Brak komentarzy

Jakub Bożydar Wiśniewski – „Bycie sobą”: czyli bycie tym, kim chcą, żebyś był

Wszechobecne propagandowo-infantylizujące zwroty takie jak „bądź sobą”, „bądź, kim chcesz”, „możesz wszystko”, „spełniaj marzenia”, „kochaj siebie”, „nie pozwalaj się osądzać” itp. można odbierać dwojako. Z jednej strony można się nauczyć je całkowicie ignorować jako lukrowane pustosłowie i pop-psychologiczną mowę-trawę – i to jest dla zdecydowanej większości osób wybór optymalny. Z drugiej jednak strony można do tego stopnia bezwiednie przesiąknąć ich wpływem, że sukcesywnie traci się wskutek tego zdolność do rozumowania w poważnych normatywnych kategoriach, takich jak obowiązki, cnoty, przywary, wyrzeczenia, samodyscyplina, skrucha czy sprawiedliwa kara. To zaś może być z moralnego punktu widzenia wyjątkowo i nieodwracalnie wyniszczające.

Dla porównania, bycie konsekwentnie indoktrynowanym abstrakcyjnymi, pseudonaukowymi frazami powiązanymi z ideologią udającą logicznie skonstruowany system myślowy może być w ostatecznym rachunku mniej groźne. Jeśli na przykład słyszy się bezustannie o „wartości poznawczej materializmu dialektycznego”, „niewątpliwych ustaleniach laborystycznej teorii wartości” czy o „walce klas jako o sile napędowej historii”, to w pewnym momencie próbuje się przeanalizować wszystkie te ezoteryczne stwierdzenia i zrekonstruować we własnym umyśle opartą na nich doktrynę. Wówczas nasze zdolności dedukcyjne zostają mimo wszystko pobudzone do działania – i możemy wówczas dojść do wniosku, że rzeczona doktryna jest w ostatecznym rachunku jednym wielkim zbiorem sofizmatów i przekłamań.

Jeśli natomiast nasze zdolności dedukcyjne i nasza moralna wrażliwość zostaną wystarczająco rozmiękczone „byciem sobą”, „kochaniem siebie” i resztą wspomnianej wcześniej lakierowanej paplaniny (wszakże logika to, jak wiadomo, etyka myślenia), wówczas możemy być całkowicie – choć bezwiednie – gotowi na to, by w następnej kolejności ochoczo połykać sałatki słowne na temat „zrównoważonego rozwoju”, „holistycznej ekologii”, „bezwarunkowego dochodu” czy „gospodarki inkluzyjnej”. Innymi słowy, tam, gdzie marksizm-leninizm ze swoimi naukowo-filozoficznymi pretensjami może się rozbić o mur obronny naszego zdrowego rozsądku, tam marksizm-lennonizm ze swoim upupiająco-sztubackim trajkotem może obrócić ten mur obronny w kartonową atrapę.

Podsumowując, przed wielopiętrowymi ideologiami należy się mieć w równym stopniu na baczności, co przed parowyrazowymi sloganami. Zwłaszcza, że intelektualne spustoszenie wywołane przez te pierwsze może być niczym innym, jak przygotowaniem gruntu pod skuteczne rozpanoszenie się tych drugich – najpierw trzeba zrujnować kulturę intelektualną, żeby potem zbudować w jej miejsce brokatową imitację. A zatem to przede wszystkim tę ostatnią należy starannie usunąć, żeby móc cokolwiek odbudować na stałych fundamentach rozumu, sumienia i dobrego smaku – w innym razie będzie się jedynie coraz dalej brnęło na manowce iluzji.

Jakub Bożydar Wiśniewski

Skomentuj

*