Brak komentarzy

Jacek Sierpiński – Kolejne zagrożenie cenzurą Internetu – c.d.

We wrześniu ubiegłego roku ostrzegałem przed projektem ustawy o zmianie ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa oraz ustawy – Prawo zamówień publicznych, dającym możliwość cenzury Internetu przez państwowych urzędników – wydawania „poleceń zabezpieczających” z np. nakazem wprowadzenia „reguły ruchu sieciowego zakazującego połączeń z określonymi adresami IP lub nazwami URL”.

ówczesnej wersji projektu polecenia takie miał móc wydawać w przypadku wystąpienia „incydentu krytycznego” (klasyfikowanego przez jeden z trzech Zespołów Reagowania na Incydenty Bezpieczeństwa Komputerowego: przy MON, przy ABW lub przy NASK, patrz art. 2 pkt 6) obowiązującej ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa) Pełnomocnik Rządu ds. Cyberbezpieczeństwa – przedsiębiorcom o szczególnym znaczeniu gospodarczo-obronnym (m. in. przedsiębiorcom telekomunikacyjnym takim jak Orange Polska, T-Mobile Polska, Netia, Polkomtel, Telefonia Dialog, EmiTel, Exatel, Multimedia Polska, TTcomm, TK Telekom) lub podmiotom, o których mowa w art. 4 pkt 1-16 ustawy o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa (m. in. dostawcom usług cyfrowych).

obecnej wersji to nieco zmodyfikowano, i takie polecenie zgodnie z projektowanym art. 67b ma móc wydawać „minister właściwy do spraw informatyzacji”, którym jest obecnie sam premier. Za to ma móc je wydawać również dowolnym innym przedsiębiorcom telekomunikacyjnym. Z natychmiastową wykonalnością. Czyli można sobie wyobrazić sytuację, że zespół przy ABW, MON lub państwowym NASK sklasyfikuje „incydent krytyczny” i Mateusz Morawiecki (albo jego następca) wyda wszystkim dostawcom Internetu w Polsce polecenie zablokowania np. strony opozycyjnej organizacji nawołującej do masowych protestów przeciwko rządowi (wszak łatwo to podciągnąć pod incydent skutkujący „znaczną szkodą dla porządku publicznego”, czyli właśnie „incydent krytyczny”). Albo Twittera, Facebooka czy komunikatorów, za pośrednictwem których zwołują się przeciwnicy rządu.

13 stycznia premier Mateusz Morawiecki na Twitterze napisał, że „nie ma i nie może być zgody na cenzurę”. Czy w świetle przygotowywanych regulacji można mu wierzyć?

Jacek Sierpiński

Skomentuj

*