Brak komentarzy

Adam Danisz – Wolnościowa sztuka: zespoły muzyczne

Dlaczego muzyka jest ważna?

Zanim przejdziemy do omawiania wolnościowych wątków w muzyce, powinniśmy odpowiedzieć sobie na następujące pytanie: dlaczego w ogóle muzyka miałaby być ważna z perspektywy ideowej? Oczywiście muzyka, tak jak każdy inny rodzaj sztuki, ukazuje idee i wartości wyznawane przez społeczeństwo oraz kierunek, do którego zmierza. Natomiast poza tym, muzyka jest wyjątkową dziedziną sztuki.

W przeciwieństwie do sztuk wizualnych, operuje ona na poziomie czystszej abstrakcji, przez co trudniej ją zrozumieć, lecz jednocześnie dzięki temu kontakt odbiorcy z nią jest bardziej intymny niż ze sztukami wizualnymi. Innymi słowy, łatwiej obchodzi rozum dochodząc bezpośrednio do emocji i intuicji. Ma to swoje plusy, ponieważ umożliwia głębokie przeżywanie zawartych w niej wartości tak bardzo, że nawet nihilistyczni punk-rockowcy odczuwają sens Istnienia, słuchając swojej nihilistycznej muzyki o braku sensu Istnienia. Ale ma to też swoje minusy – sprawia, że muzyka staje się efektywnym narzędziem kontroli emocji i nastrojów społecznych. Zauważyli to już starożytni konfucjaniści, w księdze Shujing z VI wieku p.n.e. pisząc, że „do zmieniania ludzi, ich zachowania i zwyczajów, nie ma lepszego środka niż muzyka”.

Starożytni greccy filozofowie, np. Platon, uważali edukację muzyczną za jedną z podstaw do stworzenia wyedukowanego i cywilizowanego człowieka i obywatela. Elementy tej tradycji zachowały się zresztą w kulturze cywilizacji łacińskiej przez całą jej historię a odnaleźć je można jeszcze wśród współczesnych konserwatywnych myślicieli takich jak Allan Bloom czy u zmarłego niedawno Rogera Scrutona. To właśnie Scruton najlepiej opisał naturę i wagę muzyki w swojej książce Kultura jest ważna, pisząc że „muzyka imituje stany umysłu i charakteru, i słuchając jej przyswajamy sobie te stany”. Tym samym słuchając muzyki sławiącej wolność i potęgę człowieka, przyswajamy sobie stan umysłu i charakteru znacznie bliższy libertarianizmowi, niż słuchając muzyki sławiącej przemoc, nihilizm, czy różnego rodzaju irracjonalizm.

Nawet w muzyce bez tekstu i wokalu możemy wyróżnić kompozycje oparte na matematycznej harmonii naturalnego porządku (co cechuje np. muzykę klasyczną i neoklasyczną) oraz te oparte na postmodernistycznej próbie zaprzeczenia tej harmonii (co cechuje, w różnym stopniu, większość tzw. muzyki nowoczesnej), gdzie te pierwsze mogą mieć lepszy wpływ na kształtowanie się racjonalnego – a więc zdolnego do odkrywania praw natury, w tym praw moralnych – umysłu. Natomiast na potrzeby tego artykułu będziemy się bardziej skupiać na treściach i przesłaniach zawartych w tekstach utworów, niż na samym stylu muzycznym.

Ayn Rand twierdziła, że gust muzyczny zmienia się wraz ze zmianą poglądów. Jest to równie oczywiste jak to, że człowiek, który np. porzuca szatanizm i staje się chrześcijaninem, przemalowuje swój pokój z czarnego na np. biały, wyrzucając wszystkie płyty albumów black metalowych i zastępując je np. chrześcijańskim rockiem bądź muzyką barokową. Jest to skrajny przykład (wśród większości ludzi proces ten przebiega znacznie subtelniej), ale dobrze widać na nim ten mechanizm. Teoretycznie może się zdarzyć, że jacyś ludzie intelektualnie wyznają dane wartości, ale ich gust muzyczny może od nich odbiegać, ponieważ ich serce (coś, co Rand nazywała „sense of life”, a my możemy nazwać „duchem” albo „systemem operacyjnym” człowieka) nie przyjęło (jeszcze) tych wartości. Innymi słowy, ludzie ci przyjęli je rozumowo, ale nie na głębszym poziomie intuicyjno-emocjonalnym. Podobnie działa to w drugą stronę: człowiek słuchający muzyki o wolnościowym duchu może – ceteris paribus – dać się łatwiej przekonać do idei wolnościowych, ponieważ jego serce jest już zaprogramowane w jakimś stopniu we właściwy sposób i jedynie jego rozum wymaga, powiedzmy, oświecenia.

