Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – Żyjemy w najlepszej z dotychczasowych epok

Libertarianizm ucieleśnia najbardziej prozaiczny i oczywisty zdrowy rozsądek, zgodny z naszymi najbardziej codziennymi wyobrażeniami na temat zasad przyzwoitości w kontaktach międzyludzkich, znanych większości z nas już od najwcześniejszych lat: trzymaj ręce przy sobie, nie bij innych, nie łap się za cudze, żyj i daj żyć innym. Albo, bardziej technicznie: każdy jest wyłącznym właścicielem swojego ciała i umysłu, jak również owoców ich pracy, i w związku z tym bezwarunkowo niemoralna jest inicjacja agresji naruszająca nietykalność cielesną lub własność drugiego.

Mimo to jednak, poznając historię rodzaju ludzkiego, przekonujemy się, że na przestrzeni tysiącleci zaledwie garstka osób była gotowa doprowadzić te zdroworozsądkowe intuicje moralne do ich logicznego zwieńczenia i odważnie głosić wypływające z tego wnioski, podczas gdy miliardy innych akceptowały mniej lub bardziej bezrefleksyjnie cały szereg zasadniczych odstępstw od owych intuicji, takich jak m.in. niewolnictwo, system kastowy, usankcjonowana prawnie dyskryminacja rasowa i płciowa, despotyzm, feudalizm, absolutyzm, czy najogólniej rzecz biorąc etatyzm, nieraz przyjmujący najbardziej krwiożercze formy, jakie tylko można sobie wyobrazić. Przerażająco potężny wydaje się w świetle tej obserwacji wpływ syndromu sztokholmskiego, libido dominandi, przesądów, uprzedzeń, koniunkturalizmu czy wreszcie zwykłego strachu przed represjami ze strony tej czy innej samozwańczej „władzy”.

Mając wgląd w tak stosunkowo długą już perspektywę historyczną, tym bardziej powinniśmy docenić, w jak niezwykle bezprecedensowych i fortunnych czasach przyszło nam żyć – choć etatyzm wciąż ma się dobrze, przyjmując coraz bardziej subtelne (mniej wulgarnie krwiożercze) formy, to – przynajmniej w pewnej części świata – za jego najbardziej nawet zdecydowane krytykowanie, ośmieszanie czy punktowanie jego logicznych absurdów, archaiczności i immanentnej niemoralności nie grożą już żadne represje. Co więcej – w świecie rewolucji informacyjnej żadne tego rodzaju globalnie skuteczne represje nie są już możliwe. To z kolei sprawia, że filozofia libertariańska – konsekwentne i bezwyjątkowe trzymanie się najbardziej prozaicznego i oczywistego zdrowego rozsądku, zgodnego z naszymi najbardziej codziennymi wyobrażeniami na temat zasad przyzwoitości w kontaktach międzyludzkich – po raz pierwszy w historii przybiera na popularności w sposób wykładniczy.

Wystarczy porównać sytuację libertarianina dziś, a sytuację abolicjonisty w Egipcie faraonów czy klasycznego liberała w epoce absolutyzmu, żeby odzyskać cały optymizm, jaki jest potrzebny zwolennikom wolności do cierpliwego, bezustannego uświadamiania innym, że nie potrzebują oni czyjegokolwiek pozwolenia na bycie wolnymi, ani też nie potrzebują jakiegokolwiek pana, indywidualnego ani zbiorowego, dziedzicznego ani elekcyjnego, globalnego ani lokalnego, do osiągania swoich wielkich i małych, indywidualnych i zbiorowych celów. Ten, kto uważa dziś, że niemożliwe jest powstanie społeczeństwa dobrowolnego, jest tym samym, który uważał wczoraj, że koniecznym jest istnienie społeczeństwa opartego na despotycznych represjach, a biorąc pod uwagę dzisiejsze – wciąż wykładniczo się rozwijające – możliwości komunikowania rzetelnej wiedzy, oddolnego organizowania pokojowych działań zbiorowych i korzystania z szeroko rozumianej społecznej przedsiębiorczości – to, co jest „niemożliwe” dziś, jak nigdy wcześniej może się okazać możliwym już jutro.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*