2

Jakub Wozinski – Socjalista czczony jako wolnorynkowiec

Milton Friedman jest uznawany za jednego z najważniejszych wolnorynkowców w historii, choć głoszone przez niego idee miały z prawdziwą wolnością niewiele wspólnego.

Pamiętam, że gdy jeszcze jako student dowiedziałem się o śmierci Friedmana (był rok 2006), miałem okazję przeczytać artykuł o nim w „Gazecie Wyborczej”. Noblista z 1976 r. był mi zawsze znany jako bohater środowisk konserwatywno-liberalnych, dlatego spodziewałem się typowo oszczerczej „klepsydry”, która dziennikarzom z Czerskiej przychodzi zawsze nader łatwo. Ku mojemu zdziwieniu przeczytałem jednak bardzo pochlebny tekst, pełen sympatii wobec ekonomisty, którego poglądy powinny teoretycznie stać w sprzeczności z ideałami Jacka Kuronia i jemu podobnych zwolenników komunizmu „z ludzką twarzą”. Gdy stopniowo coraz lepiej poznawałem sylwetkę Friedmana oraz jego faktyczny dorobek polityczny i naukowy, reakcja „Wyborczej” stawała się dla mnie coraz bardziej zrozumiała

Milton Friedman to idealny kandydat na bohatera dla osób, którym idee libertariańskie wydają się zbyt radykalne lub niepraktyczne. Uśmiechnięty ekonomista z wielkimi okularami na nosie stał się za sprawą serii telewizyjnej „Wolny wybór” oraz wielu innych wystąpień w telewizji postacią niemal popkulturową. Dla skrajnych lewicowców Friedman jest wręcz ucieleśnieniem „neoliberalizmu”, a jego książki znajdują się wciąż na listach bestsellerów. Definiując własne poglądy na gospodarkę jako zbliżone do tych, jakie prezentował Milton Friedman możemy więc liczyć, że spora liczba osób będzie wiedziała co mamy na myśli.

Podstawowy problem z Miltonem Friedmanem polega na tym, że jego medialny wizerunek oraz jego faktyczne poglądy i dokonania to zupełnie dwa różne światy. Autor Wolnego wyboru przez niemal połowę swojego życia był skrajnym socjalistą, biorącym aktywny i entuzjastyczny udział w faszystowskim Nowym Ładzie, stworzył teorię uzasadniającą kreację pieniądza według nowych zasad, większość dorosłego życia przepracował jako państwowy urzędnik, zaś jego rzekomy wolnorynkowy radykalizm był zastanawiająco wybiórczy.

Friedman urzędnik

Friedman urodził się w środowisku zeświecczonych nowojorskich Żydów pochodzących z Węgier. Lewicowość miał więc wpisaną niejako w DNA. Nowojorskim Żydem był wprawdzie także Murray Rothbard, lecz ten, w przeciwieństwie do Friedmana, całkowicie sprzeniewierzył się swojej narodowej tradycji i poglądom sympatyzując ze Starą Prawicą. Friedman zaś na zawsze pozostał wierny lewicowo-liberalnym kanonowi przekonań oraz obracał się wśród naukowców i polityków głoszących właśnie te przekonania.

Studia rozpoczął na mniej znanym Rutgers University, lecz dokończył już na Uniwersytecie w Chicago, którego fundatorem był sam John D. Rockefeller. Chicagowska uczelnia oraz całe środowisko tamtejszych ekonomistów i teoretyków społecznych cieszy się wciąż niezasłużoną opinią bastionu wolnorynkowych idei, tymczasem od czasu jej założenia w 1890 r. przyciągała ona przede wszystkim uczonych posłusznych finansowo-politycznemu establishmentowi, zaś mityczny „wolnorynkowy radykalizm” chicagowskich ekonomistów sprowadzał się w istocie do wspierania egalitarystycznych rozwiązań podatkowych oraz utrzymywania stabilnych cen.

Friedman, gdy tylko pojawił się w Chicago, przyswoił sobie podstawowe założenia nauczających tam ekonomistów i był im wierny praktycznie aż do końca życia. Gdy w 1933 r. uzyskał tytuł magistra ekonomii, postanowił kontynuować naukę i podjął studia doktoranckie na Uniwersytecie Columbia. Warto zwrócić uwagę, że Friedman zdecydował się na pensję państwowego naukowca w okresie najostrzejszego kryzysu. Choć w późniejszych latach ostro krytykował innych jako socjalistów, sam przez wiele lat żył na garnuszku państwa.

