1

Adam Danisz – EOS – świt cichej rewolucji

Idee mają konsekwencje

Większość ludzi nie ma takiej wyobraźni jak się powszechnie wydaje, również nie ma rozwiniętego myślenia abstrakcyjnego. Masy nie są w stanie przyjąć rewolucyjnej idei bez przykładów jej działania w rzeczywistości, a rewolucje społeczne w historii ludzkości były prowadzone przez zdeterminowane mniejszości, które były świadome co chcą osiągnąć i do tego bezkompromisowo dążyły. „Wehikuły” którymi te zdeterminowane mniejszości przemycały do społeczeństwa swoją wolę zmiany porządku społecznego możemy nazwać instytucjami. Największe przeobrażenia społeczne, poczynając od rewolucji przemysłowej po dzień dzisiejszy, były przeważnie dokonywane przez kapitalistyczne instytucje – działających na rynku innowacyjnych przedsiębiorców, ich firmy i innowacyjne produkty, bądź rozwiązania, które wdrażali. Wypuszczenie na rynek samochodów, pigułek antykoncepcyjnych, Internetu, radia, telewizji etc. ogromnie zmieniło naszą cywilizację i (w erze globalizacji) całą ludzkość. To właśnie miał na myśli Marshall McLuhan mówiąc, że „przekaźnik jest przekazem“ („Medium is the message”). Fakt pojawienia się w społeczeństwie telewizji czy Internetu, i korzystania z nich, jest równie ważny (jeśli nie ważniejszy) od samej treści, która znajduje się w programach telewizyjnych czy na stronach internetowych. Samo zinkorporowanie danej technologii do społeczeństwa zmienia je tak, jakby za tą technologią stała nie tylko forma, ale i treść.

Pół wieku później myśl tę rozwija psycholog i znany myśliciel naszych czasów Jordan B. Peterson. Wyjaśnia on, że nie tylko instytucje społeczne i polityczne, ale również przedmioty z których korzystamy na co dzień mają w sobie wbudowane aksjomaty ideologiczne (w tym filozoficzne, a może nawet teologiczne), które są wymagane do stworzenia danej rzeczy i (co dla nas najważniejsze) akceptacja tychże przedmiotów czy rozwiązań musi się równać z akceptacją aksjomatów ideowych, które za nimi stoją. Za przykład może posłużyć samochód, którego istnienie zakłada prawo jednostki do poruszenia się gdzie chce bez potrzeby posiadania pozwolenia, a nawet odpowiedzialność związaną z narażaniem życia innych ludzi, tylko by sobie udogodnić życie. „Społeczeństwo kolektywistyczne nie wymyśliłoby samochodu” – twierdzi Peterson.

Innym przykładem jest Coca-Cola, która zakłada, że jednostka ma prawo się irracjonalnie truć, tylko by dla swojej krótkowzrocznej wygody poczuć trochę musującej słodkości w ustach. Oba bijące od siebie filozofią indywidualistyczną przedmioty, jak wiele innych zachodnich innowacji, przyczyniło się do utraty wiary przez Sowietów i ich poddanych w ZSRR, a w końcu i jego upadku.

Mając świadomość powyższego możemy się domyślać, że najskuteczniejszą metodą do zamanifestowania dobrowolnego społeczeństwa jest stworzenie dobrowolnych instytucji, niemogących być kontrolowanymi przez państwowych przestępców, i wdrożenie ich do społeczeństwa na szeroką skalę, by wszyscy z nich korzystali, tak jak dzisiaj wszyscy korzystają z telefonów (czy Ubera). Fundamentalną i poprzedzającą powyższe jest praca edukacyjna, ale kiedy zostanie ona po części wykonana, a wystarczająca część naturalnych elit zostanie uświadomiona, można przystąpić do tworzenia i wdrażania instytucji wynikających z danej idei.

Milton Friedman w wywiadzie z 1999 roku powiedział:

„Uważam, że Internet będzie jedną z największych sił w zmniejszaniu roli rządu. Jedna rzecz, której brakuje, ale niedługo zostanie stworzona, to niezawodny e-pieniądz – metoda [anonimowego] przesyłania pieniędzy przez Internet”.

