1

Ekskluzywny wywiad z Polakiem uwięzionym w Indonezji

Po kilku tygodniach od wyroku, sprawa Jakóba Skrzypskiego stała się dla polskich mediów zużytym newsem. Media poinformowały o tym wydarzeniu, ale już po kilku dniach sprawa zniknęła z czołówek, stając się jedną z tysięcy informacji, które znikają w archiwach wielkich portali informacyjnych. Pomimo tego, że wyroki skazujące polskich podróżników na całym świecie są rzadkością, sprawa ta – naszym zdaniem – miała stosunkowo mały rozdźwięk w Polsce.

Wydaje nam się, że sprawa ta powinna być wsparta głosem polskiego środowiska wolnościowego, dla którego ważna jest nie tylko autoidentyfikacja bohatera tej historii, ale i nieetyczne działania rządu indonezyjskiego. Jako Stowarzyszenie Libertariańskie postanowiliśmy zmienić zatem jej tok i udzielić głosu samemu Skrzypskiemu, który – jak sam twierdzi – został skazany w ramach pokazowej i bezprawnej komedii władz Indonezji. Z naszego ramienia sprawą zainteresował się Sebastian Węglarz, koordynator oddziału krakowskiego Stowarzyszenia, który przeprowadził zdalną rozmowę z pełnomocnikiem Jakóba.

Jeżeli są wśród naszych sympatyków osoby, które chciałyby pomóc Jakóbowi, napiszcie proszę na nasz adres mailowy [email protected]. Innych zachęcamy do używania hasztagu #freeskrzypski żeby zwiększyć medialność tej akcji. Wspólnie możemy spróbować zmienić status Skrzypskiego. Z naszej strony postaramy się, żeby wszystkie słowa wsparcia trafiły za pośrednictwem adwokata do samego Jakóba.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Poniżej prezentujemy pełną treść wywiadu:

Spotkanie Jakóba Skrzypskiego z panią adwokat

Witaj Jakóbie! Śledzimy od dawna doniesienia medialne na temat Twojego zatrzymania w Indonezji. W polskich i szwajcarskich mediach pojawiło się wiele nieścisłości związanych z tą sprawą. Dziękujemy, że za pośrednictwem Twojego adwokata zgodziłeś się opowiedzieć o całej tej sytuacji i przedstawić nam Twój punkt widzenia.

Zostałeś aresztowany ponad pół roku temu. Przez kilka miesięcy oczekiwałeś na ogłoszenie wyroku. Jak doszło do zatrzymania? Jakie przedstawiono Ci zarzuty?

Na samym początku wspomnę, że do Indonezji podróżuję regularnie od ponad 10 lat. Głównie na Jawę, Sumatrę i Bali. Mam tu wielu przyjaciół, 6-letnią córkę i grób bardzo bliskiej osoby. Do Papui po raz pierwszy udałem się motywowany chęcią zobaczenia czegoś bardziej egzotycznego i spotkania dawnych przyjaciół, którzy przeprowadzili się do Timiki parę lat temu. Zostałem aresztowany przez przypadek. Byłem w towarzystwie Papuasa Edwarda „Edo” Wandika w Wamenie. Zainteresowała się nami policja, gdyż ktoś z jego rodziny miał być ponoć wplątany w przemyt amunicji. Zostaliśmy dokładnie przeszukani, lecz nie znaleziono przy nas żadnych nielegalnych przedmiotów. Chciałem wrócić do Dżajapury, więc policja poprosiła nas jeszcze o złożenie raportu dla lokalnego komisariatu. Na miejscu okazało się, że jestem jednak podejrzanym w sprawie i postawiono mi zarzuty – paragrafy 106, 110, 11, 53 i 55 kk, czyli próba dokonania zamachu stanu i kolaboracja. Prokuratura dodała jeszcze paragraf 87. Początkowo namawiali mnie, abym przyznał się do nielegalnego dziennikarstwa, pokazując mi na ekranie komórki pismo od BIN (Badan Intelijen Negara, wywiad indonezyjski), które wymienia zawód „dziennikarz” w moich danych osobowych. Przypuszczam, że było ono spreparowane specjalnie na tę okoliczność. Konsul namawiał mnie, żebym nie przyznawał się do tego zarzutu pomimo krótszej kary przewidzianej w kodeksie karnym (5 lat zamiast 20 lat lub dożywocia). Podstawą oskarżenia okazały się moje zdjęcia z wizyty w siedzibie KNPB (Komite Nasional Papua Barat), czyli pokojowej organizacji, której celem nadrzędnym jest zorganizowanie referendum niepodległościowego oraz stare fotografie ze szwajcarskiej strzelnicy ściągnięte z archiwum Google. Prokuratura żądała dla mnie 10 lat pozbawienia wolności. Sprawa jest bezprecedensowa, ponieważ nawet prawdziwi i zdeklarowani separatyści byli skazywani na krótsze wyroki niż ja.