Stąd też wolnościowa muzyka jest nam potrzebna nie tylko po to, byśmy sami mieli co słuchać, ale również po to, by działać w sferze walki o kulturę i wpływać nią na masy tak jak radzili konfucjaniści (czy po prostu, by uprawiać edukację intuicyjno-emocjonalną przy jej użyciu). Szczególnie istotne jest wpływanie (czy edukowanie) muzyką na młode, dopiero co kształtujące się umysły (szczególnie te kreatywne i „otwarte na doświadczenia”), które chłoną przez muzykę do swojego systemu operacyjnego abstrakcyjne idee, z większą łatwością niż już ukształtowane dorosłe osoby. W ten sposób nie robimy nic złego, ponieważ natura nie znosi próżni i jeśli młode umysły nie przyswoją np. pro-wolnościowej, czy zgodnej z naturą muzyki, to przyswoją inną, obiektywnie gorszą, czy wręcz szkodliwą[1].

Mając powyższe na uwadze, skupię się w tym artykule na zespołach, które osiągnęły jakiś stopień sukcesu, i wypromowały wolnościowe treści przez muzykę wśród szerszej publiczności.

Wolnościowe wątki w muzyce

Przygotowując się do pisania tego artykułu natrafiłem na listy muzyczne i opinie libertarian sugerujące, że najwięcej wolnościowych treści znajduje się w muzyce rockowej i heavy-metalowej. Nie przesadzałbym z tym, gdyż np. w takim heavy metalu (i jego odmianach) jest na pewno znacznie więcej utworów sławiących przemoc i wojnę, niż tych antywojennych[2]. Jednakże to prawda, że jeśli już gdzieś z świecą szukać wolnościowych wątków w muzyce, to muzyka rockowa i metalowa są do tego chyba najlepszym miejscem. Wpływ na to mogło mieć powiązanie tych gatunków muzycznych z ruchem kontrkulturowym w drugiej połowie XX wieku. Jeden z wczesnych utworów (War Pigs) pierwszego zespołu metalowego (Black Sabbath) został napisany jako głos sprzeciwu wobec wojny w Wietnamie. Podmiot liryczny przedstawia polityków i generałów w negatywnym świetle, jako służących śmierci i manipulujących masami.

W tej samej dekadzie, tj. w latach 70., swoją działalność rozpoczął zespół Rush, grający muzykę z pogranicza rocka i metalu, nawiązujący w swoich kilku pierwszych albumach (w tym znanym i cenionym „2112”, który sprzedał się do dziś w ponad 3 mln egzemplarzy) do idei Ayn Rand (A Farewell to Kings). Perkusista zespołu (Neil Peart) był fanem amerykańskiej filozof ki rosyjskiego pochodzenia. W latach 70. otwarcie odwoływał się do jej powieści (Anthem) czy do niej samej, wspominając o jej „geniuszu” w broszurze swojego najważniejszego albumu („2112”). W wywiadzie z 1978 roku powiedział o swoim zespole:

„Jesteśmy oddani indywidualizmowi, jako jedynemu konceptowi pozwalającemu człowiekowi być szczęśliwym”.

Niestety, z czasem członkowie zespołu – zamiast np. ewoluować w stronę „czystego” libertarianizmu – zaczęli „wyrastać” z idei Rand (tzn. zastępować je ideami dominującymi w społeczeństwie). Równolegle z zmianą poglądów nastąpiła u nich zmiana stylu muzycznego z klasycznego hard rocka na progresywny, co nota bene jest przykładem działania wspomnianej tezy Ayn Rand o guście muzycznym w praktyce. Po latach Neil przyznał w wywiadzie, że idee filozofki już do niego nie przemawiają i określa się jako „bleeding-heart libertarian” (co oznacza popieranie idei „sprawiedliwości społecznej”), a Randa Paula, republikańskiego polityka sympatyzującego z ideami wolnorynkowymi, oskarżył o rasizm i mizoginię.

