Brak komentarzy

Agonia Juliana Assange’a

W niedzielę minie półtora roku od aresztowania przez brytyjską policję australijskiego dziennikarza Juliana Assange’a – twórcy platformy WikiLeaks, umożliwiającej anonimowe upublicznianie dokumentów i innych utajonych informacji o działaniach rządów i innych instytucji życia publicznego. W ciągu czternastu lat istnienia projektu przyczynił się on do poinformowania opinii publicznej o niezliczonych przypadkach nieprawidłowości, korupcji i otwartych zbrodni popełnianych przez rządy na całym świecie.

Oczywistym jest, że człowiek ujawniający tego typu informacje stanie się celem zemsty ze strony inkryminowanych decydentów. Przypominamy, że w 2010 roku, w czasie pobytu w Szwecji, Assange został oskarżony przez dwie kobiety o molestowanie seksualne. Jednak po wstępnym przesłuchaniu sprawę zamknięto, a dziennikarzowi zezwolono na opuszczenie kraju. Niemniej kilka miesięcy później sprawa została ponownie otwarta, a za Assangem rozesłano Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Zastanawiający jest fakt, że korelowało to bardzo blisko w czasie z rozpoczęciem w USA śledztwa w sprawie działalności Assange’a uznanej za szpiegostwo.

W odpowiedzi Assange – przebywający wówczas w Wielkiej Brytanii – publicznie zadeklarował, że odda się w ręce policji, lecz zarzuty molestowania i próba ponownego ściągnięcia go do Szwecji są w rzeczywistości pretekstem, mającym na celu zdyskredytowanie jego osoby, a następnie wydanie go w ręce Amerykanów. Po dwóch latach apelacji brytyjski sąd ostatecznie zadecydował o ekstradycji dziennikarza. Do tej jednak nie doszło, gdyż Assange uzyskał azyl w ambasadzie Ekwadoru. Przebywał tam, w dalszym ciągu aktywnie uczestnicząc w projekcie WikiLeaks, przez kolejne kilka lat. W międzyczasie strona szwedzka zdążyła wycofać nakaz aresztowania ze względu na niedostateczną ilość dowodów na rzekome molestowanie, ale ich miejsce oficjalnie już zajęli Amerykanie, domagający się jego ekstradycji w związku z zarzutami o szpiegostwo.

Stan ten trwał aż do kwietnia ubiegłego roku, kiedy to dziennikarzowi odmówiono dalszego azylu i wydano w ręce brytyjskiej policji po tym, jak ekwadorski prezydent oskarżył Assange’a o współudział w upublicznieniu informacji mających łączyć go ze skandalem korupcyjnym. Niedługo po aresztowaniu twórca WikiLeaks został skazany na 50 tygodni więzienia za niestawienie się na rozprawę sądową w 2012 roku – wyrok, który Biuro Wysokiego Komisarza ONZ ds. Praw Człowieka określiło jako „rażąco nieproporcjonalny do czynu”. W tym samym czasie rozpoczęły się również przesłuchania w sprawie ekstradycji dziennikarza do USA.

Już niespełna miesiąc po aresztowaniu Assange’a Specjalny Sprawozdawca ONZ opublikował raport, w którym zwrócił uwagę, że oprócz ogólnie złego stanu zdrowia więzień zdradza objawy charakterystyczne dla ofiar torturowania psychologicznego. Przez kolejne miesiące, w obliczu dalszego pogarszania się jego sytuacji zdrowotnej, liczne organizacje – w tym wspomniane organy ONZ, Międzynarodowe Stowarzyszenie Prawników czy medyczny periodyk „Lancet” – otwarcie protestowały przeciwko sposobom, w jakie traktowany jest Assange. Przedstawiciele brytyjskiego wymiaru sprawiedliwości nie tylko zaprzeczali jakimkolwiek nieprawidłowościom, ale na dodatek ogłosili, że po upływie zasądzonych 50 tygodni pozbawienia wolności więzień miast zostać wypuszczonym na wolność, pozostanie w areszcie do czasu zakończenia procesu ekstradycyjnego.

W ubiegły piątek ukazał się wywiad, jaki australijski pisarz Timothy Erik Ström przeprowadził z dziennikarzem Johnem Pilgerem, który osobiście obserwował przebieg poszczególnych rozpraw sądowych Assange’a. Obraz procesu jaki wyłania się z jego zeznań przypomina zdecydowanie bardziej pokazowe rozprawy z odgórnie ustalonym wyrokiem, jakie miały miejsce w krajach komunistycznych, niż jakikolwiek uczciwy proces w cywilizowanym i praworządnym kraju. Wygląd i zachowanie Juliana Assange’a potwierdzają wcześniejsze doniesienia o torturach psychicznych i celowym zaniedbywaniu jego stanu zdrowia przez służby więzienne. Sposób transportu oskarżonego do budynku sądu i umieszczenie go na sali rozpraw w ciasnej, szklanej klatce wydają się być adekwatne dla śmiertelnie groźnego mordercy, a nie dla człowieka, którego jedynym „przestępstwem” jest upublicznienie tajnych informacji. Wreszcie możliwości kontaktu podsądnego z obrońcami są bardzo ograniczone, a zachowanie sędziów zdradza wyraźną stronniczość i uprzedni zamiar jego skazania, bez względu na stan faktyczny i argumenty stron.

Proces ten, określany przez relacjonującego go Johna Pilgera jako „zemsta”, jest makabrycznym przykładem tego, jak daleko rządy są w stanie się posunąć, by bronić swoich niewygodnych sekretów. Nie ulega dla nas wątpliwości, że celem jest nie tylko uciszenie samego Juliana Assange’a, ale również wykorzystanie jego przykładu do zastraszenia kolejnych sygnalistów (whistleblowerów). Bardziej od samego procesu szokująca jest jednak bierna postawa większości mediów; wzmianki o tym, że odbywają się rozprawy są w debacie publicznej rzadkie i lakoniczne, zaś informacje o nadużyciach i nieprawidłowościach w ich trakcie – praktycznie nieobecne. W dłuższej perspektywie może się to okazać dla tych mediów zgubne – bez należytego oporu opinii publicznej przeciwko takim działaniom będą one bowiem coraz częstsze, a ich ofiarami padać zaczną nie tylko niezależni sygnaliści tacy jak Assange, ale również publikujący niewygodne informacje mainstreamowi dziennikarze.

Stowarzyszenie Libertariańskie

Skomentuj

*