Brak komentarzy

Jacek Sierpiński – Umowa Biedronia: plusy, minusy i drogie obietnice

Na polskiej scenie politycznej pojawiła się nowa partia – Wiosna, której liderem jest Robert Biedroń. Niedawno ogłosiła ona swój program „Umowa Biedronia – nowa umowa dla Polski”[i]. Co można o nim powiedzieć?

Zacznę może od tych elementów, które uważam za pozytywne. Takim elementem jest obietnica dostępu do lekarza specjalisty w ciągu 30 dni: „Wprowadzimy limit czasu oczekiwania na świadczenia. Po jego upłynięciu pacjenci będą mieli prawo do wyboru miejsca leczenia w sektorze prywatnym. Za wizytę zapłaci NFZ zgodnie z ogólnopolskim cennikiem”. Pod jednym warunkiem – jeżeli rozumieć ją w ten sposób, że prywatny dostawca usług medycznych nie będzie tu zmuszany do przyjęcia takiego pacjenta po cenie NFZ, lecz że NFZ pokryje po tym terminie koszty prywatnej wizyty lekarskiej u dowolnego wybranego przez pacjenta lekarza do wysokości takiej, w jakiej płaci za wizyty przez siebie zakontraktowane, a pacjent dopłaci z własnej kieszeni tylko ewentualną różnicę. Jak w przypadku prywatnych szkół. To nie tylko rozładowałoby kolejki do specjalistów, ale i poprzez wprowadzenie większej konkurencji być może polepszyłoby jakość usług kontraktowanych przez NFZ. Coś takiego można wprowadzić bez zwiększania publicznych wydatków na leczenie. Pozostaje pytanie – czemu tylko wizyty u specjalistów, a nie również u lekarzy ogólnych czy w szpitalach?

Krokiem w dobrym kierunku, choć skromnym, byłoby także wprowadzenie jednego systemu emerytalnego dla wszystkich niezależnie od wcześniej wykonywanego zawodu, czyli jak rozumiem likwidacja przywilejów branżowych dla np. policjantów, żołnierzy, górników czy księży (nie jest jasne, czy również dla sędziów i prokuratorów, bo oni formalnie nie pobierają emerytur, tylko wynagrodzenia w stanie spoczynku). Mogłoby to przynieść znaczne oszczędności w wydatkach na cele emerytalne, bo koszt przywilejów emerytalnych wymienionych grup szacowany jest na 32 mld zł rocznie[ii]. Jeżeli zlikwidowane zostałyby także przywileje rolników, których emerytury w przeważającej mierze finansowane są z budżetu państwa, to oszczędności mogłyby wynieść dalsze 18 mld zł. Pytanie tylko, czy nie wiązałoby się to z wyższymi przymusowymi podatkami lub składkami dla rolników? O tym Robert Biedroń i jego partia milczą. Można jednak domniemywać, że skoro jednolity system emerytalny dalej miałby być oparty m. in. na „składkach publicznych”, to nastąpiłoby wyrównanie składek rolników i innych grup zawodowych, a to najprawdopodobniej oznaczałoby podniesienie składek rolnikom.

Za pozytywny element uznaję też obietnicę „równości małżeńskiej dla wszystkich” (choć zapewne ludzie z partii Wiosna wcale nie mają tu na myśli równości faktycznie dla wszystkich, np. dla zwolenników wielożeństwa, a jedynie umożliwienie zawierania małżeństw parom jednopłciowym) i dodatkowo możliwości „zarejestrowania związku partnerskiego dwóch osób”. Z punktu widzenia obecnego stanu prawnego oznacza to bowiem, że więcej osób (tych żyjących w parach jednopłciowych) będzie mogło w praktyce skorzystać z ulgi podatkowej przy wzajemnych darowiznach i dziedziczeniu, płacenia niższego podatku dochodowego dzięki możliwości wspólnego rozliczania się czy też odmowy zeznań w sprawie, gdzie stroną jest partner – a więc będą mieli większą wolność. Ponadto płacąc przymusowo te same podatki i składki na ubezpieczenie społeczne nie będą musieli ponosić dodatkowych wydatków np. w celu utworzenia współwłasności u notariusza (będą mogli skorzystać ze wspólności małżeńskiej) oraz będą mogli skorzystać z państwowych świadczeń rodzinnych.

