Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – O intelektualnie obraźliwej „logice” etatyzmu

Tam, gdzie wolny rynek jest na wczesnym etapie rozwoju i w związku z tym wytwarza stosunkowo niewiele dóbr i usług, tam etatyści gardłują, że należy zastąpić niewydolną „anarchię produkcji” biurokratycznym, „uporządkowanym” centralnym sterowaniem lub protekcjonizmem umożliwiającym rzekome „wyrównanie szans” między lokalną a globalną gospodarką.

Tam, gdzie wolny rynek jest na zaawansowanym etapie rozwoju i w związku z tym wytwarza mnóstwo dóbr i usług, tam etatyści gardłują o potrzebie wprowadzenia „regulacji” ograniczających rzekomą dewastację środowiska i zniechęcających społeczeństwo do nadmiernego „konsumpcjonizmu”.

Tam, gdzie wolny rynek jest na wczesnym etapie rozwoju i w związku z tym nie wytwarza zbyt wielu innowacji technologicznych, tam etatyści gardłują o potrzebie zwiększenia „wydatków publicznych” na badania i rozwój.

Tam, gdzie wolny rynek jest na zaawansowanym etapie rozwoju i w związku z tym wytwarza mnóstwo innowacji technologicznych, tam etatyści gardłują o potrzebie wprowadzenia „bezwarunkowego dochodu gwarantowanego” celem „zapewnienia godnego życia” wszystkim rzekomo pozbawionym pracy wskutek automatyzacji.

Tam, gdzie, z uwagi na ich wysokie koszty produkcji lub unikatowe, wysoce pożądane cechy, przedsiębiorcy sprzedają pewne dobra po wysokich cenach, tam etatyści gardłują o potrzebie siłowego złamania „zmowy monopolistów”.

Tam, gdzie, z uwagi na ich niskie koszty produkcji lub stosunkowo niewielką przydatność, przedsiębiorcy sprzedają pewne dobra po niskich cenach, tam etatyści gardłują o potrzebie politycznej walki z „dumpingiem cenowym”.

Tam, gdzie przedsiębiorcy zachowują dla siebie całość wypracowanych przez siebie zysków i w związku z tym chętnie angażują się w działalność charytatywną, tam etatyści gardłują o potrzebie zastąpienia „doraźnej jałmużny” „systemowymi rozwiązaniami państwa opiekuńczego”.

Tam, gdzie przedsiębiorcy zachowują dla siebie niewielką część wypracowanych przez siebie zysków i w związku z tym niechętnie angażują się w działalność charytatywną, tam etatyści gardłują przeciwko „korporacyjnej chciwości” i za wprowadzeniem „podatku od bogactwa”.

Innymi słowy, jedynym celem etatysty jest zawsze i wszędzie chęć zniewolenia i zdemoralizowania wolnych, produktywnych jednostek i leczenie swojego poczucia niższości poprzez zaspokajanie żądzy władzy – wszystkie inne, podawane do publicznej wiadomości uzasadnienia są tu wyłącznie mniej lub bardziej intelektualnie obraźliwymi, propagandowymi wymówkami. Jest to kolejny dowód na to, że autentycznie dobre zamiary można realizować jedynie na bazie działań dobrowolnych, a ich skuteczność można obiektywnie oceniać wyłącznie w warunkach nieskrępowanej konkurencji.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*