Dekadę później powstał Bitcoin. Choć nie jest całkowitym spełnieniem wizji Miltona Friedmana o anonimowości transakcji (o czym później), to w kwestii pieniądza poza-państwowego był i jest rewolucyjną innowacją. Jednakże to za mało. Pierwotna wizja idei kryptowalut była inna, była jeszcze bliższa sercu moralnych dusz. W latach 80. i 90. istniał podziemny ruch zwany „Cypherpunkami”. Zajmowali się problemem anonimowości, prywatności i cenzury w dopiero co raczkującym Internecie. I to oni, motywowani wolnościowymi ideami, wymyślili i stworzyli pierwsze kryptowaluty. Jak możemy wyczytać z ich manifestu z 1988 [!] roku:

„Widmo krąży po współczesnym świecie, widmo krypto anarchii. Technologia komputerowa jest na skraju dostarczenia nam możliwości komunikacji i interakcji między jednostkami i grupami w całkowicie anonimowy sposób. (…) Te rozwiązania zmienią całkowicie naturę regulacji rządowych, możliwości opodatkowania i kontrolowania interakcji ekonomicznych, możliwości trzymania informacji w sekrecie, a nawet zmienią naturę zaufania i reputacji.


Technologia dla tej rewolucji – a na pewno będzie to rewolucja zarazem społeczna jak i ekonomiczna – istniała w teorii od dekady. (…) Jednakże dopiero niedawno sieć komputerowa i komputery osobiste osiągnęły wystarczającą szybkość, by uczynić te idee możliwymi do realizacji w praktyce. A następne dziesięć lat przyniesie wystarczająco szybkości [mocy obliczeniowej] by idee te stały się ekonomicznie wykonalne i zasadniczo nie do powstrzymania. (…) Państwo oczywiście będzie próbowało spowolnić bądź zatrzymać rozpowszechnianie się tej technologii, głosząc obawy o bezpieczeństwo narodowe, używanie tej technologii przez handlarzy narkotyków i unikających podatków, oraz strach przed dezintegracją społeczeństwa. Wiele z tych obaw będzie uzasadnionych; krypto anarchia pozwoli na wolny handel sekretami narodowymi i pozwoli na handel nielegalnym i skradzionym towarem. Anonimowy rynek komputerowy pozwoli nawet na odrażające rynki dla morderstw i wymuszeń. Różni kryminaliści i obce elementy będą aktywnymi użytkownikami CryptoNetu. Ale to nie zatrzyma rozpowszechniania się krypto anarchii.


Tak jak technologia prasy drukarskiej zmieniła i zredukowała władzę średniowiecznych gildii i strukturę władzy społecznej, tak metody kryptologiki fundamentalnie zmienią naturę interwencji korporacji i rządu w transakcje ekonomiczne. W połączeniu z powstającymi rynkami informacji, krypto anarchia stworzy płynny rynek dla jakichkolwiek i wszelkich materiałów, które mogą być wyrażone słowem i obrazem. I tak jak, z pozoru drobna innowacja, drut kolczasty pozwolił na ogradzanie rancz i farm, na zawsze zmieniając koncept ziemi i praw własności na zachodnim pograniczu, tak z pozoru drobne odkrycie tajemniczej gałęzi matematyki stanie się nożycami do drutu, które zdemontują drut kolczasty wokół własności intelektualnej.


Powstańcie, nie macie nic do stracenia poza swoimi ogrodzeniami z drutu kolczastego!”.


(Timothy C. May, The Crypto Anarchist Manifesto)

Oto pierwotna wizja internetowej kryptografii. Przyjrzymy się dalej czym jest technologia blockchain i kryptowaluty, które tę wizję realizują.

Widmo krąży po współczesnym świecie, widmo krypto-anarchii

Blockchain jest technologią rozproszonego rejestru („distrubuted ledger”) będącą łańcuchem bloków (stąd block-chain) zawierających zapisy wszystkich transakcji jakie się na nim odbyły. Oczywiście przeszłe transakcje nie mogą zostać zmienione, a nowe są na nim nadpisywane. Co najważniejsze i co nas interesuje, jest to system zdecentralizowany. Nie działa na pojedynczym serwerze, tylko jego dane zapisane są na komputerach wszystkich jego użytkowników. Nie da się więc zamknąć systemu bez wyłączenia czy nacjonalizacji wszystkich komputerów wszystkich użytkowników danej sieci (choć są również inne modele decentralizacji, o czym później).

Kryptowaluty natomiast są aplikacjami technologii blockchain wzbogaconymi o metody kryptograficzne. Służą do umożliwienia uczestnictwa w sieci podmiotom, które sobie potencjalnie nie ufają (tzn. system trustless). Każdy blok w blockchainie musi być zweryfikowany pod kątem poprawności poprzez użytkowników sieci. System weryfikacji (konsensusu) może być oparty o różne algorytmy (np. proof of work, czy proof of stake).

