1

Aleksander Serwiński – Typowa zachodnia socjaldemokracja w natarciu

Wielokrotnie widziałem, jak za nazywanie partii Razem „socjalistyczną” czy „komunistyczną” autor takiej wypowiedzi był wyśmiewany. Sam raczej wolałem pisać o radykalnej lewicy, skrajnej socjaldemokracji. Powoli jednak przekonuję się, że ich celem i motorem napędowym jest po prostu ograbienie bogatych dla samej grabieży, nie jakakolwiek redystrybucja czy stabilizacja społeczna. To po prostu denializm ekonomiczny podszyty nienawiścią do klasy wyższej, propozycja kompletnej destabilizacji gospodarki i konsekwentnego rozkułaczania najbogatszych. Przesadzam? Nie tym RAZEM.

Jak multimilionerzy mogą pomóc w ratowaniu klimatu?

Pod takim niewinnym tytułem 20 stycznia 2020 r. na oficjalnej stronie partii Razem pojawił się wpis, który całkowicie demaskuje fakt, że ze „zwykłą, zachodnią socjaldemokracją” partia ta ma niewiele wspólnego. Już w pierwszym zdaniu okazuje się jednak, że miliarderzy mogą znacznie więcej, niż tylko uratować klimat. W zasięgu ich możliwości jest także „wyciągnięcie z zapaści służby zdrowia, wyższe emerytury, budowa żłobków”. Okazuje się przy tym, że to banalnie proste. Wystarczy opodatkować majątki, nie tylko dochody najbogatszych. Proponowane stawki to:

0% od majątku poniżej 10 mln zł,
1% od majątku między 10 mln zł a 25 mln zł,
2% od majątku między 25 mln zł a 100 mln zł,
3% od majątku między 100 mln zł a 250 mln zł,
4% od majątku między 250 mln zł a 500 mln zł,
5% od majątku między 500 mln zł a 1 mld zł,
6% od majątku między 1 mld zł a 2 mld zł,
7% od majątku między 2 mld zł a 5 mld zł,
8% od majątku powyżej 5 mld zł.

Liczby te nie są przypadkowe. Już w samym wpisie znajdziemy odwołanie do polityków amerykańskich, tj. Berniego Sandersa i Elizabeth Warren.

Amerykańscy demokraci proponują to samo?

Oczywiście partia Razem musiała ich przelicytować. Warren zaproponowała podatek majątkowy, to prawda, ale w stawce 2% od 50 milionów dolarów wartości majątku netto i 6% powyżej miliarda. Tym, co od razu rzuca się w oczy, jest to, że najniższa stawka jest na poziomie końcówki czwartego progu w propozycji Razem, a wyższa w połowie przedostatniego. Mamy więc niższe stawki i wyższe progi podatkowe, co czyni propozycję Razem znacznie bardziej radykalną. Bernie Sanders natomiast proponuje identyczne stawki co partia Razem (chociaż nie są one jego autorskim pomysłem, o czym nieco później), ale również od znacznie wyższych wartości. 1% próg miałby dotyczyć majątków powyżej 32 milionów dolarów wartości majątku netto, a 8% dopiero powyżej 10 miliardów. Najniższa stawka miałaby więc w Polsce obowiązywać już dla około 10-krotnie mniejszego majątku, a najwyższa, już od około 35-krotnie mniejszego majątku niż analogiczna stawka w USA. Oczywiście – Polacy są po prostu biedniejsi niż Amerykanie. Najwyraźniej partia Razem postawiła sobie przy tym za punkt honoru, aby tak już zostało.

Bogaci z pewnością odwrócą się od Warren i Sandersa

Podatek majątkowy jest o wiele bardziej dotkliwy i niebezpieczny niż podatek dochodowy. Doskonale obrazują to chociażby reakcje zamożnych sympatyków lewicy. Bill Gates, który popiera znacznie wyższe podatki dochodowe, od podatku majątkowego się jednak dystansuje. Nie bez powodu – nawet 100% podatku dochodowego nie jest w stanie wpłynąć na jego obecny poziom życia. Podatek majątkowy natomiast byłby dla niego zdecydowanie bardziej dotkliwy.

