Brak komentarzy

Aleksander Serwiński – Jak chiński etatyzm uwodzi wolnorynkowców?

Kilkukrotnie w ostatnim czasie zdążyłem przeczytać ciche westchnienia odnośnie do tempa budowy szpitala w mieście Wuhan. Rzekomo miał on powstać w sześć dni, pomieścić tysiąc pacjentów i być odpowiedzią na panoszący się obecnie koronawirus. Trudno nie unieść brwi ze zdziwieniem i pewnym szacunkiem dla chińskiego reżimu, skoro potrafią dokonywać takich rzeczy. Popularnym stało się porównywanie tego wyczynu z tempem inwestycji w Polsce, czemu towarzyszy wymienianie niezbędnych zezwoleń, przetargów i problemów, które nieobce są naszemu systemowi zamówień publicznych i często groteskowej praktyce w tym zakresie. W końcu u nas wybudowanie szpitala to wieloletni proces. Kluczowe jednak jest to, że nie ma sensu porównywać wyłącznie efektywności obu systemów. To tak jakby porównywać jabłko z psem i stwierdzić, że jest bardziej czerwone – bezsensowne.

W żadnym stopniu nie chcę tu bronić skorodowanego systemu III RP. Chciałbym pokazać, że może być inaczej, zdawałoby się bardziej efektywnie, a przy tym znacznie, znacznie gorzej. Chiny to właśnie idealny przykład takiego stanu rzeczy.

Kiedy budowano Tamę Trzech Przełomów, wystarczyła jedna decyzja polityczna i ot tak przesiedlono 1,4 mln osób. Oczywiście to pewne uproszczenie – bez znaczenia jednak dla mieszkańców tamtych rejonów. Zatopiono 17 miast, 140 miasteczek i ponad 3000 wsi. Jak łatwo się domyślić nie było tutaj żadnej dobrowolności. Nikt nie mógł podjąć indywidualnej decyzji czy chce opuścić miejsce, w którym być może mieszkał od pokoleń; nie było negocjacji w sprawie rekompensat. Była decyzja i jej bezwzględne wykonanie.

W takich realiach faktycznie nie potrzeba przetargów, nie potrzeba znaleźć właściwego gruntu i nikt nie będzie badał, czy ta inwestycja jest potrzebna, nie będzie też kalkulacji ekonomicznej. Nikt choćby przez moment nie zadrży zastanawiając się nad tym, czy jest to rozwiązanie optymalne czy chociażby mające jakikolwiek sens – w końcu w socjalizmie kalkulacja ekonomiczna jest niemożliwa przez brak systemu cenowego. W Chinach, chociaż szczątkowy rynek tam istnieje, zwłaszcza na poziomie małych i średnich przedsiębiorstw, tych słynnych handlarzy paróweczkami, to w zakresie wielkich koncernów czy tak zachwycających Zachód inwestycji w infrastrukturę o jakiejkolwiek wolnorynkowości nie ma mowy. Nie bez powodu zresztą Chiny znajdują się na setnej pozycji w rankingu wolności gospodarczej, w towarzystwie takich wolnorynkowych rajów jak Namibia i Papua-Nowa Gwinea.

Fundamentem wolnego rynku jest i zawsze powinna być własność prywatna – jej poszanowanie i swobodna wymiana tytułów własności. W Chinach nie ma o tym mowy, gdy tylko przestaje być to na rękę władzy.

Ogółem reżimy totalitarne, do jakich z pewnością zalicza się chiński, potrafią dokonywać spektakularnych „inwestycji” publicznych, które na wolnym rynku nigdy by nie powstały. Oczywiście systemowi polskiemu do wolnego rynku bardzo daleko, jednak w mojej (i nie tylko) opinii, dużo bliżej niż chińskiemu.

Innym przykładem spektakularnej inwestycji może być przecież Biełomorkanał, zbudowany w ciągu zaledwie 20 miesięcy. Długość 227 km, z czego 37 km było wykute w skale, 19 śluz, 49 tam, 15 zapór. Praktycznie bez wykorzystania narzędzi, stali czy ówczesnej technologii. Tylko czy jest sens porównywać to z polskim przekopem przez Mierzeję Wiślaną, skoro przy budowie zginęło od 25 tys. do 250 tys. osób, a przy budowie kanału przez Mierzeję najprawdopodobniej nie zginie nikt?

Rozstrzał w statystykach co do liczby zabitych to zresztą również nie przypadek – akurat tymi liczbami ZSRR nie lubiło się chwalić. Ale hej, zmuszanie niewolników z gułagów do katorżniczej pracy również likwiduje konieczność ogłaszania przetargów, negocjowania płac, dni wolnych czy jakichkolwiek umów i z pewnością skraca czas powstania inwestycji. A jak tnie koszta, sprowadzając je praktycznie do głodowych racji żywności.

Kiedy widzimy głośny nagłówek o szpitalu powstającym w sześć dni, zwłaszcza w Chinach, starajmy się dostrzec więcej niż tylko czas i efektywność. Czyje były grunty na których powstanie? Czy tempo dopasowane jest do optymalnej ilości środków, czasu i jakości? Nie da się dokładnie tego oszacować, skoro i grunty i wykonawca podlegają pod państwowy podmiot – zasadniczo można rzucić środki nieproporcjonalnie wielkie, a za jedyną realną miarę projektu uznać jego propagandowy sukces i korzystny PR.

Wolny rynek jest bardzo efektywny, ale fetyszyzacja efektywności za wszelką cenę, pojmowanej przy tym nie szeroko, ale z perspektywy konkretnych, partykularnych celów, może wyprowadzić nas na intelektualne manowce. Nieuchronnie pojawi się wtedy pytanie, jak bardzo można ograniczyć wolność jednostki w imię tej efektywności, albo ile trupów jest warte przyspieszenie lub uczynienie inwestycji tańszą.

Jako podsumowanie pozwolę sobie sparafrazować Bastiata: „To, co widać, to szpital który powstał w sześć dni. To, czego nie widać, to zniewolony naród chiński, który ten szpital przypłacił wolnością i własną krwią”.

Aleksander Serwiński, Myśli Uwolnione

Skomentuj

*