7

Cezary Marciniak – 10 powodów, dla których NIE zamierzam głosować

Zaczęło się właśnie zbiorowe szaleństwo związane z kampanią wyborczą przed wyborami parlamentarnymi. Niebawem zaczną nas zalewać plakaty, spoty wyborcze i posty na portalach społecznościowych dotyczące nie tylko poszczególnych kandydatów i partii, ale także zachęcające do pójścia na wybory. Dla odmiany, chciałem zaprezentować 10 powodów, dla których ja NIE zamierzam głosować:

1. Głosowanie to narzucanie innym swojego zdania i zmuszanie ich przez to do życia pod dyktatem danych rozwiązań osiąganych środkami politycznymi. Z mojego punktu widzenia takie działanie jest co najmniej niegodne przyzwoitego człowieka, a wręcz pokusiłbym się o stwierdzenie, że jest to niemoralne i nikt z nas nie ma to tego prawa.

2. Nasz głos nie ma praktycznego znaczenia. Prawdopodobieństwo, że zmieni on wynik wyborów jest bliskie zeru. Nie warto więc poświęcać wyborom czasu. Ktoś mógłby jednak wskazać, że samo pójście do lokalu wyborczego, który znajduje się zazwyczaj blisko miejsca zamieszkania wyborcy i wrzucenie kartki do urny nie stanowi dużego poświęcenia i porównaniu z możliwością wpływu (chociażby niewielkiego) na losy państwa jest to warte zachodu. Jednakże ktoś, kto odgranicza się tylko podanych wyżej czynności, nie poświęciwszy uprzednio czasu na to, aby upewnić się, która partia i który kandydat jest warty poparcia, odda głos, kierując się w przeważającej mierze emocjami (zagłosuje na kogoś, kto mu się spodoba, a najczęściej po prostu na liczącego się konkurenta partii/osoby, której nie lubi). Co zrobić, żeby zagłosować racjonalnie? Przede wszystkim należałoby przeczytać programy partii startujących w wyborach i dowiedzieć się czegoś o kandydatach i ich kwalifikacjach (żeby wiedzieć jakie w ogóle są możliwości). To oczywiście nie wystarczy. Następnie powinniśmy przeanalizować, na ile składane przez polityków propozycje są realne (m.in. pod względem finansowym, prawnym lub czysto technicznym), jakie niosą ze sobą koszty alternatywne oraz wreszcie czy są one zgodne z wyznawanymi przez nas wartościami. Warto byłoby też wiedzieć jak sprawowały się wcześniejsze ekipy rządzące i jakie można wyciągnąć z tego wnioski na przyszłość. To wszystko wymaga dużej wiedzy z zakresu politologii, ekonomii, prawa, historii, stosunków międzynarodowych i wielu innych dziedzin. Koszty zdobycia informacji, które pozwoliłyby oddać racjonalny głos są ogromne. W zamian otrzymujemy możliwość świadomego oddania głosu w wyborach, przy czym dokładnie taki sam wpływ na wynik wyborów mają ci, którzy głosują emocjonalnie. Ponieważ nieracjonalne jest nabywanie czegoś mało cennego za bardzo wysoką cenę, opłacalne jest pozostawanie ignorantem w dziedzinie polityki[1]. Ignorant oczywiście też nie powinien głosować, bo swoją nieprzemyślaną decyzją prawdopodobnie zaszkodzi społeczeństwu. Dodam jeszcze, że zupełną stratą czasu jest pójście na wybory i oddanie głosu nieważnego. Nie wpływa to na wynik wyborów. Nie jest to też takie proste, jak mogłoby się wydawać i wiąże się z ryzykiem[2]. Poza tym każdy świadomie nieważny głos wrzucany jest do jednego worka z głosami ludzi, którzy nie potrafią prawidłowo wypełnić karty do głosowania.

