Brak komentarzy

Jacek Sierpiński – Nielegalni imigranci

Trzydzieści sześć lat temu piętnastoletni Adam i dwunastoletni Krzysztof Zieliński uciekli z domu w Żyrakowie pod Dębicą i po czterech dniach przybyli do Szwecji, ukryci w podwoziu ciężarówki na promie.

Szwedzi nie odesłali ich do Polski, mimo iż faktycznie bracia byli nielegalnymi imigrantami ekonomicznymi zupełnie tak samo, jak obecnie większość imigrantów z Afryki i Azji próbujących przedostać się przez polską granicę. Uznano ich jednak za uchodźców politycznych, bo starszy z chłopców podał przykłady prześladowań takich jak wytarganie go za uszy przez milicjanta, obniżenie oceny z przysposobienia obronnego czy uwagi dotyczące noszonych przez braci fryzur. Równocześnie Szwecja odesłała do domu grupę dzieci z Libanu, co skwapliwie podkreślała ówczesna polska prasa.

Jak widać, już wówczas w zamożnej Europie dzielono imigrantów na lepszych i gorszych, a Polacy mieli szczęście znajdować się wśród tych lepszych. Przypadek braci Zielińskich nie był jedyny – przyjmowano nawet tych Polaków, którzy w celu dostania się do „lepszego świata” popełniali przestępstwa. W lutym 1982 roku kapitan Czesław Kudłek uprowadził pilotowany przez siebie samolot pasażerski, na pokładzie którego znajdowała się jego rodzina i znajomi, do Berlina Zachodniego – mimo iż próbowano zmusić go do lądowania w stolicy NRD – i nie poniósł tam żadnej kary. Dostał azyl i wyjechał wraz z rodziną i znajomymi do USA, a jedyną sankcją, jaka go z tego tytułu spotkała, było odebranie licencji pilota. Nieco mniej szczęścia mieli uczestnicy porwania samolotu z Katowic we wrześniu 1981 roku – grupa uczniów i uczennic ze szkoły w katowickiej dzielnicy Giszowiec, która sterroryzowała załogę żyletkami, raniąc jedną ze stewardess. Po wylądowaniu w Berlinie Zachodnim zostali aresztowani i skazani, jednak po wyjściu z więzienia mogli zostać w Niemczech. A w kwietniu 1982 roku samolot został porwany przez zorganizowaną grupę stanowiącą większość (36 na 54) pasażerów, którzy obezwładnili funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa i zmusili pilotów do lotu na Tempelhof. Też pozwolono im zostać, choć ośmiu z nich poniosło dość surową (kilka lat więzienia) odpowiedzialność karną.

Wcześniej, w 1970 roku, szesnastoletni góral Andrzej Dziubek przeszedł wraz z kolegami nielegalnie dwie granice, w tym jedną chronioną polem minowym, by dostać się do Austrii. Nie wyrzucono go. Wkrótce trafił do Norwegii, gdzie rozwinął karierę muzyczną.

Większość z nielegalnych uciekinierów z PRL nie była w Polsce naprawdę prześladowana, a ich ekonomiczna sytuacja – co by o PRL nie mówić – była lepsza niż w przypadku dzisiejszych imigrantów z Jemenu, Syrii, Konga czy Afganistanu. Mimo to przyjmowano ich i nie zamykano przed nimi granic. Dzisiaj te ucieczki nazywa się, z pewnym podziwem, brawurowymi lub spektakularnymi, a o ich bohaterach kręci się filmy.

A równocześnie uciekinierów z wyżej wymienionych krajów wyrzuca się z Polski tylko za sam fakt nielegalnego przekroczenia granicy. Bo należą do tych gorszych.

Jacek Sierpiński

Skomentuj

*