Empiryczne potwierdzenie otrzymują więc tezy Thomasa Sowella, że najbogatsi mogą popierać wysokie, progresywne podatki dochodowe w celu utrudnienia innym dostępu do statusu osoby bogatej. Podatek dochodowy to nie podatek „od bycia bogatym”, a od „bogacenia się”, co lewica dość często traktuje jako jedno i to samo. Kiedy więc bogaci postulują wyższą progresję podatkową, to najpewniej nie robią tego z wielkiej empatii dla biednych, bo równowartość tego, co oddaliby oni w podatkach, mogliby przecież od razu przekazać na pomoc charytatywną. To chłodna kalkulacja, ograniczenie konkurencji, utrwalenie swojego statusu.

Z tego względu trudno mi wróżyć powodzenie kampanii Sandersa czy Warren. System wyborczy USA jednak mocno polega na sponsorach, a wygląda na to, że już na starcie obu najbardziej radykalnym kandydatom Demokratów udało się do siebie całkowicie zrazić tych najbogatszych.

Podatki majątkowe w praktyce – gdzie i w jakiej postaci występują?

Jednym z często przytaczanych argumentów, zarówno przez polityków, jak i przez sympatyków partii Razem, jest coś, co można sparafrazować jako: „Na Zachodzie jest tak od dawna, to normalne, nikt nie narzekał…”. Oczywiście problem pojawia się, gdy szukamy nie pojedynczego rozwiązania, które może rzeczywiście gdzieś funkcjonować, ale całej sieci rozwiązań systemowych, które proponuje partia Razem. Takiego zamordyzmu gospodarczego oczywiście już w Zachodniej Europie nie znajdziemy, a to, że jedno z proponowanych rozwiązań jest we Francji, drugie w Norwegii, a trzecie w Finlandii – cóż, struktura nie musi się zawalić od kilku wadliwych elementów.

Przykładowo w raporcie OECD w 2017 r. tylko jeden kraj OECD posiadał podatek od wszystkich rodzajów majątku i była to Austria. W pozostałych były liczne wyjątki, a najczęściej pojawiającym się podatkiem był ten od nieruchomości. Trudno porównać teraz wszystkie składowe, bo możliwych aktywów, które najczęściej podlegają pod różne podatki, stawki i progi jest po prostu zbyt dużo, ale śmiało mogę postawić tezę, że tak kompleksowego, radykalnego i wysokiego podatku od ogółu majątku nie ma nigdzie na świecie.

Zła metodologia daje złe rezultaty

To, że Bernie Sanders zaproponował identyczne stawki co partia Razem, nie jest dziełem przypadku. Najwyraźniej i tu, i tu mamy do czynienia z fanami książki Thomasa Piketty’ego Kapitał w XXI wieku. Partia Razem, co znamienne, powiela te same błędy, nie precyzując, czy podstawą podatku ma być wartość majątku netto, czy brutto i nie definiując, czym właściwie jest majątek, kapitał. Taka definicja wydawała się im być może zbędna, w końcu sam Piketty na wstępie swojej książki zaznaczył, że

„[…] dla uproszczenia wykładu będziemy używać słów „kapitał” i „majątek” wymiennie jako synonimów.”,

co jest nie tyle błędem, a po prostu celową manipulacją pojęciami.