Skazano Cię na 5 lat więzienia za działalność na szkodę państwa. Z naszych informacji wynika, że proces został przeprowadzony rażąco niedbale i bez poszanowania dla Twoich praw. Czy to prawda, że Twój adwokat nie został dopuszczony do sprawy? Jakie zaniedbania sądu i prokuratury miały jeszcze miejsce?

To prawda. Na obrońcę moi przyjaciele i aktywiści wyznaczyli panią Latifah Anum Siregar, doświadczoną w tego typu sprawach. Jednak jej wybór był trzymany w tajemnicy przez policję. Dowiedziałem się o tym drogą tajnej komunikacji. Policja zaczęła przesłuchania bez powiadomienia konsula i próbowała narzucić mi własnego adwokata – Chairula Fahru Sireagara, mimo że ambasada powiadomiła ich o wyznaczeniu obrońcy do 8 września. Później utrudniano jej spotkania ze mną, powołując się na oczekiwanie na list z ambasady, który nagle odnalazł się w momencie zakończenia śledztwa. Podobnie dopiero w tym momencie konsul dostał pozwolenie na wizytę. Inspektorzy z trudem kryli gniew za każdym razem, gdy dowiadywali się, że pani Anum jednak udało się spotkać ze mną w areszcie. Pierwsze widzenie wymusiłem strajkiem głodowym. Bardzo wyraźnie akcentowany był negatywny stosunek do jej osoby. Później, 2 listopada, miał miejsce transfer do Wameny: na siłę, ponieważ się opierałem. Celem tej wywózki było odizolowanie mnie od adwokatów, aktywistów i dziennikarzy oraz urządzenie pokazowego procesu dla lokalnej ludności tubylczej w newralgicznym regionie. Do Wameny, położonej w górskim interiorze, można się dostać tylko samolotem. Proces rozpoczął sie z dużym opóźnieniem, bowiem dopiero 17 grudnia. Prokuratura nie wiedziała jak dokładnie sformułować zarzuty wobec mnie. Wtedy też okazało się, że nikt nie pomyślał o tłumaczu. Domagałem sie polskiego lub francuskiego, ale nawet angielskiego trudno było znaleźć. 8 stycznia miała miejsce kolejna rozprawa, w której odmówiłem wzięcia udziału. Na następną, 14 stycznia, zaprowadzono mnie siłą. Dalej stawiałem się dobrowolnie, żeby okazać dobrą wolę. Wnosiliśmy o nadzwyczajne rozpatrzenie sprawy ze względu na błędy proceduralne i brak dowodów, lecz wniosek ten został całkowicie odrzucony.

Jesteś podróżnikiem, dziennikarzem i wolnomyślicielem. Czy uważasz, że władzom Indonezji realnie zagraża Twoja pokojowa działalność edukacyjna?

Nie. A jak myślicie? Boją się, że dokonam zamachu stanu? Albo że Papua stanie się nowym Kosowem, Donbasem, czy Timorem Wschodnim? Indonezja ma paranoję na tym punkcie. Były konflikty separatystyczne w Molukach Południowych, Mihahasie i w Acehu – ten ostatni najdłuższy, oprócz papuaskiego. W Papui rozmawiałem z wieloma różnymi ludźmi: Aborygenami, cudzoziemcami, lokalnymi działaczami, żołnierzami, biednymi i zamożnymi mieszkańcami. Robiłem dużo zdjęć i materiałów wideo, które w przyszłości miały posłużyć mi do stworzenia podróżniczej książki. Przypuszczam, że mogło się to nie spodobać lokalnej władzy.

Jak wygląda Twoja codzienność? Czy w więzieniu udało Ci się nawiązać kontakt z tamtejszymi osadzonymi? Czy stosujesz jeszcze strajki głodowe?

