Brak komentarzy

Jacek Sierpiński – Obywatel drugiej kategorii

Po osobach posiadających niepełnoletnie dzieci, emerytach i najmniej zarabiających pracownikach przyszła pora na rządową marchewkę dla przedsiębiorców. Premier obiecał zmniejszenie o 500 zł składek na ZUS dla tych z nich, którzy mają przychód poniżej 10 tysięcy złotych miesięcznie i dochód poniżej 6 tysięcy złotych miesięcznie, podwyższenie limitu przychodów dla 9% stawki CIT z 1,2 do 2 mln euro oraz podwyższenie limitu przychodów dla możliwości korzystania z ryczałtowego PIT (czyli faktycznie z podatku płaconego od przychodów zamiast od dochodów) również do 2 mln euro. No i jeszcze miliard złotych na dotacje dla „inwestycji strategicznych”.

Wprawdzie jakoś nie wydaje mi się, że z wymienionych ulg skorzysta wielu przedsiębiorców (średni przychód w mikroprzedsiębiorstwach wynosił już w 2017 r. ponad 540 tys. zł, czyli znacznie więcej niż 10000 zł miesięcznie; wszystkich przedsiębiorstw nie-mikro mieszczących się w granicach przychodów 1,2-2 mln zł rocznie jest poniżej 10 tysięcy i przypada na nie poniżej 2% przychodu; ryczałtowy PIT nie musi być wcale tak bardzo opłacalny dla przedsiębiorców o przychodach wyższych niż obecny limit 250 tys. euro, zwłaszcza zatrudniających pracowników – obecnie 70% „ryczałtowców” pracowników nie zatrudnia, a dalszych 25% zatrudnia do 5 osób), a jeszcze mniejszej liczbie z nich wyrówna to wzrost kosztów wywołany podwyżką płacy minimalnej, no ale jakaś część z nich jakoś tam skorzysta. Dobre i to. Najbardziej skorzystają prawdopodobnie mniej zarabiający samozatrudnieni. Plus ci, którzy załapią się na dotacje – oby nie „krewni i znajomi królika”.

Tym niemniej są to kolejne przywileje dla określonej grupy.

Jak się ma czuć ktoś, kto – jak większość – nie jest przedsiębiorcą należącym do wymienionych wyżej grup?

I – jak większość – nie ma niepełnoletnich dzieci?
I – jak większość – nie jest emerytem?
I – jak większość – nie zarabia wynagrodzenia minimalnego, czy nawet niższego od tego planowanego jako minimalne za cztery lata?

Zwykły pracownik zarabiający powyżej mediany, bezdzietny, który na emeryturę przejdzie dopiero za kilkanaście lat? Muszący coraz więcej płacić za towary i usługi?

Mogę powiedzieć, jak się czuje. Przynajmniej ten konkretny, który to pisze. Czuje się coraz bardziej obywatelem drugiej kategorii, żeby nie użyć słowa „podczłowiekiem”. Którego wszystkie główne siły polityczne, na czele z rządzącą obecnie, mają w dupie.

Takich spełniających wszystkie powyższe warunki łącznie jest w Polsce co najmniej około pięciu milionów.

Kiedy będą mieli dość?

Jacek Sierpiński

Skomentuj

*