3. Wiele osób twierdzi, że nie idąc na wybory, niczego się nie zmieni. Chciałbym jednak wyrazić opinię, że idąc na wybory, prawdopodobnie też nic nie zmienimy. Prawdziwe zmiany wcale nie dokonują się w polityce. Prawdziwa zmiana to na przykład wymyślenie technologii, która ułatwi życie milionom ludzi na całym świecie. Albo takiej, która realnie zwiększy naszą wolność i zrobi to niezależnie od działań polityków (jak blockchain). Z kolei przemiany społeczne zaczynają się oddolnie, przez zmianę świadomości poszczególnych ludzi, a polityka może się do nich tylko dostosowywać. Czy to zmiana stosunku do niewolnictwa, równouprawnienia kobiet, ochrony środowiska, tolerancji dla osób LGBT, czy wreszcie podważenie zasadności istnienia państwa, to wszystko musiało albo musi zacząć się od zmiany myślenia. Próby odgórnego narzucania takich przemian przy sprzeciwie społeczeństwa, prawdopodobnie skończą się oporem, albo wręcz zawróceniem naturalnych tendencji, które stopniowo kierują ludzkość w stronę wolności i harmonii. Działać na rzecz pozytywnych zmian w naszym otoczeniu można na wiele różnych sposobów[3]. Jednym z nich jest zaangażowanie się w działalność organizacji pozarządowych. Ja polecam rzecz jasna Stowarzyszenie Libertariańskie (ma bardzo duży potencjał, ale potrzebuje znacznie więcej aktywnych i kreatywnych ludzi). Jeśli możesz, Wybierz szarą strefę. Tym czego dzisiaj potrzebujemy jest sprawna sieć niezależnych od państwa instytucji i przedsięwzięć, które budują fundamenty przyszłego, wolnego społeczeństwa. Kształćmy się. Zdobywajmy umiejętności, które pozwolą utrzymywać się z tego, co sprawia nam satysfakcję i które mogą przysłużyć się ludziom wokół nas. Wychowajmy nasze dzieci na ludzi świadomych, niezależnych i będących w stanie w rzeczywisty sposób zmieniać świat. Ale nie angażujmy się w politykę. Nie warto.

4. Jeśli już trzeba jakichś zmian na szczycie, to na polityków można wywierać nacisk, nie angażując się bezpośrednio w politykę (poprzez protesty, happeningi, akcje informacyjne, a także kontaktując się z nimi). Poprzez samo oddanie głosu, nie mamy wpływu na to jak dany polityk będzie się zachowywał, jakie projekty popierał, w jaki sposób przyciskał guzik w parlamencie. Głosowanie stwarza pozór wpływania na rzeczywistość, ale tak naprawdę ten wpływ jest znikomy, a jednostka jest w stanie na inne sposoby silniej oddziaływać na sytuację społeczno-gospodarczą.

5. Wybieranie mniejszego zła w Polsce. Niektórzy mogą postrzegać głosowanie jako formę obrony. Pomysł jest taki, żeby wybrać kogoś, kto w jak najmniejszy sposób będzie nam szkodził albo uchroni nas przed kimś, kto stanowi dla nas dużo większe zagrożenie. Wyobrażam sobie sytuację, w której takie myślenie jest zasadne. Załóżmy, że żyjemy w systemie prezydenckim i dwupartyjnym. Po jednej stronie staje zdeklarowany komunista, wyrażający sympatię wobec najbardziej okrutnych, totalitarnych reżimów. Po drugiej stronie libertarianin w rodzaju Rona Paula. Sondaże dają obu podobne poparcie. Oczywistym jest, że w tej sytuacji warto zagłosować, żeby przeciwstawić się rzeczywistemu i bezpośredniemu zagrożeniu. Obecnie jesteśmy bardzo daleko od tak skrajnego scenariusza. Mamy do wyboru zła i może minimalnie mniejsze zła. Nie jesteśmy jednak w stanie tak naprawdę przewidzieć, że określone mniejsze zło nie okaże się jednak gorsze. Nie wiemy jak wyniki tych wyborów i co za tym idzie ukształtowanie sceny politycznej następnej kadencji wpłyną na kolejne wybory. Może zwycięstwo obecnej opozycji będzie dla nas dobre w krótkiej perspektywie, ale dojdzie do poważnego kryzysu finansowego na świecie (niezależnego od naszej polityki), przy okazji rząd będzie niestabilny i skompromituje się licznymi aferami, co zapewni PiS-owi większość konstytucyjną w 2023 roku? Może Konfederacja, którą wiele osób uważa za najbardziej „wolnościową” opcję stworzy z obecną partią rządzącą koalicję i umożliwi jej swobodny marsz w stronę autorytaryzmu i nacjonalizmu? Nie jesteśmy w stanie tego przewidzieć. Dlatego moim zdaniem lepiej trzymać się z boku, zajmować się swoimi sprawami i nie ryzykować, że nasze działanie przyczyni się do czegoś złego.