Pozytywny element to także obietnica „likwidacji zbędnych instytucji”, która ma przynieść 3 mld oszczędności dla budżetu państwa. Obietnica ta potraktowana jest jednak niestety hasłowo i wśród owych zbędnych instytucji wymienia się jedynie IPN (z budżetem nieco ponad 300 mln zł rocznie) oraz Polską Fundację Narodową (z budżetem ok. 200 mln rocznie, ale finansowaną przez spółki Skarbu Państwa). Za pozytywny można uznać też postulat jawności wynagrodzeń w administracji i spółkach Skarbu Państwa, bo w jakiś sposób może ograniczyć to nadmierne wynagrodzenia dla „kolesi” na państwowych synekurach. A także cyfryzację administracji, która ułatwiłaby kontakt ludzi z urzędami i być może zmniejszyłaby koszty funkcjonowania tych ostatnich („Umowa z Biedroniem” przewiduje tu „4,5 miliarda złotych więcej w gospodarce, 1 miliard złotych w budżecie”, czego nie potrafię zweryfikować) – jednak ta obietnica jest sformułowana bardzo ogólnie.

Ostatni (względny) pozytyw znaleziony w „Umowie Biedronia” to obietnica powołania Komisji Sprawiedliwości i Pojednania, która miałaby zbadać nadużycia prawa przez funkcjonariuszy publicznych, a także postawienia przed Trybunałem Stanu odpowiedzialnych za naruszenie Konstytucji. Jednak można tu postawić pytanie, dlaczego mowa tam jedynie o nadużyciach, których dopuścili się funkcjonariusze publiczni w latach 2015–2019, a nie również wcześniejszych? Czy oznacza to, że rządzący przed 2015 r. będą podlegali taryfie ulgowej?

Niestety na tym kończy się lista pozytywnych, pro-wolnościowych elementów programu partii Roberta Biedronia. Teoretycznie za element pozytywny można by jeszcze od biedy uznać wycofanie religii ze szkół połączone z zaprzestaniem finansowania jej nauczania przez państwo (bo jest to zmuszanie ateistów do finansowania nauki czegoś, co jest sprzeczne z ich przekonaniami), gdyby nie było to połączone z obietnicą przeznaczenia zaoszczędzonych w ten sposób pieniędzy na „edukację i ochronę zdrowia”, zaś jeśli chodzi o obie te dziedziny, to były prezydent Słupska proponuje tu rozwiązania sprzeczne z kolei z przekonaniami np. wielu chrześcijan: „pełne finansowanie do trzech zabiegów in vitro dla każdej kobiety na podstawie zaleceń lekarza”, prawo kobiet do bezpiecznego przerywania ciąży na żądanie do 12. tygodnia oraz „nowoczesną edukację seksualną”. Wygląda więc na to, że zmienić miałaby się jedynie grupa ludzi zmuszana do finansowania czegoś sprzecznego z ich przekonaniami, a więc ten element programu należy uznać co najwyżej za neutralny.

Jeżeli chodzi o edukację ogólnie, to partia „Wiosna” nie różni się specjalnie od dotychczas rządzących partii, zamierzając szczegółowo decydować, co ma być nauczane w szkołach. Ma być więc obowiązkowa edukacja antyprzemocowa, „nowoczesna edukacja seksualna”, podwojona liczba godzin nauki angielskiego, „najnowsze technologie, zmiany klimatyczne, profilaktyka zdrowotna, cyberbezpieczeństwo i rozpoznawanie fake newsów”. Oznacza to, że Robert Biedroń i jego ludzie uważają, iż wiedzą lepiej, czego powinni uczyć się uczniowie i nie dopuszczają tu żadnej różnorodności. Ponieważ jednak tak uważają i obecnie rządzący politycy, te elementy programu można uznać za neutralne.