W muzyce rockowej/metalowej zdarzają się też pojedyncze quasi-liberalne (oscylujące wokół liberalnych wartości) utwory i wątki wśród popularnych, nieliberalnych zespołów. Iron Maiden, którzy sprzedali ponad 100 mln albumów, mają w swojej dyskografii – obok utworów antywojennych – przynajmniej dwa utwory wolnościowe: nawiązujący do niepodległości Szkocji The Clansman oraz Be Quick or Be Dead napisany przeciwko systemowi polityczno-bankowemu i socjaldemokracji. Sam Bruce Dickinson, czyli frontman zespołu, wydaje się być brytyjskim konserwatywnym demokratą, popierającym Margaret Thatcher i Brexit, będącym negatywnie nastawionym do obecnie rządzącej kasty politycznej na świecie.

Konserwatystą, tyle że amerykańskim, wydaje się również być Dave Mustaine, frontman zespołu Megadeth, który ma na koncie ponad 38 mln sprzedanych płyt. Nazwa jego albumu „Endgame” z 2009 roku nawiązuje do filmu dokumentalnego produkcji znanego z głoszenia teorii spiskowych Alexa Jonesa, któremu Dave udzielił nawet wywiadu. Część utworów Megadeth jest wymierzona przeciwko idei utworzenia jednego rządu światowego, a ich najbardziej znany utwór (Symphony of Destruction) traktuje o manipulacji mas przez elity polityczne.

Innym popularnym zespołem z rubieży amerykańskiej alternatywnej prawicy, który wplata miejscami wątki wolnościowe w swoją twórczość, jest Manowar (The Fight for Freedom).

Przechodząc do liberalnych zespołów – na przełomie lat 80. i 90. na popularności zyskała grupa Running Wild, która sprzedała 5 mln albumów, głównie w swoim złotym okresie, który zaczął się wtedy, gdy przestali grać utwory o tematyce szatanistycznej, a zaczęli o tematyce pirackiej, w tym pirackim anarchizmie. Na okładce ich najlepszego albumu, „Death or Glory” z 1989 roku, widnieją dwie archetypiczne postaci: etatysta, który sprzedał władzy duszę za status i pieniądze, symbolizujący tytułową śmierć; oraz anarchista, który mimo przebywania w więzieniu ma czyste sumienie i spływa na niego światło tytułowej chwały. Utwory na tym albumie traktują m.in. o niegodziwości władców (Bad to the Bone), Tortudze postrzeganej z romantycznej perspektywy „tymczasowej strefy autonomicznej” (Tortuga Bay), czy o niebezpieczeństwie totalitaryzmu (March On).

Z biegiem lat frontman zespołu, Rolf Kasparek, stopniowo edukował się i dojrzewał moralnie. Utwory Running Wild coraz częściej traktowały o wolności i o potrzebie obrony praw naturalnych (Heads or Tails), podłości władzy (Pile of Skulls), okropieństwach wojny (War & Peace – utwór zainspirowany powieścią anarchisty Lwa Tołstoja), czy ostatecznym upadku etatystycznego niewolnictwa na Ziemi (Victory).

Innym wolnościowym muzykiem jest Kai Hansen, założyciel zespołów Helloween i Gamma Ray. Helloween wybiło się w latach 80., dobijając do 8 mln sprzedanych nagrań. Na swoim pierwszym albumie śpiewają o wolności od władzy (Cry for Freedom), a ich najpopularniejszy utwór jest wymierzony przeciwko kolektywizmowi i państwowemu systemowi więzień dla nieletnich (I Want Out – oryginał / I Want Out – remake). Jednak dziełem, które osobiście najbardziej cenię z ich dyskografii, jest opera (The Keeper’s Trilogy) o walce dobra ze złem (w tym nie tylko z władzą per se, ale również o walce indywidualnego sumienia z pokusą władzy, co dodaje jej – powiedzmy – głębi literackiej). Składa się ona z trzech utworów napisanych przez Kaia Hansena w latach 80., połączonych ze sobą i przerobionych na styl neoklasyczny dwie dekady później, czyli dawno po odejściu artysty z Helloween i założeniu przez niego Gamma Ray.

W Gamma Ray Kai Hansen kontynuował tematykę poruszaną w swoim pierwszym zespole; od połowy lat 90., czyli od albumu „Land of the Free”, na którym to pierwszy utwór (i jeden z najlepszych jakie stworzył ten zespół) traktuje o wolnościowej rewolucji (Rebellion in Dreamland). Kilka lat później, podobnie jak Megadeth, nagrali album poświęcony walce z rządem światowym (Dethrone Tyranny).