6. Ordynacja w wyborach do Sejmu stwarza nieprzewidywalność tego, jaki konkretnie wpływ na wynik wyborów (rozkład mandatów i to, kto konkretnie dany mandat otrzyma) ma nasz głos (zakładając już, że ma znaczenie). Tzw. głosowanie strategiczne (typu: „zagłosuję na A, żeby B nie przekroczył progu i nie stworzył koalicji z C”) może obrócić się przeciwko nam. Poza tym, w zasadzie najczęściej to liderzy partii podejmują decyzje na temat tego, kto znajdzie się w parlamencie, umieszczając poszczególne osoby na „miejscach biorących” na listach wyborczych. To, że zagłosujemy na kogoś z dalszego miejsca może nie mieć żadnego znaczenia, skoro na przykład w danym okręgu wejdzie tylko „jedynka”. Nie ma sensu grać w grę, w której nie mamy szans wygrać.

7. Poparcie danego polityka w wyborach sprawia, że jesteśmy odpowiedzialni za działania, które podejmuje. Nawet jeśli ma on dobre intencje, żeby coś osiągnąć prawdopodobnie będzie zmuszony do wielu moralnie wątpliwych kompromisów i zdradzania tym swoich ideałów, a przy okazji kompromitowania bliskich nam idei. Władza deprawuje, co jest naukowo udowodnione[4]. Przyczyniając się do tego, że ktoś dochodzi do władzy, jesteśmy częściowo winni każdej złej rzeczy, której ta osoba się dopuszcza, sprawując urząd. Chcąc zachować czyste sumienie, nie powinniśmy głosować.

8. Polityka niszczy więzi społeczne. Tworzy zupełnie niepotrzebne podziały, dzieli ludzi na „sorty”. Skłóca rodziny i grupy przyjaciół. Nie ma sensu się nią zajmować. Często lepiej udawać, że nie istnieje[5].

9. Legitymizowanie systemu. Nie mamy obowiązku głosować, wbrew temu co niektórzy usiłują nam wmówić. Biorąc udział w wyborach pokazujemy, że akceptujemy reguły tego wszystkiego, co się odbywa. Tego, że wyrażamy swoje zdanie, udzielamy poparcia poszczególnym osobom i zgadzamy się, że ten kto wygra może mieć władzę nad pozostałymi. Ja czegoś takiego nie akceptuję. Dlatego nie zamierzam brać w tym udziału.

10. Ostatni argument przeciwko głosowaniu odnosi się do ostatnich wyborów do Parlamentu Europejskiego. Pewnie nie wszyscy wiedzą, że wysokość dotacji podmiotowej przyznawanej partiom zależna jest w tym przypadku od frekwencji wyborczej (art. 151 kodeksu wyborczego). Każda osoba, która poszła do tych wyborów sprawiła, że komitety wyborcze uzyskały dodatkowo następujące kwoty (obliczenia własne):

KW Prawo i Sprawiedliwość: 51 groszy
KKW Koalicja Europejska PO PSL SLD .N Zieloni: 43 grosze
KW Wiosna Roberta Biedronia: 6 groszy.

Może to wydawać się niewiele, ale zastanówmy się. Czy gdybyś spotkał(a) na ulicy działaczy tych partii i poprosiliby oni o wsparcie właśnie tymi kwotami, zgodził(a)byś się? Pewnie nie, a już na pewno nie wszystkich. Ale jeśli brałeś/aś udział w tych wyborach, to tak właśnie się stało. Z tą różnicą, że ofiarowałeś/aś cudze pieniądze zamiast swoich.

Cezary Marciniak


[1] Więcej o zjawisku racjonalnej ignorancji: S. Wójtowicz, Racjonalna ignorancjahttps://stanislawwojtowicz.pl/2016/04/racjonalnaignorancja/

[2] Zob. https://bezprawnik.pl/jak-oddac-glos-niewazny-poradnik/

[3] Tutaj parę propozycji: https://www.youtube.com/watch?v=k0VR_FHNqOY

[4] Mam na myśli na przykład stanfordzki eksperyment więzienny. O wnioskach, jakie płyną z tego dla problematyki władzy politycznej, można przeczytać między innymi w rozdziale 6. książki Problem władzy politycznej Michaela Huemera, wydanej niedawno przez Instytut Misesa.

