Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – Spekulant: filar rynkowej stabilności i skuteczności

Spekulant, postać najwyraźniej po dziś dzień tajemnicza i słabo rozumiana, pełni w gospodarce wolnorynkowej cały szereg pożytecznych, a wręcz kluczowych funkcji.

1. Po pierwsze, spekulanci, wykazując permanentną gotowość do znalezienia się po drugiej stronie dowolnej transakcji finansowej, pełnią na rynku zasadniczą funkcję płynnościową. Innymi słowy, są oni zawsze gotowi na przejęcie tych aktywów, których chcą się z dowolnych powodów pozbyć ich obecni właściciele. Tym samym spekulanci przyczyniają się w istotny sposób do redukcji kosztów transakcyjnych, przyspieszając na bieżąco harmonizację podaży i popytu oraz stabilizując ceny poszczególnych instrumentów finansowych.

2. Po drugie, spekulanci stanowią grupę uczestników rynku wyspecjalizowaną w braniu na swoje barki tej niepewności, którą inni pragną ze swoich barków zrzucić. Innymi słowy, w warunkach wzmożonej niepewności – a więc wzmożonej nieprzewidywalności przyszłej konfiguracji danych rynkowych – obecność spekulantów umożliwia bieżącym właścicielom rozmaitych aktywów zbywanie ich bez narażania się na potencjalne straty spowodowane oczekiwaną przyszłą wahliwością kursową.

3. Z powyższego punktu jednoznacznie wynika, iż spekulanci specjalizują się również w aktywnym przewidywaniu niepewnej przyszłości i w podejmowaniu stosownych kroków zaradczych. Najwcześniejszym spekulantem znanym z kart historii był starotestamentowy Józef, który dzięki swojemu szczególnemu profetycznemu darowi postanowił magazynować zboże wtedy, kiedy wszyscy inni lekkomyślnie je przejadali. Dzięki temu był on w stanie dostarczyć innym kluczowego dobra w warunkach jego wyjątkowej rzadkości – to zaś, że czerpał dzięki temu spektakularne zyski, było świadectwem nie „chciwości”, ale racjonowania zasobu o niewielkiej podaży w sytuacji wzmożonego na nie popytu.

Podsumowując, spekulanci są w zasadniczy sposób odpowiedzialni za stabilność, przewidywalność i transakcyjną efektywność rynków finansowych. Tam natomiast, gdzie owe rynki w ogóle nie istnieją – np. w gospodarce socjalistycznej – tam spekulanci ryzykują nie tylko osobistym majątkiem, ale również własnym życiem, tworząc stosowne czarne rynki, stanowiące wyspy ekonomicznej racjonalności w oceanie immanentnego i permanentnego socjalistycznego marnotrawstwa.

I już na sam koniec: spekulanci nie tworzą oczywiście żadnych fizycznie wartościowych dóbr. Tworzą oni za to fundamentalne dobra natury abstrakcyjnej – dobra transakcyjne, organizacyjne i instytucjonalne – których docenienie wymaga odrzucenia ekonomicznie prymitywnej, marksoidalnej laborystycznej teorii wartości i przyjęcia ekonomicznie dojrzałej teorii marginalistyczno-subiektywistycznej. Tym bardziej kuriozalna jest zatem sytuacja, w której na temat rzekomej szkodliwości spekulacji wypowiadają się samozwańczy wrogowie marksizmu. Tymczasem deklaratywny antymarksizm nie jest w stanie nikogo ocalić przed ekonomiczną ignorancją – jest to w stanie uczynić wyłącznie dogłębna lektura poważnych ekonomicznych myślicieli, od Richarda Cantillona, Jeana Baptiste’a Saya i Frédérica Bastiata po Ludwiga von Misesa, Friedricha Augusta von Hayeka i Murraya N. Rothbarda.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*