Mniej znanym zespołem z okresu lat 90., grającym podobną muzykę do Helloween i Gamma Ray, byli Heavens Gate. Oni również zauważyli połączenie pomiędzy posłuszeństwem władzy a państwowymi więzieniami dla nieletnich, co metaforycznie ukazują w jednym z swoich teledysków (In Control). W innym z utworów nawołują do buntu przeciwko władzy (Tyrants). Jednakże zespół ten, mimo początkowych sukcesów, nigdy nie wypłynął na szerokie wody.

Inną popularną kapelą, jaką zaklasyfikowałbym do tych liberalnych, jest Rhapsody of Fire. Ich pierwsze dziesięć albumów (lata 1997–2011) opowiada historię rodem z Władcy Pierścieni, gdzie bohaterowie walczą z tyranią sił ciemności w świecie fantasy. Dyskografia zespołu przepełniona jest duchem klasycznie rozumianej łacińskiej cywilizacji i idącym z nią w parze liberalnym heroizmem, a to wszystko na wysokim poziomie moralnym. Pierwszy utwór na ich pierwszym albumie traktuje de facto o wybuchu wolnościowej rewolucji, tyle że w fikcyjnym (metaforycznym) świecie (Warrior of Ice). Dalej ich utwory przez całą sagę opowiadają o zmaganiach bohaterów w walce z władzą tamtego świata oraz o dokonywanych przez nią zbrodniach. Warto też wspomnieć, że wokalista zespołu, Fabio Lione, współtworzył Marsz dla Wolności węgierskiej grupy Wisdom (Marching for Liberty)[3].

Muzyczny Kulturkampf

Choć w tym artykule – skupiając się raczej na popularnych zespołach i na wybranych gatunkach muzycznych – nie wyczerpuję tematu wolnościowej muzyki, to trzeba przyznać, że jest ona tak rzadkim zjawiskiem, że wręcz z tego co widziałem niektórzy amerykańscy libertarianie muszą zadowalać się antysystemowo-lewicowymi zespołami takimi jak Rage Against the Machine czy Muse (będący komunistami w wydaniu Noama Chomskiego), które to przecież zawierają w sobie więcej etatyzmu niż obecna klasa polityczna, ubierając go jedynie w antysystemową formę i piękne słowa o miłości i pokoju (co zresztą przypomina mi hasła kubańskich rewolucjonistów, że walczą, to znaczy mordują i kradną, o „miłość i pokój”). Takie same lub podobne hasła były stosowane w każdej komunistycznej rewolucji czy wojnie domowej, więc zalecam Czytelnikom trzeźwą ocenę i „kryształową logikę” (nawiązując do utworu Crystal Logic) w ocenie treści utworów muzycznych i sztuki wszelakiej.

Dla przykładu, na pierwszy rzut ucha popularny utwór Imagine Johna Lennona może się wydawać dobrodusznym, szlachetno-kosmopolitycznym wezwaniem do miłości i pokoju na świecie, ale głębsze przyjrzenie się ideom stojącym za tekstem utworu ujawnia nam, że podmiot liryczny, wspomagany przyjemną melodią i pięknym wokalem, wzywa słuchacza do odrzucenia moralności (metaforycznie: nieba i piekła) i własności prywatnej, by zbudować światowy komunizm. Oczywiście nie zarzucam autorowi (jak i zapewne większości lewicowych artystów) złej woli, a jedynie złe idee i nieświadomość ich logicznych konsekwencji.

Innymi słowy, tak jak zawsze należy uważać na to, jakie idee kryją się za daną sofistyką, tak w przypadku muzyki, grającej na emocjach i używającej wzniosłego i pięknego słownictwa w tekstach utworów – należy uważać tym bardziej.

Dla przykładu: „wolność” jest słowem wykorzystywanym przez całe spektrum światopoglądowe i dla każdego światopoglądu oznacza ono co innego. Dlatego zalecam nie skupiać się wyłącznie na samych słowach, tylko starać się odkrywać treść jaka się za nimi i między nimi kryje.