Zapowiedź opodatkowania duchownych „tak jak wszystkich obywateli” jest jak dla mnie elementem negatywnym, bo anty-wolnościowym. W Polsce nie ma czegoś takiego jak jednakowe opodatkowanie wszystkich obywateli i są np. obywatele niepłacący podatku dochodowego (rolnicy) lub płacący go na specjalnych zasadach (np. osoby prowadzące działalność gospodarczą opodatkowaną zryczałtowanym podatkiem dochodowym albo w formie karty podatkowej). Duchowni płacą obecnie również zryczałtowany podatek dochodowy (z wyjątkiem przychodów osiąganych np. za pracę w szkole – te są opodatkowane standardowo). W przypadku wielu duchownych może być on niższy, niż gdyby płaciliby zwykły podatek dochodowy wg normalnych stawek, można więc wnioskować, że słowa „tak jak wszystkich obywateli” oznaczają chęć wprowadzenia standardowych zasad opodatkowania PIT i tym samym zawoalowaną obietnicę zagrabienia duchownym większej ilości pieniędzy, które dostają dobrowolnie od wiernych i przeznaczenia ich na cele, które podobają się politykom partii Wiosna i ich wyborcom. Dodatkowo oznaczałoby to narzucenie parafiom ewidencjonowania przychodów i kosztów i prowadzenie księgowości dla celów podatkowych, a więc zmuszenie ich do większej biurokracji (w jaki sposób ewidencjonować „tacę”?).

Zdecydowanie negatywnie odbieram pomysł nadania policji uprawnienia do natychmiastowego stosowania izolacji sprawcy przemocy domowej od ofiary. Intencje tego są zapewne szczytne, ale w praktyce oznacza to nadanie policjantom prawa do wstępnego wyrokowania o winie i w praktyce karania tych, których uznają za winnych przemocy domowej. Grozi to tym, że ktoś bez sądu, decyzją policjanta może zostać wyrzucony z własnego mieszkania jako domniemany sprawca przemocy domowej wskutek fałszywego oskarżenia.

Obietnica, że „do każdego programu telewizyjnego będzie możliwość włączenia angielskich napisów” oznacza, że każdy prywatny nadawca telewizyjny (od dużych, jak TVN i Polsat, do małych) będzie zmuszony do wdrożenia tego w swoim systemie, jak przypuszczam za własne pieniądze. Pod tym względem należy ją zaliczyć także do elementów negatywnych, ingerujących w wolność prowadzenia działalności gospodarczej i wolność mediów. Śmiem przy tym wątpić, że z wymuszonej w ten sposób na nadawcach możliwości skorzysta wielu oglądających – poza tymi, którzy chcą w ten sposób uczyć się angielskiego.

