Brak komentarzy

Aleksander Serwiński – Kim jest człowiek racjonalny?

Często spotykam się z zarzutem czy też z twierdzeniem, że libertarianizm i wolny rynek mogłyby działać, ale tylko przy założeniu, że wszyscy ludzie dostosowaliby się do zasad i bezwzględnie respektowaliby prawo własności innych ludzi. Słowem: tylko wtedy, gdyby byli aniołami.

Oczywiście taki warunek jest niewypowiedzianym wprost stwierdzeniem, że taki ład nie ma prawa działać. Zasadniczo taki zarzut przyjmuje najczęściej dwie postaci – zarzutu, że ludzie albo muszą być dobrzy, albo że muszą być racjonalni.

W praktyce, by odnieść się do tego zarzutu, wystarczyłoby powiedzieć jedno zdanie: libertarianizm tego nie zakłada.

W libertarianizmie nie znajdziemy głoszenia potrzeby stworzenia nowego człowieka, homo libertarianicusa, na wzór homo sovieticusa. Ponieważ jednak temat wraca jak bumerang, warto go rozwinąć. Podzielmy problem na dwa najczęściej pojawiające się, błędne założenia – czy libertarianizm (czy też, z innej perspektywy, wolny rynek) ma sens tylko wtedy, gdy ludzie są 1) dobrzy i 2) racjonalni?

1. Człowiek racjonalny

Libertarianizm nie zakłada istnienia homo oeconomicusa. Wielu libertarian, zwłaszcza tych stosujących metodologię austriackiej szkoły ekonomii, odrzuca wręcz tę koncepcję i wskazuje, że człowiek nie kieruje się wyłącznie swoim interesem wyrażonym w pieniądzu.

Warto tutaj przywołać chociażby to, jak racjonalność tłumaczył Ludwig von Mises w swojej fundamentalnej pracy Ludzkie działanie. Szaman, który będzie tańczył, by przywołać deszcz, święcie w to wierząc, działa zupełnie racjonalnie. Wiąże się to po prostu z tym, że nasze działania i decyzje oceniamy subiektywnie, z perspektywy naszej wiedzy i doświadczenia życiowego. Warto dodać też dwa kolejne założenia. Po pierwsze – człowiek działa. Ot tak, po prostu. Mises argumentuje, że nawet próba zaprzeczenia temu, że działamy, jest działaniem. O ile sam przykład nie jest jakiś miażdżący, o tyle myślę, że to założenie jest dość łatwe do zaakceptowania jako aksjomat. De facto nawet człowiek, który intencjonalnie nie podejmuje żadnego widocznego działania, np. uparcie siedzi czy leży w miejscu, również działa. Trudno wyobrazić sobie więc istotę, która praktycznie nie działa w żaden sposób.

Po drugie, ludzie co do zasady działają po to, by poprawić stan, w którym się znajdują. Jeżeli nic nie ulegałoby zmianie, co motywowałoby ich do podejmowania jakiegokolwiek wysiłku i działania? Jeżeli zakładaliby, że działając pogorszą swój stan, działanie również nie zostałoby podjęte. W założeniu więc działamy i działamy wierząc, że poprawimy swój stan, chociaż czasem może być to wiara naiwna i prowadząca na manowce.

Libertarianizm sam w sobie nie mówi nic na temat racjonalności ludzi, ale wielu libertarian, ponownie zwłaszcza austrolibertarianie, stosuje punkt widzenia prakseologii, czyli właśnie Misesowskiej nauki o ludzkim działaniu.

2. Człowiek dobry

W założeniach libertarianizmu nie znajdziemy głoszenia tezy, zgodnie z którą ludzie byliby aniołami. Co do zasady u podstaw libertarianizmu leży raczej przekonanie o ludzkiej ułomności i zawodności, niż wiara w to, że pojedynczo lub kolektywnie jesteśmy w stanie zawsze podejmować słuszne decyzje. Rozważmy dwie możliwości:

a) ludzie są aniołami – jeżeli wszyscy są aniołami oznacza to, że ludzie nie będą wyrządzać sobie nawzajem krzywdy, więc państwo – jako instytucja pełniąca głównie rolę producenta bezpieczeństwa – traci rację bytu;
b) ludzie nie są aniołami – niektórzy ludzie są dobrzy, niektórzy są źli, a jeszcze inni są neutralni. W takiej sytuacji potrzebne są organizacje będące producentem bezpieczeństwa. Jednak na ich czele mogą stać zarówno osoby będące dobrymi ludźmi, jak i złymi. Nie posiadamy możliwości przeprowadzenia testu, dzięki któremu zakwalifikujemy daną osobę jako „dobrą” czy „złą”, zwłaszcza że to jest płynne i dana osoba raz jest dobra, a raz zła. Ponadto, jak wiemy, posiadanie władzy zmienia nasz mózg oraz to, kim jesteśmy, więc taki test byłby nieskuteczny, ponieważ nasza „dobroć” nie zależy (wyłącznie) od genów. W takim razie, jeżeli na czele organizacji produkującej bezpieczeństwo może stanąć ktoś, kto jest zły, to czy chcemy ryzykować i oddawać mu całkowitą władzę i monopol na bezpieczeństwo i sprawiedliwość?

Według libertarian odpowiedź brzmi: nie. Im większa konkurencja, tym większe rozdrobnienie i większa szansa na brak dominacji złego człowieka.

Ponownie należy jednak podkreślić, że libertarianizm nie zakłada jako warunku, że wszyscy ludzie są dobrzy i że będą szanować prawo własności innych ludzi w sposób bezwzględny. Libertarianizm może funkcjonować niezależnie od tego, jakie założenie przyjmiemy co do „natury” człowieka. Powiedziałbym nawet, że takie założenia są z jego punktu widzenia zbędne.

Aleksander Serwiński, Myśli Uwolnione

Skomentuj

*