Brak komentarzy

Czy symbole powinny mieć prawa?

Niemałe kontrowersje wzbudziła w ubiegłym tygodniu przeprowadzona przez lewicowe grupy aktywistyczne akcja, w ramach której na kilku stołecznych pomnikach (w tym – co spotkało się z największym oburzeniem – na pomniku Jezusa Chrystusa przed kościołem św. Krzyża) zawieszono flagi LGBT, chusty z anarchistycznymi symbolami i kartki z hasłami wyrażającymi protest wobec dyskryminacji osób nieheteroseksualnych w przestrzeni publicznej, jak również wulgaryzmy pod adresem bliżej nieokreślonych „ignorantów” ( wszystko to jednak bez wyrządzania posągom żadnych trwałych szkód). W reakcji na całą sytuację głos zabrały najważniejsze osoby ze świata polityki, mediów i Kościoła, Wiceminister Sprawiedliwości złożył zawiadomienie do prokuratury, Premier osobiście zapalił znicz pod – jak sam określił – „zbezczeszczoną figurą”, a dzisiaj warszawska Policja poinformowała o zatrzymaniu pierwszych podejrzanych w związku z „obrazą uczuć religijnych i znieważeniem pomników”.

Pojawiające się w debacie publicznej oceny tego zajścia podzieliły się według przewidywalnego klucza: dla większości osób o poglądach progresywnych była to dopuszczalna forma protestu w słusznej sprawie, dla większości konserwatystów zaś – profanacja świętości i obraza uczuć religijnych. Fundamentalnym problemem nie jest tu jednak pytanie, która z tych stron ma rację – z ich własnych perspektyw mają ją bowiem obie strony. To, że dla jednej z nich widok Chrystusa z tęczową flagą jest akceptowalny, a dla drugiej już nie, wynika z tego, że ludzie różnią się w swoich światopoglądach oraz wartościach i nie istnieje obiektywny wyznacznik tego, co obraźliwe. Prawdziwym problemem jest sytuacja, w której państwo, oficjalnie zobowiązane do zachowywania neutralności w sprawach światopoglądowych, stawia się w roli arbitra decydującego o tym, jakie symbole i stojące za nimi wartości czy światopoglądy zasługują na ochronę prawną, a jakie nie. Rezultatem tego są właśnie naruszające swobodę wypowiedzi prawa karzące za obrazę uczuć religijnych czy znieważenie pomników.

W tym miejscu oczywiście należy zastrzec, że wolność jednej osoby kończy się tam, gdzie zaczyna się wolność drugiej – a zatem w przypadku pomników znajdujących się na prywatnym terenie to właściciel ma prawo zakazać wykonywania z pomnikiem określonych czynności, czy dodawania do niego określonych elementów. Wciąż jednak w przypadku złamania takiego zakazu państwo powinno karać wyłącznie za obiektywnie weryfikowalny fakt naruszenia prawa własności, a nie za arbitralnie zdefiniowane znieważenie symbolu, który dany pomnik reprezentuje. Jednak w przypadku pomników będących własnością publiczną, finansowanych i utrzymywanych z pieniędzy podatników, swoboda wypowiedzi wymaga, by mogły one być platformą do ekspresji rozmaitych poglądów w każdy nienoszący znamion wandalizmu sposób – tak jak są nimi inne elementy publicznej infrastruktury. Zawieszenie flagi na pomniku nie pozbawia wszakże innych podatników możliwości dostępu do tegoż dobra publicznego w większym stopniu, niż powszechnie akceptowane wykorzystanie ulic do organizacji pochodów w celu manifestowania swoich poglądów.

Podsumowując, każdy z nas ma prawo lekceważyć jakieś symbole, lub też przeciwnie – uważać je za świętość. Nikt jednak nie powinien mieć prawa do wykorzystania państwowego aparatu przymusu i represji celem egzekwowania jedynego słusznego poglądu na daną sprawę. W przypadku pomników natomiast doskonałą metodą na ochronę przed znieważeniem jest ich wznoszenie na prywatnym terenie i za prywatne środki – czy to pochodzące od indywidualnych osób, czy też firm, stowarzyszeń, bądź organizacji religijnych. Dopóki jednak inne osoby zmuszane są przez państwo do współfinansowania konstrukcji i utrzymania danego publicznego pomnika, należy zaakceptować to, iż mogą one chcieć wyrazić za jego pomocą inny pogląd niż ten, który przyświecał jego twórcom.

Polecamy Wam również poświęcony omawianej sprawie podcast Tomasza Agenckiego, naszego Członka Honorowego i wolnościowego blogera, w którym to przedstawia on swoją propozycję alternatywnego rozwiązania sprawy przez polityków i hierarchów kościelnych.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*