„Umowa Biedronia” to jednak przede wszystkim obietnice większych wydatków państwa na różne cele o charakterze głównie (choć nie tylko) socjalnym. Czyli: zwiększenie poziomu wydatków na ochronę zdrowia do 7,2% PKB w ciągu pięciu lat, utworzenie 120 tys. cyfrowych sal lekcyjnych w szkołach, bezpłatne obiady, wyprawki szkolne i przeglądy stomatologiczne dla uczniów w szkołach, podniesienie wynagrodzeń nauczycieli do 3500 zł brutto dla początkujących i 6000-7000 zł brutto dla nauczycieli dyplomowanych i profesorów oświaty, 250 tys. nowych miejsc w żłobkach, 100% refundacji leków powyżej 200 zł miesięcznie, rozszerzenie programu Rodzina 500+ na pierwsze dziecko (ze zniesieniem ograniczeń dotyczących rodziców samotnie wychowujących dzieci), podniesienie minimalnej emerytury do 1600 zł netto i przyznanie prawa do niej po osiągnięciu wieku emerytalnego każdemu (nawet osobom, które nigdy nie pracowały), podniesienie świadczeń na rzecz osób z niepełnosprawnością o 500 zł, wsparcie dla asystentów codziennych czynności seniorów i osób niepełnosprawnych, połączenia autobusowe w każdej gminie, rozbudowa sieci połączeń kolejowych, zsynchronizowanie rozkładów jazdy pociągów i autobusów, bezpłatne przejazdy komunikacją publiczną dla dzieci, bezpłatny dostęp do Internetu w całej Polsce (jak rozumiem po zaprzestaniu dostarczania go przez Aero2 z końcem bieżącego roku, z pieniędzy państwa), przeznaczenie ponad 2% PKB „na innowacje” (czyli jak rozumiem na dofinansowywanie innowacji przez państwo, które m. in. ma „przejmować połowę ryzyka w inwestycjach innowacyjnych w skali 3,5 miliarda złotych rocznie”), inkubatory startupów w każdej gminie, „świetliki” (biblioteki, domy kultury i świetlice w jednym) w każdej gminie, darmowy wstęp do wszystkich instytucji kultury w niedziele… W „Umowie Biedronia” nie jest szczegółowo napisane, ile te wydatki mają kosztować. Próbę oszacowania niektórych z nich już podjęto[iii]. I tak np. rozszerzenie programu Rodzina 500+ ma kosztować rocznie dodatkowo ok. 19 mld zł, zwiększenie poziomu wydatków na ochronę zdrowia do 7,2% PKB ok. 40-45 mld zł rocznie (docelowo), wyższe świadczenia dla niepełnosprawnych ok. 4,5 mld zł, dodatkowe miejsca w żłobkach ok. 5-6 mld zł, podwyżki dla nauczycieli ok. 10 mld zł (jest to propozycja zbliżona do obecnych postulatów ZNP), minimalna emerytura dla każdego – 7,6 mld zł. A to przecież nie wszystko. Samo przeznaczenie na innowacje ponad 2% PKB (obecnie przeznaczane na ten cel jest ok. 1% PKB) to dodatkowe ok. 20 mld zł rocznie, a sformułowanie „przeznaczymy” każe sądzić, że całość tych pieniędzy ma dawać państwo. Bezpłatne obiady dla wszystkich uczniów to kolejny 1 mld zł (takie były szacunki MEN w 2017 r.[iv]). Kosztu obietnic związanych z komunikacją publiczną, takich jak autobus w każdej gminie i bezpłatne przejazdy komunikacją publiczną dla dzieci nie potrafię oszacować i nie natrafiłem nigdzie na jego oszacowanie, ale i bez tego wychodzi już, że dodatkowe wydatki będą wynosiły co najmniej 110 mld zł rocznie.

Do tego dochodzą jednorazowe inwestycje: inkubatory startupów, „świetliki” (które jednakże trzeba będzie potem utrzymywać), a także inwestycje związane ze sztandarową obietnicą partii Wiosna w dziedzinie gospodarki, czyli zamykaniem kopalń i elektrowni węglowych oraz tworzeniem w zamian przemysłu produkującego energię ze źródeł „odnawialnych”, czyli wiatru, słońca i biomasy. Tu oszacowanie może być jedynie bardzo pobieżne, ale przyjmując, że w Polsce jest ponad 30 kopalni węgla kamiennego[v] i brunatnego[vi] niebędących w stanie likwidacji (licząc odrębnie zakłady wchodzące w skład kopalni połączonych), a koszt likwidacji jednej kopalni to ok. 0,5 mld zł[vii], to koszt ich likwidacji wyniósłby ponad 15 mld zł, czyli do 2035 r. (gdy ma nastąpić ostateczne zamknięcie) ok. 1 mld zł rocznie. Elektrowni i elektrociepłowni węglowych jest ok. 40[viii], więc przyjmijmy, że ich likwidacja do 2035 r. to kolejny 1 mld zł rocznie. Koszt budowy elektrowni wiatrowych na lądzie to ok. 6 mln zł za 1 MW[ix], obecna moc zainstalowana elektrowni wiatrowych w Polsce to ok. 5,85 GW[x], co stanowi 13,7% ogólnej mocy elektrowni w Polsce[xi]. Ale produkują jedynie 8,75% energii, więc żeby zastąpić nimi ubytek elektrowni węglowych, to potrzebna jest budowa elektrowni wiatrowych o dodatkowej mocy ok. 67 GW. Przyjmując 6 mln zł za 1 MW, wychodzi ogromna suma 402 mld zł, czyli ponad 25 mld zł rocznie.