Dlaczego? Główna teza autora jest taka, że zyski z kapitału są zawsze wyższe niż wzrost gospodarczy i zyski osiągane z pracy. Tzw. prawo Piketty’ego, jak powszechnie określa się główną tezę zawartą w jego książce, ma jednak zastosowanie tylko w sytuacji, w której cały kapitał jest reinwestowany rokrocznie. Tymczasem, co nie powinno nikogo dziwić, milionerzy i miliarderzy nie sprzedają swoich wszystkich jachtów, samochodów, nieruchomości co roku po to, by sprzedać je z zyskiem. Sama baza, która jest reinwestowana, jest więc znacznie mniejsza. Jeżeli mało byłoby w tezach Piketty’ego fikcji, to dochodzi tutaj jeszcze kilka problemów. Po pierwsze, nie zakłada on możliwości poniesienia straty z tytułu obrotu kapitałem, a jedynie operuje jakimś uśrednionym zyskiem. Oznacza to, że możemy zainwestować w fabrykę, pomniejszyć swój majątek, ale i tak zapłacić podatek za samo posiadanie nierentownej fabryki. Jest to kolejny mankament w stosunku do i tak złych podatków dochodowych. Po drugie, Piketty chciał opodatkować wartość brutto, a więc już co do zasady znacznie zawyżoną, tym samym czyniąc swoje wyliczenia jeszcze bardziej oderwanymi od rzeczywistości.

Odnosząc się jeszcze do samej książki, która zainspirowała takie, a nie inne stawki podatkowe – bardzo bogata i obszerna krytyka znajduje się w wyśmienitym tekście prof. Witolda Kwaśnickiego popełnionym dla „Obserwatora Finansowego”. Tekst posiada odwołania do wielu zagranicznych analiz tej książki, podkreślając nie tylko błędy metodologiczne, definicyjne, ale również błędne posługiwanie się danymi czy wręcz ich fałszowanie.

Dlaczego podatek majątkowy jest tak zły?

W bardzo szerokim opracowaniu na temat podatków majątkowych przygotowanym przez Tax Foundation wskazany jest szereg mankamentów takiego sposobu opodatkowania. Pozwolę sobie zacytować fragment opracowania, który wskazuje wpływ poszczególnych stawek podatku majątkowego na posiadacza akcji i porównuje je z podatkiem dochodowym:

„Compared to income taxes, wealth tax rates seem much lower, but this rate can be deceptive. The best way to interpret wealth tax rates is to translate them into an equivalent income tax rate. For example, consider an investor who owns a long-term bond with a fixed rate of return at 5 percent each year. A 3 percent annual wealth tax would imply that 60 percent of the capital income from owning the long-term bond would be remitted as tax—the 3 percent wealth tax translates to a 60 percent income tax rate in this example. A 5 percent annual wealth tax would equal a 100 percent income tax rate, because the wealth tax would take all this taxpayer’s capital income. A 10 percent wealth tax, calculated in the same manner, implies that all capital income earned in this year plus part of the stock would have to be turned over as taxes, which means a 200 percent income tax”.

Może to oczywiste, ale warto to podkreślić – każdorazowo stopa zwrotu z całego majątku musiałaby przekraczać dany próg podatkowy – przykładowo każda złotówka powyżej 10 mld złotych musiałaby być inwestowana rokrocznie z 8% zyskiem, przy całym ryzyku z tym związanym, tylko po to, by po opłaceniu podatku wyjść na zero. Oczywistym jest, że niemożliwym stałoby się posiadanie takiego majątku na dłuższą metę. Do tego dochodzi oczywiście jeszcze inflacja i szereg innych podatków, ale to już pomińmy, by nie czynić wywodu zbyt długim.

Oprócz oczywistego zniechęcenia do inwestycji podatek jest też drogi w obsłudze. Wymaga ogromnego stopnia inwigilacji obywateli, którzy rokrocznie musieliby odtąd wyceniać cały swój majątek. Oprócz tego, że – co oczywiste – to kosztuje, musiałoby być to weryfikowane. Jakby tego było mało zaproponowana skala weryfikacji jest ogromna – innymi słowy kosztowna inwigilacja na pełnej mocy, która uszczupliłaby z pewnością wpływy z tego podatku. Wspomniany we wpisie „rejestr majątków” dla mnie zabrzmiał niezwykle złowieszczo, chociaż nie sprecyzowano, jak miałby funkcjonować.