Najbardziej znaną kryptowalutą jest Bitcoin. Jednakże swoją pozycję zawdzięcza pierwszeństwu na rynku. Nie wyróżnia się on ani efektywnością (czasem oczekiwania na przelew), ani niskimi kosztami transakcji, ani nie ma pełnej anonimowości. Pełną anonimowość transakcji posiada natomiast Monero. Na nim bez posiadania prywatnego klucza do konta nie można określić ile kto ma na koncie i jakie były transakcje. Podczas gdy na innych kryptowalutach, choć nie widać do kogo należy konto (co daje częściową anonimowość), to widać ile znajduje się na nim środków oraz wszystkie transakcje jakie odbywają się na sieci są do wglądu publicznego. Dlatego jeśli chodzi o kryptowaluty pierwszej generacji (służące tylko za środki wymiany) wolnościowcy mogą być zainteresowani, wspierać i korzystać z Monero za jego wyjątkową, całkowitą anonimowość.

Jednakże nas bardziej interesuje coś co możemy nazwać blockchainem drugiej generacji. Najbardziej popularnym przykładem jest Ethereum (ETH). Te systemy, poza funkcją monetarną, posiadają również w sobie wirtualne narzędzie do wprowadzania skodyfikowanych umów (tzw. smart contracts). Umożliwia to stawianie na nich zdecentralizowanych aplikacji. A więc dają nie tylko możliwość posiadania niemogącego być wyłączonym przez rządy, anarchistycznego systemu finansowego, ale również wszelkich aplikacji jakie tylko możemy sobie wymarzyć – portali społecznościowych, gier, kasyn online, forów tematycznych, portali video, lokalnych systemów zarządzających wyceną nieruchomości w miastach, systemów organizacyjnych dla dobrowolnych wspólnot, zdecentralizowanych giełd, rynków towarowych i baz danych itd. itd.

W 2017 roku Dan Larimer – twórca giełdy kryptowalutowej BitShares oraz zdecentralizowanego portalu społecznościowego Steemit – ogłosił, że wraz z swoją firmą block.one zamierza stworzyć zdecentralizowaną platformę EOS.IO (w skrócie „EOS” – od greckiej bogini jutrzenki), która ma zastąpić nieefektywne Ethereum, pozwalając na stawianie na niej wielkoskalowych aplikacji. W prezentacji dla inwestorów pochwalił się, że dzięki skalowalności, eliminacji kosztów transakcyjnych i wydajności umożliwiającej teoretycznie miliony transakcji na sekundę, na EOS można (albo będzie można) potencjalnie postawić tak duże platformy jak Facebook, tylko w wersji zdecentralizowanej. Dan jest nieukrywającym swoich poglądów anarchokapitalistą („Mój system wartości opiera się na prawach własności, a moja ekonomia jest austriacka”. – Dan Larimer, 2014) i od samego początku powstawania systemu EOS głosił, że jego życiowym celem (jak również celem jego najmłodszego dzieła) jest zlikwidowanie państw (jego motto brzmi: „by znaleźć wolnorynkowe rozwiązania do zabezpieczenia życia, wolności i własności dla wszystkich”). EOS ma za zadanie pozwolić ludzkości unikać podatków, cenzury, zakazów i regulacji oraz umożliwić tworzenie alternatywnych, dobrowolnych systemów obok obecnie istniejącego niewolniczego systemu państwowego, a na dłuższą metę doprowadzić do sytuacji jego całkowitego zastąpienia przez rozwiązania rynkowe.

Brak wiary w EOSa to brak wiary w wolność

„Moja misja jest niebezpieczna. Jeśli osiągnę sukces będę miał wrogów na najwyższych szczeblach władzy. Ryzykuję swoim życiem jeśli tylko znajdę rozwiązanie, które będzie postrzegane jako realne zagrożenie”. – Dan Larimer

