Brak komentarzy

Dawid Tomczyk na wrocławskim proteście Stop Cenzurze Internetu

Podczas protestu Stop Cenzurze Internetu  na wrocławskim Rynku w dniu 30 czerwca głos zabrał jeden z naszych członkówDawid Tomczyk:

 

„6 lat temu, kiedy wychodziła pierwsza wersja tego chorego przepisu, było nas znacznie więcej. Dzisiaj nie dziwię się, że jest nas mniej, ponieważ ciężko jest protestować przeciwko czemuś, czego tak naprawdę nie do końca rozumiemy. Ta dyrektywa jest napisana w sposób tak okrutnie niezrozumiały, tak dookoła, że ciężko jest nawet teraz przewidywać, jakie będą jej skutki, jeśli zostanie wprowadzona.

To nie jest wygodne miejsce, wygodny sposób do protestowania, ale cieszy mnie, że mimo tego i tak przyszli tutaj ludzie, którzy czują, czym dla nas jest Internet. 6 lat temu nie tylko to zrozumieliśmy, ale też poczuliśmy, jak wielką wolność daje nam Internet. Kiedy dotarło do nas, co możemy stracić, co sami wypracowaliśmy, coś co my sami, młodzi ludzie, stworzyliśmy, że chcą nam to zabrać, nie było problemu, żeby się zorganizować.

Dzisiaj temat powraca, powraca groźniejszy niż wcześniej, ponieważ nie będzie wolno nam na przykład cytować polityków. Jeśli ktoś powiedział rok temu, dwa lata temu dane zdanie, ustosunkował się do jakichś wydarzeń, a dwa lata później mówi coś całkowicie innego, nie będziemy mogli mu tego udowodnić. Owszem, będziemy mogli, jeśli wcześniej mu zapłacimy za to, żeby móc mu to udowodnić. To jest kuriozum i ja osobiście się na to nie zgadzam! Drugim takim przykładem jest posiadacz bloga. Podejrzewam, że tutaj w tym tłumie wielu z nas prowadzi własne blogi – większe lub mniejsze, tematyczne lub ogólne. Wystarczy, że ktokolwiek, nawet ja, w miarę anonimowo (bo TOR jeszcze w miarę anonimowy jest, chociaż nie tak jak kiedyś) wejdę na takiego bloga jednej czy drugiej osoby, zaspamuję w komentarzach linkami do materiałów, które są objęte ochroną praw autorskich, a później jako osoba, oficjalnie już jako ja, pójdę do prokuratury i zgłoszę: na tej stronie, tu są screeny, istnieją nieopłacone odnośniki, wówczas taka osoba, jako właściciel tego bloga, jest w bardzo nieprzyjemnej sytuacji. On jako zarządca przestrzeni publicznej (wirtualnej, ale zawsze) zostanie w tym momencie pociągnięty do odpowiedzialności, to on dostanie po kieszeni, dostanie wyrok, najprawdopodobniej w zawieszeniu, ale kto wie, wiemy jak działają polskie sądy, jak działa polski wymiar sprawiedliwości, więc nie liczyłbym na logikę.

To są dwa najprostsze, z życia wzięte przykłady, które mogą mieć miejsce, jeśli to się wszystko ziści. Jedynym ratunkiem jaki mi przychodzi teraz na myśl, dla nas, dla internautów, przed tą dyrektywą, jeżeli ona się pojawi, jest licencja Creative Commons, która ma wiele różnych wariantów, wiele różnych odmian, i z którą jako bronią, najważniejszą bronią, udało nam się pokonać poprzedni pomysł – ACTA. Wtedy Creative Commons jako licencja pozwalała zbyć się roszczeń majątkowych do praw autorskich. Ponieważ osobiste prawa autorskie są prawami niezbywalnymi, tego się nie możemy pozbyć. Natomiast pozbyć możemy się roszczeń majątkowych wynikających z tych praw. To jest jedna z luk, która nie wiadomo jeszcze czy będzie działać, czy będzie nam sprzyjać, bo nie wiemy jeszcze jaka będzie ostateczna wersja tej dyrektywy.

Dlatego ubolewam nad tym, że przyszło się nam spotykać i protestować przeciwko czemuś, czego jeszcze tak do końca nie znamy, przed czym jeszcze nie wiemy jak się skutecznie bronić. Ale zachęcam gorąco do tego, żeby szukać możliwości. 6 lat temu w Internecie (Internet nie zapomina) znalazły się informacje, jak być anonimowym, jak bronić się przed prawnymi zakusami ludzi, którym bardzo przeszkadza to, że młodzi ludzie znaleźli własną platformę i własny sposób wyrażania opinii, wymiany tej opinii i podważania autorytetów. Ciężko jest podważyć autorytet czytając gazetę, ale mogąc odpowiedzieć na komentarz na Facebooku, a przede wszystkim odpowiedzieć czymś tak chwytliwym, jak mem, to już jest bardziej niebezpieczne.

Na koniec chciałbym przypomnieć, że wolności się nie negocjuje, o wolność się walczy!”.

Dlatego też z ulgą odnotowujemy, iż dzisiaj, tj. 5 lipca 2018 r. okazało się, że CENZURA INTERNETU ZOSTAŁA ODROCZONA!

Parlament Europejski odrzucił bowiem wersję projektu dyrektywy o jednolitym rynku cyfrowym uchwaloną 20 czerwca przez Komisję Prawną (JURI), przy 318 głosach przeciwko, 278 głosach za i 31 głosach wstrzymujących się.

Co to oznacza? Cały Parlament Europejski będzie debatować nad ewentualnym przygotowaniem nowej wersji dyrektywy do negocjacji z Radą Unii Europejskiej bądź też nad całkowitym odrzuceniem projektu.

Dawid Tomczyk

Skomentuj

*