Łącznie obietnice „Wiosny” kosztowałyby ok. 137 mld zł rocznie, nie licząc wydatków związanych z komunikacją publiczną.

Sam Robert Biedroń szacuje koszty swojego programu na ok. 35 mld zł rocznie (co jak widać jest całkowitą nieprawdą) i podaje źródła jego sfinansowania, co ciekawe pomijając oszczędności z likwidacji emerytur branżowych. Widać jednak, że nawet po uwzględnieniu tych oszczędności i przyjęciu źródeł finansowania podawanych w „Umowie Biedronia” za dobrą monetę brakuje ponad 50 mld zł rocznie. Czyli wniosek jest prosty: albo przynajmniej część obietnic jest świadomie „rzucana na wiatr” i będzie musiała pozostać niezrealizowana, albo znacząco zwiększone zostanie zadłużenie państwa i samorządów (które w końcu trzeba będzie spłacić lub „zacisnąć pasa”), albo zostaną zwiększone podatki nie tylko duchownym.

Na marginesie warto wspomnieć, że źródła finansowania podawane w „Umowie Biedronia” pozostawiają wiele do życzenia – choćby 3 mld z „likwidacji zbędnych instytucji” (przy jednoczesnym wskazaniu jedynie IPN z budżetem nieco ponad 300 mln zł i Polskiej Fundacji Narodowej finansowanej przez spółki Skarbu Państwa), 3 mld „dla budżetu” ze „zwiększonych wpływów podatkowych dzięki aktywizacji zawodowej nowych osób” (nie jest tu brany pod uwagę podatek VAT; łatwo policzyć (używając np. kalkulatora wynagrodzeń[xii]), że od osoby zarabiającej 3500 zł brutto – czyli planowaną w „Umowie Biedronia” płacę minimalną za 5 lat – do ZUS, NFZ, FP, FGŚP, budżetu państwa i budżetów samorządów zabieranych jest 1711,46 zł miesięcznie, czyli 20537,32 zł rocznie; takich osób musiałoby pojawić się ok. 150 tys., by zapewnić 3 mld wpływów rocznie; w przypadku 3 mld z wpływów z tego tytułu jedynie „dla budżetu” (czyli z PIT) musiałoby tych osób być ponad 2 miliony (przyjmując w zaokrągleniu, że do budżetu państwa wpływa połowa PIT); program „Wiosny” nigdzie nie wskazuje, skąd miałaby wziąć się taka liczba dodatkowych miejsc pracy, bo 200 tys. miejsc pracy w sektorze OZE ma być przeznaczonych dla zwalnianych pracowników kopalni i elektrowni, dodatkowo można wątpić, czy tak wysoki wzrost płacy minimalnej będzie sprzyjał pojawianiu się nowych miejsc pracy). Trudno też przyjąć bez zastrzeżeń oszczędność 15 mld złotych rocznie ze „zwycięskiej walki ze smogiem”, ponieważ nawet całkowita likwidacja kopalń węgla i energetyki węglowej (zakładana po 16 latach!) spowoduje zmniejszenie smogu jedynie o 9%[xiii] (nadal będzie smog z niskiej emisji, transportu drogowego, przemysłu (który będzie importował węgiel i inne paliwa zza granicy), rolnictwa i innych źródeł). Nawet przyjmując za wiarygodne wyliczenia Komisji Europejskiej, że Polska traci na smogu 26 mld EUR (czyli ok. 110 mld zł) rocznie, to sama likwidacja energetyki węglowej zmniejszy te straty jedynie o 10 mld – a przecież jedynie część z nich ponosi państwo. W „Umowie Biedronia” wspomina się wprawdzie o dofinansowywaniu „wymiany domowych pieców węglowych na nowoczesne, niewęglowe instalacje grzewcze” (kolejny wydatek!), ale po pierwsze taka wymiana jest już dofinansowywana i mimo tego nadal duża liczba ludzi na nią się nie decyduje, a po drugie smog emitują także (ok. 40% „niskiej emisji”) kotły na drewno (nie mówiąc już o spalaniu śmieci).