Sieć EOS wystartowała w czerwcu 2018 roku. Żeby lepiej zrozumieć wagę tej innowacji przyjrzymy się różnicom między starym ETH, a nowym EOS. Ethereum używa starego protokołu weryfikacyjnego „proof of work” (podobnego do tego w Bitcoinie), podczas gdy EOS korzysta z „delegated proof of stake”. Daje to mniejsze zużycie prądu i większą przepustowość, jak również lepsze zabezpieczenie przed centralizacją systemu. Sieć EOSa nie jest dzięki temu utrzymywana przez „kopaczy” jak Bitcoin, czy Ethereum, tylko przez ustalone i wybrane w głosowaniu użytkowników sieci 21 firm rozsianych po całym świecie (tzw. block producers), których zadaniem jest utrzymywanie i ulepszanie systemu oraz służenie za arbitraż w razie oszustw, błędów czy pomyłek w transakcjach. By państwo mogło zniszczyć EOSa musiałoby zniszczyć 21 firm rozsianych po całym świecie, a od razu po tym kolejne kilkadziesiąt, które czekają w kolejce jako rezerwa. Również, by EOS został przejęty od wewnątrz to 21 firm musiałoby się skartelizować (a 15 firm, by zmienić pewne parametry sieci), co jest praktycznie niemożliwe. Podczas gdy (w czasie kiedy piszę te słowa i nie wchodząc w szczegóły dlaczego do tego doszło) na Ethereum teoretycznie wystarczy, że skartelizują się 3 osoby, a na Bitcoinie 4 osoby, by sieć została przejęta.

Poza tym EOS posiada wiele innych rozszerzeń w stosunku do ETH, jak znacznie zwiększoną skalowalność sieci, ułatwienia dla użytkowników, brak mikro-opłat (darmowe transakcje). Dlatego EOSa możemy nazwać blockchainem trzeciej generacji. A więc chociaż Ethereum teoretycznie pozwalało na to samo, to EOS przenosi to na nieporównywalnie wyższy jakościowo poziom użyteczności.

„Ekonomia opiera się na dobrowolności, a polityka na przymusie. Głosowanie jest niczym innym jak stosowaniem przymusu. (…) By »zmienić zasady gry« trzeba stworzyć konkurencyjny [dobrowolny] system i wygrać nim konkurencję z systemem politycznym”. – Dan Larimer, 2010.

W jaki dokładnie sposób EOS umożliwia walkę z państwem? Po pierwsze wspomnianym już celem głównym jest obejście państwa, przez zbudowanie równoległych, całkowicie dobrowolnych systemów obok niego i w końcu przerzucenie wystarczającej aktywności społecznej na blockchain, tak by państwo mogło być całkowicie zignorowane. Takie aplikacje czy społeczności nie mogą być wyłączone na zdecentralizowanym (i do tego globalnym) systemie. Po drugie EOS, jak każdy blockchain, daje częściową anonimowość dzięki temu, że transakcje nie są na nim podpisywane przy pomocy adresu IP (i IP nie jest nigdzie na blockchainie zapisywane). To z kolei umożliwia unikanie podatków. W takim rozwiązaniu podatki mogą być pobrane tylko w przypadku wyśledzenia użytkownika (dowiązania klucza do konta lub nazwy konta EOS do konkretnej osoby) lub jeśli nieświadoma ofiara syndromu sztokholmskiego sama się zgłosi do opodatkowania (stąd również równolegle z rozpowszechnianiem EOSa potrzebna jest nam edukacja moralna). Po trzecie EOS, jak zwyczajne kryptowaluty, może służyć jako prywatny środek wymiany. Ponadto użytkownicy sieci EOS mogą tworzyć na nim nowe środki płatnicze, z różnymi, konkurującymi ze sobą mechanikami. Do tego EOS jest lepszy od Bitcoina jako środek płatniczy, bo ma wszystkie cechy BTC do wymiany pieniężnej za wyjątkiem deflacji, ale jest do tego znacznie szybszy i tańszy.

„Za wyjątkiem deflacji”, ponieważ w system EOSa wbudowana jest obecnie (to może ulec zmianie) stała inflacja na teoretycznym poziomie 5% rocznie (realnie 1%). 1% idzie na zapłatę dla „block producers” (BPs) za ich pracę (i pracę ich komputerów) oraz dla rezerwowych BPs za ich gotowość do pracy. 4% teoretycznie idzie na system mający finansować różne projekty służące dla całego ekosystemu (w tym niekoniecznie zorientowane na zysk) albo na marketing (w tym zakładanie darmowych kont dla użytkowników). Rezerwowi BPs są również po to, by jeśli rząd zrobił rajd na block producers w jakimś kraju, to by nowi mogli szybko ich zastąpić.

