2

Jakub Bożydar Wiśniewski – Demokracja a monarchia, czyli wybór między dżumą a cholerą

W pewnej części szeroko rozumianych polskich środowisk okołowolnościowych pokutuje wciąż przekonanie, że – z dwojga złego – w kontekście tworzenia atmosfery sprzyjającej swobodzie działania monarchia dziedziczna wypada stosunkowo korzystniej w porównaniu do demokracji (na ogół pojawia się w tym kontekście przykład Liechtensteinu).

Jest to opinia niebezpodstawna – najczęściej opiera się ona na argumencie z preferencji czasowej, mówiącym, że monarcha, w przeciwieństwie do demokratycznego zarządcy, ma możliwość poświęcania doraźnego przychodu podatkowego na rzecz zwiększania wartości kapitałowej posiadanych przez siebie aktywów (w tym monopolistycznego przywileju ściągania danin), co stwarza pewną szansę na to, że będzie on eksploatował kontrolowane przez siebie społeczeństwo w stopniu stosunkowo mniejszym niż demokratyczny zarządca, tym samym zachowując się nie jak krótkowzroczny pirat korporacyjny, tylko jak dalekowzroczny inwestor.

Jakkolwiek jest to argument spójny i logiczny, większość używających go osób – być może w ramach naturalnego, przekornego sprzeciwu wobec świeckiego bożka współczesności, jakim jest demokracja – nie dostrzega, że istnieją równie spójne i logiczne argumenty na rzecz konkluzji przeciwnej. Jeden z nich mówi np., że jako że monarcha ze swoją świtą jest przeważnie tańszy w utrzymaniu niż rozdęta demokratyczna biurokracja, tego pierwszego są w stanie zaspokoić daniny zbierane od członków nawet bardzo gospodarczo zacofanego społeczeństwa – innymi słowy, w przeciwieństwie do przedstawicieli demokratycznej biurokracji, to właśnie on może nie mieć żadnego ekonomicznie uzasadnionego powodu, żeby eksploatować społeczeństwo w na tyle niewielkim stopniu, by umożliwić mu stosunkowo swobodny rozwój i bogacenie się. Ponadto monarcha ma w stosunku do demokratycznych zarządców więcej do stracenia w przypadku wykształcenia się w społeczeństwie silnej klasy średniej, która – ośmielona swoją rosnącą zamożnością – mogłaby zażądać współudziału we władzy, a tym samym faktycznej likwidacji większości monarchicznych przywilejów.

Powyższe argumenty nie tyle dowodzą, że w omawianym kontekście to jednak demokracja pozostaje mniejszym złem, co sugerują, że spór o to, który z wyżej wymienionych etatystycznych ustrojów jest stosunkowo mniej szkodliwy dla wolności działania jest sporem jałowym w odniesieniu do kwestii tego, jak w konkretnych okolicznościach miejsca i czasu poszerzać zakres tej wolności. Innymi słowy, praktyczne działania mające na celu zmniejszanie (i docelową eliminację) etatyzmu nie powinny zakładać, że zamiana jednego rodzaju etatyzmu na inny jego rodzaj w sposób logicznie konieczny zmniejszanie to ułatwią.

PS. W podobnym duchu kilkukrotnie wypowiadał się już w tym temacie Jacek Sierpiński, myślę jednak, że warto od czasu do czasu do niego wracać, bo dość triumfalistyczne, a nie do końca w swoim triumfalizmie przemyślane inklinacje promonarchistyczne są wciąż w pewnej części szeroko rozumianych polskich środowisk okołowolnościowych obecne.

Jakub Bożydar Wiśniewski

2 komentarze

  1. Engineer Libertarian says

    Moim zdaniem opis monarchii jest nietrafiony. Żeby można było sensownie porównać monarchię z demokracją, warto sięgnąć po przykłady przynajmniej bliskie sobie w czasie i na różnych zasadach funkcjonujące.

    Większość znanych monarchii to monarchie, gdzie ludzie nie mają wpływu na władzę, a więc totalitarne. Monarchia w Liechtensteinie taką akurat nie jest, bo reguły ich ustroju pozwalają np. odwołać księcia w wyniku referendum.

    Argument o tym, że monarchie potrafią mieć “tańsze administracje” jest kompletnie bez sensu – nie jest to reguła, co najwyżej zaobserwowano coś podobnego empirycznie, ale bez głębszej refleksji nad tym, skąd to wynikało, i najprawdopodobniej trudno to twierdzenie oprzeć na jakiejś regule, która by wynikała z faktu, że ustrój jest monarchią. Monarcha może czuć się niezagrożony przez poddanych tak długo, jak długo posiada siłę, poprzez którą sprawuje władzę, niekoniecznie musi mieć to związek z samym bogactwem. Jeżeli wszyscy w kraju są biedni, a król zasoby dla siebie wymusza siłą, wtedy może być spokojny o władzę, ale jak ludzie zaczną się bogacić, to w efekcie powstaje dla niego zagrożenie, które musi on eliminować stawiając na odpowiednich stanowiskach zaufanych sobie ludzi. A zaufanie owo musi wtedy budować poprzez dawanie im odpowiednich przywilejów pozwalających korzystać z bogactwa. I w ten sposób szybko rozrośnie się królewska administracja wcale nie mniej, niż przypisuje się to demokracji.

    Generalnie wzrost etatyzmu jest powiązany ze wzrostem pożądania władzy, a jest to tym łatwiejsze, im więcej tzw. “siły” władza zagarnie dla siebie, w tym pozbawi jej rządzonych. Do tego potrzebna jest “zgoda” ludzi na pozbawianie ich tej siły bądź niemożliwość sprzeciwienia się, co jest dokładnie tak samo możliwe w demokracji, jak i monarchii.

    Dlaczego możliwe w demokracji – o tym mówię w najnowszym materiale filmowym.

Komentarze sa wyłączone dla tego artykułu.