1

Górnictwo: dotować, prywatyzować, czy likwidować?

Jednym z bardziej medialnych tematów bieżącego tygodnia były informacje, jakoby rząd planował w najbliższym czasie likwidację kilku (w komunikatach prasowych pojawiała się liczba od dwóch do czterech) kopalń węgla kamiennego, a w dłuższej perspektywie – całkowite odejście od wytwarzania energii z węgla do roku 2036. Po dających się przewidzieć reakcjach oburzenia ze strony górniczych związków zawodowych, Ministerstwo Aktywów Państwowych zdementowało te doniesienia, na co z kolei protestem zareagowali dziennikarze twierdzący, iż rzeczone informacje przekazano im na oficjalnych spotkaniach z przedstawicielami ministerstwa, co może świadczyć o celowej manipulacji obliczonej na wybadanie nastrojów społecznych lub podważenie wiarygodności określonych mediów.

Bez względu na to, czy rząd istotnie planował zrobić coś w tej kwestii, po czym zrejterował, czy też od początku informacje na ten temat były fałszywe, kwestia nierentownego państwowego górnictwa pozostaje istotnym, nierozwiązanym problemem. Polska Grupa Górnicza – należąca w większości do Skarbu Państwa spółka kontrolująca kopalnie, które rzekomo miały być zamknięte, swój ubiegły rok budżetowy zakończyła ze stratą sięgającą 400 milionów złotych. W czasie gdy podatnicy dopłacają do przemysłu wydobywczego, w Polsce rosną hałdy niewykorzystanego, rodzimego węgla, zaś kto tylko może sprowadza tańszy węgiel zagraniczny. W takiej sytuacji rozważana przez rząd likwidacja nierentownych zakładów istotnie jest lepszą opcją niż dalsze ich dotowanie. Może się ona jednak okazać przykładem wylewania dziecka z kąpielą.

Przyczyn, dla których polski węgiel jest zbyt drogi, jest co najmniej kilka. Pierwszą jest konieczność jego wydobywania na stosunkowo dużych głębokościach – i na to nie można nic poradzić. Kolejnymi przyczynami są jednak wysokie płacowe i pozapłacowe koszty pracy górników oraz wydatki generowane przez samą strukturę organizacyjną kopalni. Na tych dwóch ostatnich polach rządzący mogą jednak zdziałać całkiem dużo. Zamiast usilnej likwidacji kopalń rozsądniejszym rozwiązaniem byłaby ich prywatyzacja połączona z jak największym urynkowieniem płac personelu. Pozwoliłoby to z jednej strony uwolnić podatników od przymusowego dotowania upadających zakładów, z drugiej zaś – dać tymże zakładom szansę na dostosowanie się do warunków rynku zamiast odgórnie spisywać je na straty.

Oczywiście są też powody polityczne, dla których rządzący mogą nie chcieć wybrać takiego rozwiązania: poczynając od antyprywatyzacyjnej retoryki obecnej partii rządzącej, na kwestiach środowiskowych kończąc. O ile z perspektywy libertariańskiej pierwszy powód jest nie do obrony, o tyle w kontekście drugiego mogą pojawić się argumenty, że ograniczenie wydobycia węgla jest jednocześnie ograniczeniem immisji zanieczyszczeń, a zatem przyczynia się do lepszej ochrony własności innych osób. Jest to jednak argument chybiony. Przede wszystkim indywidualna odpowiedzialność osób za swoje czyny nie pozwala winić dostawcy jakiegoś dobra za sposób, w jaki jego nabywca go używa. Innymi słowy winnymi zanieczyszczeń pochodzących ze spalania węgla są osoby ów węgiel spalające, a nie jego wydobywcy. Po drugie, jak pokazuje obecna sytuacja z importem zagranicznego węgla do Polski, likwidacja źródeł krajowej podaży nie usunie ani popytu na węgiel, ani też nie sprawi, że zagraniczni producenci przestaną go wydobywać i sprzedawać nabywcom w naszym kraju.

Podsumowując, rozważana przez rząd likwidacja kopalń byłaby zmianą na lepsze względem obecnego status quo, ale zarazem przykładem zmarnowanej szansy na choć częściowe uzdrowienie branży górniczej. Na przeprowadzeniu zamiast tego prywatyzacji nierentownych zakładów skorzystałby zarówno budżet państwa, zatrudnieni w kopalniach górnicy, jak i ostateczni nabywcy.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Komentarz

  1. Reply
    kapitan_wolnosc says

    Kopalnie powinny zostac przekazane w rece pracownikow. i niech sobie rzadza wedlug siebie. rynek ich zweryfikuje.

Skomentuj

*