Friedman kontynuował później swój doktorat w Chicago, lecz w 1935 r. dały o sobie znać jego skrajnie lewicowe poglądy.  Wyjechał do Waszyngtonu, aby w ramach „czynu społecznego” zatrudnić się w administracji Nowego Ładu. Niezaznajomionym w temacie przypomnijmy, że zapoczątkowany w 1933 roku przez prezydenta Franklina D. Roosevelta Nowy Ład stanowił wielki, socjalistyczny pakiet ustaw i regulacji, które stanowiły odpowiednik tego, co faszyści, naziści i komuniści wprowadzali po drugiej stronie kontynentu. „Wolnorynkowiec” Friedman był tak zafascynowany gospodarczą rewolucją październikową Roosevelta, że postanowił znaleźć się w samym centrum wydarzeń.

Najpierw pracował w państwowej Komisji Zasobów Krajowych, a swojej żonie, Rose, załatwił posadę w Federalnej Korporacji Ubezpieczeń Depozytów. Później przeniósł się do Nowego Jorku, lecz również pracował dla nowoładowego Krajowego Biura Badań Ekonomicznych. Za jego wielki entuzjazm dla faszystowskiego Nowego Ładu krytykowali go wówczas nawet członkowie rodziny (a dokładniej szwagier). W uznaniu za zasługi został później mianowany jednym z doradców sekretarza skarbu Henry’ego Morgenthaua i wsławił się wówczas wprowadzeniem w życie jednego z najbardziej nonsensownych przepisów podatkowych, z którym mamy do czynienia aż po dziś dzień, a mianowicie zaliczką na poczet podatku dochodowego.

W 1942 r. w czasie posiedzenia senackiej Komisji Budżetowej Friedman zalecał zwiększenie podatku dochodowego, do czego namawiał zresztą od lat 30-tych. Pod koniec wojny pracował także w kolejnej rządowej agendzie, Grupie Badań Statystycznych, dzięki której miał wątpliwą przyjemność uczestniczenia w Projekcie Manhattan.

Korekta życiowego kursu

Wielka zmiana w retoryce głoszonej przez Miltona Friedmana nastąpiła w pierwszych miesiącach po zakończeniu II wojny światowej. Metamorfoza późniejszego noblisty nie była jednym czymś odosobnionym: gdy Stany Zjednoczone zerwały wielki sojusz ze Stalinem i sowiecką Rosją, najbardziej zagorzali komuniści i socjaliści z lat 30. i początku lat 40. nagle stali się zaciętymi antykomunistami. Świeżo przyswojony „antykomunizm” był w przypadku Friedmana niezwykle wybiórczy, gdyż zaprowadzone w czasie Nowego Ładu instytucje i przepisy wciąż obowiązywały i krępowały amerykańską gospodarkę. Jednakże pragnąc stawić opór nowemu wrogowi numer jeden usłużni, nadworni intelektualiści w rodzaju Friedmana zmodyfikowali nieco swoją retorykę, przystrajając się w wolnorynkowe szaty.

Friedman od początku znalazł się w awangardzie nowej retoryki i już w 1946 r. napisał dla wolnorynkowej Fundacji for Economic Education (FEE) tekst krytykujący regulację wysokości czynszów w Nowym Jorku. Na przełomie lat 40. i 50. sondował polityczne zmiany w Waszyngtonie i Nowym Jorku postulując nawet 100-procentowe pokrycie pieniądza w złocie oraz regresywny podatek dochodowy, lecz wobec braku zainteresowania jego teoriami powrócił do socjalistycznych tradycji chicagowskiej szkoły.

Jeszcze w 1950 r. Friedman zjawił się w Europie Zachodniej, gdzie zaproszono go, aby doradzał przy Planie Schumanna, który był jednym z filarów montowanej przez USA przyszłego Unii Europejskiej. Co ciekawe, zasady Planu były zbyt socjalistyczne nawet dla Friedmana, który nie krył swojego sceptycyzmu (Nawiasem mówiąc, epizod ten jest niezwykle wymowny w kontekście wypowiadanych niekiedy opinii, że Unia Europejska powinna powrócić do swoich wolnorynkowych korzeni).