Nawet nie da się od tego uciec…

Oczywiście już w króciutkim wpisie partia Razem błyskotliwie zauważa, że z pewnością wiele osób chciałoby uchylić się od płacenia tak wygórowanych danin. Rozwiązanie tego problemu jest przy tym równie totalitarne co sam pomysł – jeżeli spróbujecie uciec, to zabierzemy wam znaczną część wszystkiego, co macie, a powyżej pewnej kwoty – nawet większość. Progresywny exit-tax miałby dwie stawki: 40% do miliarda złotych i 60% powyżej tego miliarda. Taka zachęta sprawiłaby z pewnością, że jak tylko projekt byłby realnie możliwy do przegłosowania, to uciekłby każdy zdrowo myślący milioner. Nie byłoby to aż tak trudne. Ostatecznie póki co Razem nie udało się ograniczyć swobody przepływu osób, usług, towarów i kapitału w ramach Unii Europejskiej, chociaż to naturalnie brzmi jak kolejny, oczywisty krok.

Warto przy tym przypomnieć, jakie gromy spadły na Prawo i Sprawiedliwość, gdy wprowadziło 19% exit tax (3% dla osób fizycznych do 4 milionów złotych aktywów). Tutaj proponuje się znów „normalne w Europie Zachodniej rozwiązanie” – czyli innymi słowy ponownie najbardziej radykalne na świecie.

O co właściwie ta walka? Czy taki podatek zmieni świat?

Dlaczego partia Razem chce zrujnować gospodarkę i proponuje tak radykalne rozwiązania? Ile bilionów udałoby im się pozyskać z kieszeni polskich odpowiedników Sknerusa McKwacza? Okazuje się, że destabilizacja całego systemu gospodarczego kraju dałaby marne 10 miliardów złotych. Przecież w tym momencie cały ten absurd staje się jeszcze bardziej oczywisty. Porównajmy to z kilkoma innymi liczbami – budżet NFZ w 2020 r. to 97,3 miliarda złotych, budżet Polski na 2020 r. zakłada 429,5 mld zł wydatków, sama trzynasta emerytura kosztuje około 10 miliardów, a 10 najbogatszych polskich miast planuje wydać na edukację w 2020 r. kwotę ponad 12 mld zł. Niech mi teraz ktoś wytłumaczy, jak 10 miliardów, przy niezwykle prawdopodobnym spowodowaniu całego szeregu problemów gospodarczych, ma stać się remedium na wymienione we wstępie problemy?

Jak tak niewielka kwota ma uratować klimat, służbę zdrowia, inwestycje publiczne, edukację i poprawić sytuację polskich emerytów?

Czy teoretyczne zwiększenie budżetu o jakieś 2% ma być celem tak istotnym, że gotowi jesteśmy dla niego dokonać zapaści całego systemu ekonomicznego? Trudno powiedzieć, aby zrujnowanie możliwości zyskownego zarabiania kapitałem miało jakieś ekonomiczne uzasadnienie, a wyliczone 10 miliardów nigdy do budżetu by nie trafiło.

Nienawiść do bogatych stała się dla partii Razem już celem samym w sobie, który całkowicie przysłonił im jakąkolwiek racjonalność postulatów i ostatecznie oderwał od rzeczywistości.

Aleksander Serwiński, Myśli Uwolnione

Komentarz

  1. Reply
    Paweł K. says

    Właśnie, niestety, nowa komuna, czyli socjaliści, socdemoraci są dziś w natarciu…
    Tak, podatki, podatki, podatki… Wszystko rozbija się o podatki – wysokie, bandyckie, maxi! Zgroza!

Skomentuj

*