Powodem, dla którego nie ma jeszcze zbyt wiele wolnościowej muzyki, jest prosty fakt: nie ma jeszcze wolnościowych społeczeństw. Dopóty libertarianie stanowią społeczny margines, dopóki to wolnościowa muzyka siłą rzeczy będzie stanowić muzyczny margines. Z czasem, gdy przybywać będzie coraz więcej libertarian i coraz więcej społeczeństw będzie wyznawać wolność jako nadrzędną wartość, zaczną pojawiać się libertariańscy artyści i będzie powstawać coraz więcej wolnościowej muzyki. Przy tym nie musi być to muzyka monotematyczna (tylko o wolności i o walce z władzą). Wolnościowe zespoły mogą równie dobrze śpiewać o heroizmie, zabijaniu smoków, ratowaniu księżniczek, zdobywaniu kosmosu, wychwalaniu Natury/Boga, potędze człowieka, rozwoju duchowym, wątkach egzystencjalnych, miłości i czymkolwiek innym (zgodnym z libertariańskimi wartościami) dopóty, dopóki robią to w wolnościowym duchu.

Musimy pamiętać, że wolne społeczeństwo to nie tylko zasada nieagresji, ponieważ siłą rzeczy musi być ona zawarta w jakiejś kulturze, a kultury mogą być mniej lub bardziej przyjazne wolności – stąd do zaistnienia wolnego społeczeństwa potrzebna jest zmiana kulturowa. Nie piszę nic odkrywczego, gdyż neomarksiści twierdzili dokładnie to samo, tylko w drugą stronę – że komunizm nie zapanuje dopóty, dopóki nie zmieni się kultury społeczeństwa na, powiedzmy, komunistyczną. Naszym celem jest więc zmiana (czy stworzenie własnej) kultury na, powiedzmy, wolnościową – i sztuka jest do tego najlepszym medium.

Upadek bloku wschodniego…

By docenić siłę muzyki, przyjrzyjmy się jej roli w upadku bloku wschodniego. Nie ma wątpliwości, że zachodnie wpływy kulturowe, od Coca-Coli przez muzykę rockową, miały wpływ na utratę wiary mas i samych elit państw bloku komunistycznego w swój system. Jedna rzecz to żyć pod butem ekonomicznie nieefektywnego systemu, druga to widzieć za lądem i oceanem przykłady pokazujące, że można żyć inaczej. Od produktów materialnych i kulturowych przemycanych z Zachodu biło poczucie wolności wyboru i swobody myśli.

Dla przykładu Coca-Cola pokazywała ludziom zza żelaznej kurtyny, że mieszkańcy Zachodu mają prawo się truć jeśli tylko mają na to ochotę, podczas gdy zachodnie zespoły rockowe wskazywały, że ludzie stamtąd mogą myśleć co chcą i dawać temu wyraz tego w ramach swobody ekspresji.

James Hetfield z Metalliki w wywiadzie dla Joe Rogana wspominał swój koncert w Moskwie z 1991 roku, grany podczas upadania bloku wschodniego. Mówił w nim, że po tym, jak zespół zagrał kilka utworów, milicjanci obstawiający widowisko zaczęli ściągać mundury i tańczyć razem z ponad milionowym tłumem:

„Podziwialiśmy transformację zamkniętego społeczeństwa do wolności, tuż przed nami”.

Bankructwo materialne i duchowe bloku wschodniego otworzyło okno możliwości, które zaczęli wykorzystywać artyści z Zachodu. Jednymi z pierwszych zachodnich artystów, którzy grali w ZSRR, były m.in. zespoły hard rockowe i metalowe (Uriah Heep w 1987 roku, Scorpions w 1988 roku, oraz Malmsteen w 1989 roku), a jedną z pierwszych kapel, jakie zagrały trasę koncertową w bloku wschodnim (choć z wyłączeniem samego ZSRR), byli Iron Maiden w roku 1984.

Ducha tamtych czasów i tamtej transformacji najlepiej oddaje najbardziej znany utwór grupy Scorpions pt. Wind of Change.

…i totalitarnych Chin?

Kultura jest środkiem, przez który społeczeństwa eksportują swoje wartości na zewnątrz. Dlatego z istnym przerażeniem oglądam postmodernistyczny upadek Zachodu oraz to, jakie pseudo/anty-wartości są przez niego obecnie eksportowane.

Współcześnie to Japonia jest jedynym eksporterem liberalnej kultury na świat przez swoje animacje i muzykę, przede wszystkim na świat azjatycki. Oparta na liberalnych wartościach japońska kultura młodzieżowa staje się coraz popularniejsza w Chinach, co napawa mnie optymizmem. Nie można połączyć wyznawania liberalnej kultury z faszystowskim systemem polityczno-gospodarczym. Dochodzę do wniosku, że jeśli trendy się utrzymują, to w przyszłości tamtejsze nowe pokolenie obali chiński totalitaryzm na podobieństwo tego, jak upadł blok wschodni w Europie.