W latach 50. Friedman ponownie skupił się na pracy naukowej i przygotowywał zręby swojej teorii, która miała mu zyskać poklask i sławę aż do końca życia. W 1944 r. na konferencji w Bretton Woods stworzono nowy porządek walutowy świata z dolarem jako jedyną walutą wymienialną na złoto. Amerykańskie władze drukowały jednak swoją walutę bez umiaru, dlatego już w latach 60-tych stało się jasne, że mechanizm ten wcześniej czy później upadnie. Milton Friedman przystąpił więc do wielkiej ofensywy, w ramach której keynesistowski paradygmat ekonomiczny miał zostać docelowo zastąpiony chicagowskim monetaryzmem w jego własnej wersji.

Po wojnie cały świat pilnie potrzebował (i nadal potrzebuje) błyskawicznego powrotu do standardu złota, gdyż tylko on mógł powstrzymać etatystyczne ekscesy poszczególnych rządów. Friedman był jednak wrogiem standardu złota i postulował, aby zamiast powrotu do normalności wprowadzić jeszcze większą fikcję papierowych walut, których podaż miała być zgodnie z jego zaleceniami zwiększania zgodnie z tempem wzrostu całej gospodarki. Należy to podkreślić z całą mocą, że Milton Friedman i jego teorie przyczyniły się po upadku systemu z Bretton Woods w 1971 r. do jeszcze większego odejścia od zasad wolnorynkowych.

Milton Friedman całe życie marzył o posadzie szefa amerykańskiego banku centralnego, a nie o jego likwidacji, gdyż był wielkim entuzjastą tej instytucji. Jego wielka kariera zaczęła się w momencie, gdy został jednym z doradców ekonomicznych Richarda Nixona. W 1969 r. Friedman namawiał go nawet na wprowadzenie absurdalnie socjalistycznego dochodu gwarantowanego, który ekonomista z Chicago sformułował pod postacią tzw. ujemnego podatku dochodowego, lecz na szczęście Nixon nie wprowadził tego pomysłu nigdy w życie. Gdyby Friedman dziś żył, byłby zapewne niezwykle szczęśliwy, obserwując, jak jego idee wciela się w życie m.in. w Finlandii.

W tym czasie Friedman pomógł też w utworzeniu w Chicago pierwszego rynku walutowych kontraktów terminowych. Ten ogromny, fikcyjny „rynek” nie powstałby nigdy, gdyby nie ekonomiści w rodzaju Friedmana, który zamiast wywierać presję na powrót do standardu złota, promowali nieustannie wielką fikcję papierowego pieniądza. Chicagowska giełda bez wątpienia ułatwiła życie w nowej walutowej rzeczywistości, ale jakże łatwe byłoby życie, gdyby zamiast papierowych świstków pieniądzem stało się na powrót złoto!

Filary mitu Friedmana

Fałszywa legenda Miltona Friedmana-wolnorynkowca w Polsce wzięła się przede wszystkim stąd, iż dla lewicowych salonów amerykański ekonomista żydowskiego pochodzenia popełnił niewybaczalny grzech, współpracując z reżimem Pinocheta. Wydarzenie to zaciążyło na opinii o nim na tyle, że do dziś ten skrajny socjalista i lewicowiec jest uważany przez lewicowców jako sympatyk skrajnie prawicowego chilijskiego dyktatora, zaś wielu prawicowców mylnie upatruje w nim swojego sprzymierzeńca, który wbrew lewicowym salonom wprowadzał wolnorynkowe reformy w Chile.

Prawda o Friedmanie i Pinochecie jest natomiast taka, iż Chile od lat było nieformalną kolonią USA, a dokładniej interesów Guggenheimów i Rockefellerów, kontrolujących miejscowe kopanie miedzi i srebra. Od ok. 1957 r. na „Uniwersytet Rockefellera” w Chicago wysyłano studentów, którzy w zamian mieli później pilnować amerykańskich interesów. Gdy całemu przedsięwzięciu zagroził skrajny socjalista Allende, Amerykanie pomogli dokonać przewrotu i przejąć władzę gen. Pinochetowi, który był oczywiście zatroskany o los swojej ojczyzny, lecz jednocześnie nie dostrzegał do końca tego, jak bardzo dał się wykorzystać Amerykanom. Friedman był zaś wiernym ekspertem establishmentu, dlatego on i jego „chłopcy z Chicago” doradzali nowym władzom niejako z urzędu. Jako funkcjonariusz określonych interesów służył im, choć sam wielokrotnie odżegnywał się później od jakiejkolwiek sympatii wobec Pinocheta.

