Brak komentarzy

Aleksander Serwiński – Kac po niedzieli bez handlu

Ponieważ zakaz handlu okazał się spektakularnym sukcesem – zero ofiar śmiertelnych, ludzie nie pomarli z głodu, nie zdewastowano sklepów, a w poniedziałek od bladego świtu pod dyskontami nie koczowały tłumy w namiotach – pora na garść refleksji z różnych stron.

Zacznijmy od Piotra Dudy, przewodniczącego NSZZ “Solidarność”, którego refleksje są zdecydowanie najciekawsze. Spektakularny sukces, który odniósł 11 marca (bo co właściwie miałoby się stać, żeby go nie odniósł? Koniec świata?) skłonił go do przemyśleń następujących:

  • Trzeba rozbudować zakaz handlu w niedzielę, żeby uniemożliwić próby obchodzenia prawa.
  • Trzeba rozszerzyć zakaz handlu na inne dziedziny (zakaz pracy?). Skoro tu się udało, to i na innych polach się uda.
  • Trzeba wydłużyć czas zakazu, żeby nikt nie zmuszał pracowników do pracy w sobotę do północy i zaczynania jej w nocy z niedzieli na poniedziałek.

 

Wniosek? Nie chodzi o jakiekolwiek prawa pracownicze, a o zwalczanie samej pracy, która jest najgorszym złem w oczach wszelkich związkowców.

W oczach opinii publicznej zaś odbiór ustawy stopniowo ograniczającej niedzielny handel jest różnoraki. Zakaz z pewnością wielu doskwiera, o czym świadczą ogromne kolejki w nielicznych otwartych sklepach. Sam przewodniczący “Solidarności” stwierdził, że ludzie albo “pluli mu pod nogi”, albo “serdecznie dziękowali”.

Cóż, kultura nie pozwoliłaby mi na pierwsze, a rozum na drugie.

Z lokalnego podwórka natomiast mogę dodać, że w Toruniu pojawił się problem interpretacyjny: Czy w objęte zakazem handlu niedziele wolno sprzedawać… pierniki?

Jeżeli sklepy z piernikami zostałyby uznane za piekarnię lub sklep z pamiątkami, to owszem. Jeżeli jednak za sklep z artykułami spożywczymi, to nie. Skierowano więc specjalne pismo do UOKiK-u. Bardzo jestem ciekawy wyników działania tej instytucji. Z prawem to nigdy nie wiadomo, chociaż tu i tak jest to “pikuś”, porównując przepisy ograniczające niedzielny handel chociażby z wątpliwościach związanymi nieraz z ustawą o podatku VAT.

Z innych ciekawostek: w warszawskiej Galerii Handlowej “Arkadia” otwarty był Superpharm, lecz tylko część apteczna, natomiast drogeryjna była zamknięta. Pewna pani, która się tam udała, nie mogła kupić podpasek, gdyż znajdowały się one w części drogeryjnej (czyli zamkniętej).

Mali polscy przedsiębiorcy za to mogą się cieszyć. Niewielkie lokalne sklepiki – jeżeli to właściciel stoi za ladą – z pewnością mogą liczyć na znacznie większe zyski. Niestety – nie spędzą oni czasu z rodziną – w końcu rynek jest trudny, a nikt nie może ich zastąpić. Oby wkrótce rząd również im zagwarantował czas dla familii w jakiś sprytny sposób!

Na koniec dwa słowa ode mnie: pojedynczego stalowego pręta nikt nie uzna jeszcze za klatkę. Omawiany zakaz handlu nie jest jednak ani pierwszym, ani nawet dziesiątym takim prętem i warto mieć to na uwadze. To, że regulacje nie przynoszą negatywnych skutków od razu w sposób spektakularny nie oznacza jeszcze, że tych skutków negatywnych nie ma i nie będzie. W niedzielę nie spodziewałem się końca świata i moje oczekiwania się sprawdziły.

Niestety, mało kogo obchodzą jakieś tam wskaźniki makroekonomiczne. Czy ktokolwiek wskaźnikami makroekonomicznymi nakarmił rodzinę?

Aleksander Serwiński

Skomentuj

*