Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – „Marksizm kulturowy” jako odrobienie lekcji z rzetelnej ekonomii instytucjonalnej

Wobec pojęcia „marksizmu kulturowego” zachowuję pewien dystans, gdyż zbyt często staje się ono uniwersalnym wytrychem w rękach rozmaitych tropicieli globalnych spisków. Nie ukrywam przy tym jednak, że dostrzegam zjawisko agresywnej infantylizacji dyskursu publicznego – zwłaszcza w tzw. krajach zachodnich – polegającej na nachalnym forsowaniu przekonania, jakoby tożsamość była pojęciem dowolnie elastycznym i subiektywnym, a więc stwarzającym nieskończone możliwości w zakresie budowania w sobie mentalności ofiary, ciemiężonej rzekomo przez tych, którzy nie tolerują jej tożsamościowych fanaberii. Choć więc tego rodzaju kulturowa infantylizacja nie wpisuje się w klasyczną marksistowską narrację o walce obiektywnie zdefiniowanych klas społecznych, to sprzyja ona jednak realizacji marksistowskiego celu, jakim jest całkowita kontrola społeczna wynikająca z całkowitej antagonizacji i polityzacji wszelkich relacji społecznych.

Nie sposób więc uciec tu od wniosku, że być może niszczyciele cywilizacji odebrali w tym kontekście kilka kluczowych lekcji od jej zwolenników. Wszakże np. Ludwig von Mises konsekwentnie podkreślał w Teorii i historii, że – na przekór klasycznemu marksizmowi – to nie „siły produkcji” kształtują „relacje produkcji”, ale na odwrót: to nie względy materialno-technologiczne kształtują deterministycznie kulturowo-instytucjonalny kształt danego społeczeństwa, tylko idee i wyrażające je instytucje określają, jaki poziom materialno-technologicznego rozwoju jest danemu społeczeństwu dostępny. To nie materialistyczno-biologistycznie rozumiana walka o zasoby generuje pojęcie własności prywatnej mające usankcjonować pozycję zwycięzców w owej walce, tylko autentycznie zinternalizowany szacunek dla własności prywatnej umożliwia zastąpienie walki o zasoby ich kooperacyjnym pomnażaniem.

Podobny wniosek wybrzmiewa konsekwentnie w literaturze ekonomicznej tzw. nowych instytucjonalistów – to nie dostępność zasobów naturalnych czy rozwiązań technologicznych jest kluczem do rozwoju społeczno-gospodarczego, tylko instytucje, idee i przymioty kulturowe umożliwiające uczynienie z tych pierwszych właściwego użytku. Obecność tych pierwszych w oderwaniu od tych drugich staje się wręcz na ogół katalizatorem społeczno-gospodarczego regresu, w ramach którego lokalni watażkowie otrzymują dodatkowe środki umożliwiające im korumpowanie wybranych grup społecznych i jeszcze intensywniejsze ciemiężenie grup pozostałych.

Przeniesienie prób całkowitej antagonizacji i polityzacji relacji społecznych z obszaru obiektywno-ekonomicznego na obszar subiektywno-tożsamościowy zdaje się znamionować, że wrogowie wolnego społeczeństwa wzięli sobie do serca powyższe wnioski, wypracowane na ogół przez ich ideowych oponentów. Stąd też – zachowując ostrożność wobec posługiwania się pojęciem-wytrychem, jakim stał się „marksizm kulturowy” – należy zachowywać dziś szczególną świadomość, że rzetelna edukacja ekonomiczna musi być wyczulona na kulturowo-mentalnościowe fundamenty zdrowo działającej gospodarki.

Innymi słowy, szczególnie dziś należy konsekwentnie podkreślać, że tak jak nie ma specjalizacji, podziału pracy, akumulacji kapitału i przedsiębiorczości bez szacunku dla wolności osobistej i własności prywatnej, tak nie ma szacunku dla wolności osobistej i własności prywatnej bez kultury przepojonej zarówno klasycznymi „konserwatywnymi” cnotami roztropności, powściągliwości i dyskrecji, jak i klasycznymi „postępowymi” cnotami odwagi, odpowiedzialnej innowacyjności i ciągłej autorefleksji. Im solidniejsza bowiem staje się materialno-technologiczna „baza”, tym bardziej krucha i narażona na pogrążenie się w rozkapryszonej, politykierskiej roszczeniowości może się stać jej mentalno-kulturowa „nadbudowa”, która – co wykazali wspomniani wcześniej rzetelni ekonomiści – jest w rzeczywistości ową ostateczną „bazą”, z której wynika nie tylko możliwość wypracowania społeczno-gospodarczego dobrobytu, ale również możliwość ocalenia – oraz zaprzepaszczenia – tego rodzaju dobrobytu wypracowanego przez poprzednie pokolenia.

Wrogowie cywilizacji zdają się dziś rozumieć to nadzwyczaj dobrze, tym lepiej więc muszą to dziś rozumieć wszyscy jej zwolennicy – zwłaszcza, że to spośród nich wywodzą się ci, którzy odkryli kluczowe w tym kontekście zależności.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*