Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – Libertarianizm a krytyka kultury masowej

Nawet największa wartość ma na tym niedoskonałym świecie swoją ciemną, a przynajmniej szarawą stronę. Wolność osobista prowadzi do dobrobytu, dobrobyt do możliwości poświęcania przez szerokie masy coraz większej ilości wolnego czasu na rozrywkę, a to z kolei do zdominowania przestrzeni kulturowej przez rozmaite formy kultury masowej, w tym takie, które nie grzeszą ani smakiem, ani zawartością intelektualną, osuwając się w wulgarność i kicz, albo nieudolnie próbują nimi grzeszyć, osuwając się w pretensjonalność i kabotyństwo.

Zastanawiające jest w tym kontekście, jak wiele czasu niektórzy rzekomi zwolennicy wolności osobistej zdają się poświęcać wyrażaniu ostentacyjnej pogardy wobec różnych przejawów tejże kultury, wyraźnie pragnąc napawać się własną domniemaną wyższością intelektualną i estetyczną.

Można by tu powiedzieć: a co w tym złego? Skoro, jako zwolennicy wolności osobistej, tolerujemy wszelkie pokojowe przejawy zaspokajania swoich potrzeb rozrywkowych, to, chcąc mimo wszystko dać odpór co bardziej prymitywnym czy groteskowym z nich, kierujemy przeciw nim nie ostrze autorytarnego miecza, ale ostrze drwiącej ironii. Tym samym trafiamy dwie sroki jednym kamieniem.

I zgoda, zasadniczo nie ma w tym procederze nic złego, ale warto zwrócić w tym kontekście uwagę na to, że: 1) niektórzy „wolnościowi” krytycy popkulturowej wulgarności, pretensjonalności i egzaltacji sami bardzo szybko i bardzo łatwo popadają w nie lepszą wulgarność, pretensjonalność i egzaltację 2) zbytnia i zbyt częsta koncentracja na tego rodzaju tematyce powinna skłonić ich do refleksji, czy wciąż nie czują się oni czasem dość niepewnie i nieszczerze w swoim umiłowaniu wolności osobistej, mówiąc sobie nieraz w duchu: wolność osobista tak, ale tylko dla tych, którzy na nią pod względem intelektualnym i estetycznym zasługują, 3) pamiętając o zasadzie kosztów alternatywnych, powinni oni zastanowić się, czy wspomniane wyżej ostrze drwiącej ironii nie lepiej jednak zwracać niemal wyłącznie w kierunku nie tych, którzy czynią z wolności osobistej ich zdaniem obiektywnie niewłaściwy intelektualnie czy estetycznie użytek, ale w kierunku tych, którzy chcą wolność osobistą osłabiać i ograniczać (przynajmniej tak długo, jak ci drudzy stanowią niebezpiecznie dużą i wpływową grupę).

I wreszcie 4) pamiętając o zasadzie kosztów alternatywnych, powinni oni zdać sobie sprawę z tego, że nawet od najbardziej subtelnie ironicznego pastwienia się nad intelektualną i estetyczną miałkością pewnych przejawów kultury masowej nie przybędzie w świecie zbyt wiele intelektualnie i estetycznie głębokich przejawów kultury „wysokiej” – a przynajmniej zdecydowanie nie tyle, ile mogłoby przybyć wskutek bezpośredniego skupienia się na dużo bardziej wymagającym zadaniu używania swojej wolności osobistej do budowania tejże kultury.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*