Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – Wolność, współczesność, dobrobyt i szczęście

Jednym z najbardziej rażących przejawów intelektualnego infantylizmu znacznej części zarówno tzw. lewicowców, jak i tzw. konserwatystów, jest promowane przez nich często przekonanie, że mimo iż we współczesnym świecie, stanowiącym w znacznej mierze spuściznę rewolucji przemysłowej i klasycznego liberalizmu, ludzie są o wiele bogatsi, zdrowsi i bardziej swobodni niż kiedykolwiek wcześniej, są oni jednocześnie „bezprecedensowo nieszczęśliwi” z uwagi na „pogrążenie w płytkim konsumpcjonizmie”, „wyalienowanie od wartości wspólnotowych”, „oderwanie od wyższych celów”, itp.

Tego rodzaju utyskiwanie można w zasadzie uciąć jednym argumentem: jako że jednym z fundamentów spuścizny klasycznego liberalizmu jest możliwość swobodnego wyboru formy swojego życia i jego otoczenia, osoby nie lubiące zbudowanej na tym fundamencie cywilizacji mogą się zawsze od niej odciąć, udając się do różnego rodzaju samowystarczalnych enklaw bądź miejsc odosobnienia, począwszy od kolonii Amiszów i klasztorów klauzurowych, a skończywszy na pustelniach w środku lasu, gdzie będą mogły do woli kultywować „wartości wspólnotowe” i medytować nad „wyższymi celami”, nie konsumując żadnych owoców globalnej gospodarki rynkowej.

Warto jednak zastanowić się w tym kontekście nad procesami psychologicznymi, które motywują tego rodzaju powierzchownie pesymistyczne sentymenty. Myślę, że można tu wyróżnić kilka niezależnych, choć uzupełniających się elementów:

1. Tak sofistycznie rozbudowane biadolenie nad własnym losem jest dobrem luksusowym, na jakie mogą sobie pozwolić wyłącznie osoby zdrowe, syte i przynajmniej relatywnie wolne i zamożne. Ci, którzy nie mieli do dyspozycji tego rodzaju wygód – a więc zdecydowana większość naszych przodków – nie mieli zwyczajnie czasu na uprawianie tego rodzaju intelektualnej i emocjonalnej gimnastyki, gdyż ich codzienne życie było na ogół bezustanną walką o doraźne przetrwanie, a ci, którzy nie potrafili jej podjąć i w niej trwać, zwyczajnie nie przeżywali.

2. Świat przedwspółczesny był na ogół światem niemalże zerowej mobilności społecznej, spętanym przemocowym systemem kastowym, jak i światem bardzo niewielkiej dostępności informacyjnej. W związku z tym zdecydowana większość jego mieszkańców albo nie wiedziała o sukcesach innych, albo – jeśli nawet się o nich dowiedziała – traktowała je jako naturalny przejaw odziedziczonego statusu kastowego danej osoby, a więc coś, w czym nie ma cienia zasługi; podobnie też traktowała swoje własne porażki. Tego rodzaju stan rzeczy ograniczał wpływ i skalę zazdrości – jak pisali Schoeck w Zazdrości i Mises w Mentalności Antykapitalistycznej, przegrany zawsze będzie próbował jakoś racjonalizować swoją klęskę, zwłaszcza w świetle sukcesów innych. Miło więc będzie wspominał czas, kiedy żadna tego rodzaju racjonalizacja nie była potrzebna. Świat współczesny – świat znacznej mobilności społecznej i powszechnej dostępności informacyjnej – cały czas domaga się natomiast tego rodzaju racjonalizacji od przegranych zazdrośników, stąd wylewane przez nich regularnie, skierowane przeciwko niemu fale pseudointelektualnej zgorzkniałości.

3. Dopiero będąc zdrowym, sytym i przynajmniej relatywnie wolnym i zamożnym, można się przekonać, że tego rodzaju stan rzeczy stanowi warunek konieczny, ale nie wystarczający bycia szczęśliwym. Innymi słowy, okazuje się wówczas, że być szczęśliwym jest znacznie trudniej, niż mogło się wcześniej wydawać – że bycie szczęśliwym wymaga nie tylko określonych warunków zewnętrznych, ale też ich odpowiedniego wykorzystania, które z kolei wymaga wytężonej, długotrwałej pracy nad intelektualnymi, moralnymi i estetycznymi przymiotami swojego charakteru. Niewielu jest skłonnych wykonać tego rodzaju pracę – znacznie łatwiej jest uciec przed nią w wyimaginowany raj utracony, gdzie możliwość jej wykonania w ogóle nie istniała, a więc gdzie nie można się było winić za nieskorzystanie z niej.

Podsumowując, świat współczesny – świat bezprecedensowego zdrowia, zamożności, wygody i liczby opcji do wyboru – nie tyle czyni ludzi nieszczęśliwymi, bo to byłoby stwierdzenie groteskowe w swojej nielogiczności, ile obnaża naiwność przyjmowanej przez większość z nich koncepcji szczęścia, co jest o tyle dobre, że warunkiem wejścia w dojrzałość jest zdanie sobie sprawy z własnej niedojrzałości.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*