Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – Polilogizm, neomarksizm i „postmodernizm”

Choć należę do osób sceptycznych wobec opinii, jakoby jungowski psycholog Jordan B. Peterson stanowił wielkie intelektualne objawienie, w jego publicznej działalności doceniam zwłaszcza konsekwentne podkreślanie faktu, że tzw. postmodernizm nie jest żadną powściągliwie agnostyczną odpowiedzią na XX-wieczne totalitaryzmy z ich rzekomym monopolem na prawdę, ale ideologiczną przykrywką dla neomarksizmu. Innymi słowy, tak jak klasyczny marksizm służył realizacji zasady „dziel i rządź” poprzez wzniecanie zbiorowych nienawiści wynikających z domniemanych „konfliktów klasowych”, tak neomarksizm realizuje tę samą zasadę w dokładnie ten sam sposób, z tą jedynie różnicą, że „konflikty klasowe” zastępuje „konfliktami tożsamościowymi”, gdzie „postmodernistyczny” pensjonarski nihilizm stanowi pretekst do wymyślania nieskończonej liczby choćby najbardziej absurdalnych tożsamości, fakt posiadania których ma dawać każdemu prawo do czucia się ofiarą „systemowej dyskryminacji”, skonfliktowaną z reprezentantami „tożsamości społecznie dominujących”.

Powyższy zasadniczy związek między neomarksizmem a „postmodernizmem” nie powinien zaskakiwać żadnego uważnego czytelnika dzieł Ludwiga von Misesa, który konsekwentnie podkreślał, że fundamentem marksizmu jest immanentnie nihilistyczna koncepcja polilogizmu – tzn. koncepcja, jakoby różne grupy osób posługiwały się różnymi, wzajemnie sprzecznymi rodzajami logiki, co z definicji musi czynić konflikt fundamentem wszelkich relacji międzygrupowych. Mises zaznacza przy tym, że nie należy myśleć o marksistowskim polilogizmie jako o pojęciu nacechowanym wyłącznie ekonomicznie – każdy pretekst do wzniecania wzajemnie skonfliktowanych zbiorowych nienawiści jest politycznie pożądany, jeśli tylko może posłużyć kontrolowaniu społeczeństwa zgodnie z zasadą „dziel i rządź”. Neomarksizm jest jednak w tym sensie bardziej ekspansywny od marksizmu klasycznego, że o ile ten drugi twierdzi, iż linie konfliktów klasowych są ustalone obiektywnie (a kto owe ustalenia kwestionuje, ten jest „wrogiem klasowym” albo ofiarą „fałszywej świadomości”), o tyle ten pierwszy twierdzi, że mogą one przebiegać wszędzie, a każda świadomość (i każda związana z nią tożsamość) skłonna, by je mnożyć, jest ideologicznie słuszna.

Podsumowując, o ile ekonomia w duchu Misesa okazała się kluczowa dla zdyskredytowania klasycznego marksizmu i złamania jego władzy, o tyle obnażenie i pokonanie jego kulturowo-tożsamościowej wersji może wymagać intensywnego rozwoju i upowszechniania szerzej rozumianej wiedzy prakseologicznej – tzn. wiedzy podkreślającej fakt, że istnieje obiektywna logiczna struktura ludzkiego działania, która tyczy się nie tylko jego ekonomicznych aspektów, ale też szerzej rozumianej sfery kultury i tożsamości. Innymi słowy, tak jak istnieją pewne immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania gospodarki (do których należy wizja oparta na marksistowsko rozumianych „konfliktach klasowych”), tak istnieją również immanentnie nielogiczne wizje funkcjonowania relacji obyczajowych (do których należy wizja oparta na neomarksistowsko rozumianych „konfliktach tożsamościowych”) – jeśli ktoś np. w czysto subiektywny sposób definiuje swoją tożsamość, to w żaden logicznie uzasadniony sposób nie może on twierdzić, że jej lekceważenie przez innych stanowi obiektywny przejaw „dyskryminacji” czy „opresji”, itd. Prakseologia ma więc znów do odegrania niezwykle doniosłą rolę, a od tego, czy odegra ją z sukcesem, może zależeć to, czy uda się ostatecznie zahamować proces ideologicznej dewastacji społeczeństwa.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*