tygodnie temu udzielił na antenie podkastu Michaela Malice’a, były już kongresmen szczegółowo opowiada o tym, co skłoniło go do wycofania się z mainstreamowej polityki.

Malowany przez niego obraz sceny politycznej w USA nie napawa optymizmem. Proces ustawodawczy przestał bowiem jego zdaniem mieć na celu rzeczywistą poprawę jakości i sprawiedliwości obowiązującego prawa, a zamiast tego stał się przedstawieniem mającym dawać wyborcom wrażenie, że są reprezentowani. Zamiast wypracowywać jak najlepsze rozwiązania poprzez debatę nad projektami ustaw i wprowadzanie do nich poprawek, członkowie Kongresu otrzymują gotowe teksty z zadaniem ich przegłosowania. Do pracy w komisjach powołuje się nie na podstawie rzeczywistych kompetencji w danym temacie, lecz lojalności wobec struktur partyjnych. Samym partiom natomiast bardziej niż na wprowadzaniu w życie spójnych wizji reform zależy na utrzymywaniu korzystnego obrazu w mediach.

Przytaczane przez Justina Amasha patologie współczesnego, amerykańskiego parlamentaryzmu mogą brzmieć znajomo także dla osób śledzących w ostatnich latach naszą rodzimą scenę polityczną. Z tego też względu, choć wywiad dotyczy sytuacji za Oceanem, zawarte w nim przemyślenia mogą okazać się istotne również dla polskiej debaty publicznej.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*