[5] Zob. także: S. Wójtowicz, Demokracja niszczy więzi społecznehttps://stanislawwojtowicz.pl/2015/12/demokracja-niszczy-wiezi-spoleczne/

7 komentarzy

  1. Reply
    pozdro says

    Punkt 1: Rozumiem że argument przebiega mniej więcej tak: głosowanie = polityka = inicjacja agresji = łamanie NAP, a łamanie NAP to zło, więc głosowanie jest niemoralne. Tyle tylko, że w sytuacji gdy agresji już dokonano, to każdy lib się zapewne zgodzi, że zaatakowanemu przysługuje prawo do proporcjonalnego użycia przemocy do obrony / restytucji. I głosowanie może potraktować w tych kategoriach – z braku innych możliwości.

    • Reply
      Cezary says

      Można to tak traktować i uznać, że rzeczywiście występuje tutaj aspekt obrony przed agresją państwa. Jednak w tym przypadku, oprócz tego mamy do czynienia z wyrażaniem woli inicjowania agresji przez państwo względem innych osób w określony przez nas sposób, co jest już raczej nieproporcjonalną reakcją.
      Nie jest też tak, że nie mamy innych możliwości. Możemy chronić się przed państwem inaczej, chociażby uciekając do szarej strefy.
      Nie chciałem tutaj kategorycznie stwierdzać, że głosowanie łamie zasadę nieagresji. Po prostu w moim odczuciu jest to zachowanie wątpliwe moralnie.

  2. Reply
    pozdro says

    Szczerze mówiąc, nie za bardzo widzę, na czym miałaby polegać nieproporcjonalność reakcji. Czy na rodzaju użytych środków (w tym wypadku urny) ?

    Jeśli tak, to należałoby uzasadnić, dlaczego przejęcie kontroli nad uzbrojonym dronem, którego ktoś w niecnych zamiarach nasyła jest zgodne z NAP (czy się mylę?), a zrobienie tego samego z uzbrojonym politykiem już nie jest.

    • Reply
      Cezary says

      Nieproporcjonalność reakcji polega na tym, że nie tylko próbujemy bronić się przed agresorem, ale oprócz tego przekazujemy mu, że powinien dokonywać agresji, tylko w inny sposób. To chyba nie do końca związane jest z NAP-em (bo też nie jest to jedyna zasada, jaką kierują się libertarianie).
      Problem też jest taki, że w systemie demokratycznym usiłuje się rozmyć granicę pomiędzy państwem a społeczeństwem i nie wiadomo do końca kogo (jakie jednostki) uznać za państwo. Bo uznając zgodnie z Konstytucją, że suwerenem jest naród, to każdego kto usiłuje sprawować władzę poprzez głosowanie można uznać za działającego jak państwo, czyli zgodnie z etyką libertariańską za agresora.
      Nie wydaje mi się, że ta analogia jest dobra. Mówimy tutaj o politykach (ludziach), którzy posiadają wolną wolę i nie możemy ich kontrolować ich tak jak przedmiotów. Jeśli przejmujemy tego drona to zakładam, że jesteśmy nim w stanie kierować i rzeczywiście powstrzymać zagrożenie. Z głosowaniem to tak nie działa. Mamy wpływ na to jacy politycy będą posiadali władzę, ale tylko pośredni na to, jakie będą podejmowali decyzje.

      • Reply
        pozdro says

        Analogia jest rzeczywiście niechlujna. Ale zamieńmy “polityka” na “funkcjonariusza”. Załóżmy też dla uproszczenia, że mamy prosty system, gdzie polityk wybrany na szczyt hierarchii ma nad nią pełną władzę i robi to co naprawdę chce. Wtedy wybrany na prezydenta Ron Paul dezaktywuje funkcjonariusza w sposób, który niewiele się różni od dezaktywacji przejętego drona. Dalej nie widać jednoznacznej nieproporcjonalności – głosujący na Rona lib nie robi niczego, czego by wcześniej nie zrobił głosujący etatysta. Oczywiście, według swoich etycznych standardów lib brudzi sobie ręce – ale żeby pozostały całkowicie czyste, to by musiał podróżować nie dotykając państwowych dróg :)

        • Reply
          pozdro says

          (dezaktywacja funkcjonariusza oznacza tylko i wyłącznie likwidację funkcji którą on pełni – od razu precyzuję, zanim jakiś czytelnik o słabych nerwach dopatrzy się w tym sformułowaniu afirmacji przemocy :)

  3. Reply
    Cezary says

    Nie mamy prostego systemu i nie mamy Rona Paula. Zresztą napisałem w 5. punkcie, że wtedy głosowanie mogłoby być uzasadnione.

Skomentuj

*