W Dżajapurze byłem trzymany w areszcie policyjnym. Sześć cel bez drzwi, połączonych korytarzem i salą z TV z kratą w dachu. W Wamenie klimat jest lepszy, gdyż nie jest tam aż tak gorąco. Tu również zostałem osadzony w areszcie, ponieważ kierownik więzienia nie chciał mnie przyjąć ze względu na duże zaludnienie i powtarzające się ucieczki. Cele o powierzchni 16 m2 mają wbudowane toalety i przebywa w nich od 2 do 8 osób. Niestety nie jest możliwe opuszczenie ich nawet na moment. Brakuje dystrybutora z gorącą wodą jak w Dżajapurze. Pomimo przebywania w areszcie śledczym, otrzymuję jedzenie przeznaczone dla więźniów, które jest znacznie gorsze jakościowo – ogromna porcja ryżu z odrobiną zieleniny i czasem maleńką porcją kurczaka. Nigdy nie wziąłem żadnego z tych posiłków więziennych do ust. Policyjni aresztanci mają do dyspozycji dania dużo lepszej jakości – ryż, makaron, tofu, warzywa każdego dnia przyrządzone inaczej. Nic nie wskórał nawet protest konsula w tej sprawie. Kontakt z innymi osadzonymi nie był nigdy utrudniany. Nie byłem izolowany. Czas upływa mi bardzo wolno. W Wamenie nie ma nawet telewizora, ale dzięki pani adwokat i przyjaciołom z Jawy miałem co czytać.

Jakób Skrzypski z lokalnym działaczem na rzecz praw człowieka

Na co dzień mieszkasz w Szwajcarii. Jesteś wolnorynkowym miłośnikiem tradycji i permakultury. Czy możesz nam dokładniej przybliżyć swoje poglądy społeczno-polityczne i przedstawić w skrócie filozofię, którą kierujesz się w Twoim życiu?

Nie jestem przyzwyczajony do samodefiniowania się, ale na pewno jestem wrogiem etatyzacji życia i duszenia potencjału gospodarczego. Szczególnie w czasach, w których Europa idzie właśnie w tym kierunku. Zachowanie tradycji też jest dla mnie bardzo ważne. Mam na myśli budowanie na jej fundamentalnych wartościach i założeniach. Moje poglądy mogę opisać jako monarchiczo-elitarystyczne. Demokracja najlepiej sprawdza sie na poziomie małych jednostek terytorialnych.

W mediach szerokim echem odbiła się wiadomość o Twoim uwięzieniu. Powstały internetowe petycje w kilku językach do rządów Polski i Szwajcarii. Niestety polskie MSZ pozostaje głuche na prośby o interwencję w Twojej sprawie. Czy myślisz, że może mieć to podłoże polityczno-ideologiczne?

Z powodu narzuconej mi izolacji nie wiem o tym zbyt wiele. Na pewno Szwajcaria nie czuje sie zobowiązana, jako że nie mam jeszcze obywatelstwa, a także z powodu nierzetelnych artykułów dziennikarzy takich jak Fabian Eberhard z „Blick”, którzy próbują łączyć mnie z neonazizmem. A Polska? Jaką ma historię podobnych interwencji? Nie zapominajmy też, że Indonezja ściśle współpracuje z USA od 1966 r. Teoretycznie więc problemów z prawami człowieka tutaj nie ma, tak jak nie ma ich np. w Arabii Saudyjskiej. Urzędnik imigracyjny Gatut Setiawan miał powiedzieć, że Indonezja ma interesy w USA, Wielkiej Brytanii czy Australii, ale nie w Polsce. Znacząco ogranicza to siłę argumentów. Zapewne stąd właśnie wynika tak duża różnica w traktowaniu mojej osoby w porównaniu z Oswaldem Itenem oraz parą Thomas Dadois i Valentine Bourrat.

Jakób Skrzypski ze swoją 6-letnią córką mieszkającą w Indonezji

W imieniu Stowarzyszenia Libertariańskiego i społeczności Wybierz Szarą Strefę życzę Ci jak najszybszego zakończenia tej absurdalnej sytuacji i powrotu do miejsca na świecie, w którym czujesz się najlepiej.

Wszystkich Czytelników zachęcam do podpisania petycji do władz Polski i Szwajcarii w językach polskim i angielskim. Pomocne będzie również wysyłanie wiadomości mailowych do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i polskiej ambasady w Indonezji.

Sebastian Węglarz

Komenrtarz

  1. Reply
    Jacek says

    Niech te nasze MSZ ruszy zadek i sciagnie Polaka do kraju. Na miejscu go trzeba sądzić jesli jest o co.

Skomentuj

*