Za naiwne (lub świadomie populistyczne) należy uznać obietnice odpartyjnienia spółek Skarbu Państwa poprzez wybieranie ich zarządów w konkursach oraz zdawanie przez kandydatów egzaminu przed „komisją wolną od polityków”. Po pierwsze bowiem tę „komisję wolną od polityków” będzie powoływał jakiś organ państwa (jaki – nie jest określone), a więc zależny od polityków, po drugie konkurs nie jest żadną gwarancją, że nie zostanie wybrany ten, kto jest upatrzony na dane stanowisko (bo kryteria wyboru można ułożyć pod niego). Podobnie jest z obietnicą wybierania zarządów mediów publicznych „w konkursach przez komisję konkursową, w skład której nie będą wchodzić politycy, lecz przedstawiciele dziennikarzy i innych zawodów związanych z mediami”. Dziennikarze też mają swoje sympatie i nierzadko powiązania polityczne.

Zapowiedź wprowadzenia kwot dla płci w zarządach i radach nadzorczych spółek Skarbu Państwa do pewnego stopnia kłóci się z deklaracją, że „wysokie stanowiska powierzymy osobom kompetentnym”. Co, jeśli powierzenie stanowiska osobie najbardziej kompetentnej naruszy kwoty dla płci w danym organie?

Podsumowując, „Umowa Biedronia” jest mieszanką elementów umiarkowanie pozytywnych (pro-wolnościowych) z negatywnymi (anty-wolnościowymi), a w dużej mierze także z niemożliwymi do realizacji bez zwiększenia podatków lub zadłużenia. Nie zmieni ona w istotny sposób etatystycznego, opartego na przemocy charakteru systemu politycznego, nie zmniejszy wszechwładzy partii i polityków, za to grozi zwiększeniem obciążeń podatkowych społeczeństwa lub kryzysem finansów publicznych, gdyby chciano realizować wszystkie jej punkty. Z tego względu nie można partii „Wiosna” traktować jako pozytywnej alternatywy dla dotychczas rządzących partii.

Jacek Sierpiński


[i] https://bit.ly/2TtUJ4v

[ii] Patrz np. https://bit.ly/2N1RcYM

[iii] Np. https://bit.ly/2SjUQCW i https://bit.ly/2SmqPm1

[iv] https://bit.ly/2GxLblb

[v] https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopalnie_w%C4%99gla_kamiennego_w_Polsce

[vi] https://pl.wikipedia.org/wiki/Kopalnia_w%C4%99gla_brunatnego

[vii] patrz np. https://bit.ly/2UPyWnR

[viii] https://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_elektrowni_w_Polsce

[ix] https://bit.ly/2GwVGFm; https://bit.ly/2te44lh (s. 82).

[x] https://bit.ly/2FG3F40

[xi] https://bit.ly/2SELxgk

[xii] https://bit.ly/2DqrkRH

[xiii] https://bit.ly/2ED7qWR

Skomentuj

*