Drugim składnikiem mitu Miltona Friedmana jako wolnorynkowca jest jego współpraca z Ronaldem Reaganem. Łączyła ich szczególna chemia, a wobec faktu, iż to właśnie Reagan odegrał kluczową rolę przy rozpadzie Związku Sowieckiego, wielu Polaków na zasadzie skojarzeń chciałoby widzieć we Friedmanie wroga socjalizmu. Jak już jednak wyjaśniałem niegdyś na tych łamach, Reagan był wolnorynkowcem przede wszystkim na poziomie medialnego PR-u, a obniżki niektórych podatków były przyćmione chociażby przez masowy dodruk pustego pieniądza. Reagan faktycznie promował idee wolnorynkowe, lecz niewiele z nich wprowadzał w życie, a jego rządy stały pod znakiem dominacji elit z Wall Street.

Mam świadomość, że dla osób, które czytały Wolny wybór czy też Tyranię status quo, zaprezentowana tu ocena Miltona Friedmana może się wydać zaskakująca. W swoich wypowiedziach, także tych telewizyjnych, Milton Friedman dawał się zawsze poznać jako obrońca zasad wolnego rynku. Wielu z nas znana jest także historia z 1990 r. gdy przybył do Polski i negatywnie ocenił popiwek oraz skrytykował socjalistyczne reformy Balcerowicza (środowisko „Wyborczej” musiało się wówczas poczuć bardzo dotknięte, gdyż było przekonane, iż Friedman był jego sprzymierzeńcem). Jak zatem pogodzić ze sobą wolnorynkową retorykę Friedmana z jego socjalistycznym rodowodem i przekonaniami?

Murray Rothbard w tekście Prawdziwy Milton Friedman (którego lekturę szczególnie polecam) nazwał Friedmana „Nadwornym Libertarianinem Establishmentu” i uchwycił tym samym istotę problemu. Friedman był w swoich przekonaniach skrajnym socjalistą, egalitarystą i wrogiem prawdziwej wolności, jednym z filarów której pozostaje niezmiennie pieniądz oparty na złocie. Jednocześnie był także oportunistą, który już jako 23-latek pchał się do władzy i polityki. Wielki zwrot na rzecz wybiórczo stosowanej retoryki wolnorynkowej nastąpił u niego dopiero w momencie, gdy amerykański establishement dokonał wielkiej zmiany w polityce i wszedł w konfrontację ze Związkiem Sowieckim. Od tego czasu Friedman stał się krytykiem socjalizmu, choć sam był jedną z osób najbardziej odpowiedzialnych za odejście od jakiejkolwiek wymienialności walut na złoto oraz współtwórcą wielu najbardziej szkodliwych instytucji z okresu Nowego Ładu (o których zniesienie nigdy nie walczył).

Dla polityczno-finansowego establishmentu Friedman był najbardziej bezpiecznym wolnorynkowcem. Lepiej mieć przecież swojego własnego wolnorynkowca, dać mu Nobla, tytuły i zaszczyty, niż pozwolić, żeby ludzie zainteresowali się Misesem lub Rothbardem…

Jakub Wozinski, “Najwyższy CZAS!”  2017, nr 3 (1391), s. XLVI-XLVIII

2 komentarze

  1. Reply
    Stanley says

    Wozinski, doszukując się źródeł poglądów w żydowskim pochodzeniu, doskonale wpisuje się w naiwny nurt socjologii wiedzy, stworzony przez Karla Mannheima, węgierskiego marksistę żydowskiego (!) pochodzenia.

  2. Reply
    rrr says

    “(Nawiasem mówiąc, epizod ten jest niezwykle wymowny w kontekście wypowiadanych niekiedy opinii, że Unia Europejska powinna powrócić do swoich wolnorynkowych korzeni).”

    Czego oczekiwać po organizacji, której ojcem założycielem jest A. Spinelli? Przynajmniej koncept strefy wolnego handlu jest OK, ale to nie wymaga członkowstwa w UE.

Skomentuj

*