Co ciekawe, w trakcie trwającej obecnie rewolucji w Hongkongu jedną z głównych broni, jakiej używają Hongkończycy w walce z reżimem, jest… muzyka. Może nie mają karabinów, ale – w przeciwieństwie do swoich braci i sióstr zza chińskiej granicy – mają swoje nieskrępowane przez państwo umysły. Poza swoim słynnym nieoficjalnym hymnem (Glory to Hong Kong), jednoczącym lokalną populację przeciwko tamtejszej władzy, nagrywali i nieustannie tworzą utwory w różnych stylach, by wstrząsnąć sumieniami mieszkańców miasta (Speechless), podnieść walczących na duchu (Be Water), czy ogólnie oddać ducha tamtejszej sytuacji (Bauhinia Rhapsody)[4]. Również jedna popularna japońska wokalistka – Sayuri – nawiązała w teledysku swojego utworu do hongkońskiej rewolucji w ramach solidarności z mieszkańcami Hongkongu (About a Voyage), za co pełna wersja jej utworu została usunięta z YouTube i zbanowana na chińskim portalu Bilibili.

Ostatni przykład pokazuje, że etatyści boją się, gdy niewolnicy zaczynają się budzić. Jest takie powiedzenie, że „społeczeństwa budzą się przez artystów” i tak, jak na przełomie lat 80. i 90. w Europie, tak teraz mamy z tym do czynienia w Hongkongu.

Możemy być pewni, że jeśli system niewolniczy będzie upadać, czy na całym świecie czy lokalnie w pojedynczych krajach, poprzedzać to i towarzyszyć temu procesowi będzie wypełniona duchem wyzwolenia muzyka. Muzyka – parafrazując Nietzschego – podniecająca niewolników do działania ku wolności.

Adam Danisz

Tekst jest kolejną częścią cyklu poświęconego wolnościowej sztuce. Pierwszy z wpisów, poświęcony filmom, znajdziecie w tym miejscu.

[1] Allan Bloom barwnie pisze o tym, do czego może dojść, gdy rodzice nie zadbają o edukację muzyczną/intuicyjno-emocjonalną swojego dziecka: „Wyobraźcie sobie trzynastolatka siedzącego w salonie rodzinnego domu i odrabiającego zadanie z matematyki ze słuchawkami walkmana na uszach lub przy telewizorze nastawionym na MTV. Chłopiec korzysta ze swobód wywalczonych na przestrzeni wieków dzięki przymierzu politycznego geniuszu i politycznego heroizmu, swobód uświęconych krwią męczenników; korzysta z wygód i czasu wolnego dzięki najbardziej wydajnej gospodarce w historii ludzkości; nauka zgłębiła tajemnice natury, aby dostarczyć mu wspaniałego systemu odtwarzania dźwięku i obrazu. Co stanowi uwieńczenie tego postępu? Dorastające dziecko, którego ciało podryguje w takt orgiastycznych rytmów; którego uczucia wyrażają się w hymnach na cześć rozkoszy onanizmu bądź mordowania rodziców; którego ambicją jest zdobycie sławy i bogactwa poprzez naśladowanie rockmana nieokreślonej płci. Słowem, życie zamienia się w nieprzerwaną, komercyjnie konfekcjonowaną fantazję masturbacyjną”.

[2] Współczesny postmodernizm w sztuce objawia się przykładowo w tym, że w dyskografiach tych samych zespołów nierzadko możemy odnaleźć utwory będące ze sobą filozoficznie sprzeczne, np. jedne sławiące wojny i władzę, a drugie je potępiające. Wynika to z chaosu aksjomatycznego artystów oraz tego, że niestety u większości z nich (jak u większości ludzi ogółem) to nie refleksja intelektualno-moralna decyduje o treści ich dzieł, lecz nieuświadomione kaprysy.

[3] Rhapsody (pod trochę inną nazwą, ale z tym samym kompozytorem i wokalistą) zawitają do Polski w tym roku, 19 kwietnia w Warszawie i 21 kwietnia w Gdańsku.

[4] Hongkończycy stworzyli również rewolucyjny musical.

Skomentuj

*