Gdzie jest haczyk? Inaczej – gdzie są zagrożenia? Projekt EOS silnie polega na geniuszu Larimera, a może on zostać zamordowany. EOS jest systemem plutokratycznym, czyli takim jaki w podobnie panowałby w anarchokapitalizmie (tym ktoś ma więcej kapitału tym ma większą „siłę głosu”), ale nadal zmienia się go przez głosowanie. I choć ryzyko kartelizacji jest znikome, to sam block.one (firma, która stworzyła EOSa) posiada 100mln EOSów (około 10% wszystkich istniejących), co przekłada się w praktyce na około ¼ głosów. Mogą więc przepchnąć swoją wizję w którą stronę ma zmierzać system głosując na block producers, którzy się z ich wizją zgadzają. To jest dobre rozwiązanie by utrzymać fundamentalne ideały, ale niebezpieczne jeśli zostaną przejęci albo zwyczajnie zaczną popełniać błędy. Na szczęście zdyscyplinowana społeczność może się temu przeciwstawić. Również może wyrzucić każdego z block producers, który zacznie działać na szkodę sieci, bo np. zostanie przejęty przez służby specjalne. Natomiast są to tylko potencjalne, mało prawdopodobne zagrożenia, a żaden system nie jest idealny.

System EOS ma za to się czym pochwalić. Już teraz osiąga 4000 transakcji na sekundę (i 10 000 w testach). Dla porównania Ethereum przetwarza zwykle 15-20, a Bitcoin 7. Ma najbardziej popularne i najbardziej dochodowe zdecentralizowane aplikacje (tzw. DAPPs) w świecie blockchain, szybkie i zdecentralizowane giełdy, które nie wymagają wypełniania żadnych dokumentów czy innego obnażania swojej prywatności i dziesiątki tysięcy użytkowników sieci dziennie. W aplikacjach tych są np. szyfrowane komunikatory (Murmur, Sense), zdecentralizowany odpowiednik Wikipedii (Everipedia), powstający augmentowany świat wirtualny (Infiniverse), sieci społecznościowe (Karma, Trybe) i setki gier, w tym największe zdecentralizowane kasyno na świecie, w którym użytkownicy obracają milionami dolarów dziennie bez opodatkowania. I to wszystko po roku aktywności sieci, która ciągle się dynamicznie rozwija. W najbliższej przyszłości można się spodziewać wdrożenia kolejnych rozwiązań jeszcze bardziej poprawiających skalowalność oraz startu zdecentralizowanej konkurencji dla Facebooka – portalu społecznościowego Voice. Z czasem na EOSie pojawiają się i będą się pojawiać coraz lepsze i unikalne aplikacje.

Świt krypto-rewolucji

Co prawda w artykule tym skupiłem się na EOSie ze względu na to, że jest na razie najlepszą instytucją, z istniejących w sferze blockchain, dla realizacji naszych idei, ale musimy zdać sobie sprawę, że jako ruch wolnościowy, ba, jako ludzkość, stoimy u progu rewolucji technologicznej, która może być równie ważna, a nawet ważniejsza, od pojawienia się Internetu. Internet dał nam względnie wolną wymianę informacji, powszechny dostęp do edukacji domowej (homeschooling, unschooling), dostęp do wiedzy nieakceptowanej przez państwa (jak austriacka szkoła ekonomii, czy filozofię prawa naturalnego). Prawdopodobnie zwiększył naszą wrażliwość na krzywdy (a na pewno utrudnił policji uchodzenie na sucho z znęcaniem się nad swoimi ofiarami), dał wiedzę o tym jak wygląda życie w innych krajach (w tym wolnorynkowych oazach jak Hong Kong, Singapur, czy Tajwan) – ogólnie zwiększył świadomość naszego gatunku. Dał nam możliwość handlu z całym światem oraz połączył nas wszystkich tak, że wojna nigdy nie była trudniejsza do realizacji niż dziś. I dał jeszcze wiele, wiele więcej.

Technologia blockchain jest jak wymyślenie Internetu na nowo. Jest tym czym Internet powinien był być od początku – systemem zdecentralizowanym (i z kryptografią – anonimowym). W końcu mamy narzędzia, które pozwolą nam zamanifestować wolne społeczeństwo. Potrzebujemy tylko ich rozwoju i szerokiej adopcji. Zmierzch państw jest bliski, a na pewno bliższy niż kiedykolwiek. Państwa oczywiście będą próbowały stworzyć swoje fałszywe „kryptowaluty”, które nie będą kryptowalutami, ale zcentralizowanymi walutami cyfrowymi. Będą też pewnie próbowały użyć technologii blockchain do zniewolenia nas (tak jak Internet pierwotnie służył wojsku do zabijania, zamiast społeczeństwu do pokojowej, rynkowej wymiany i współpracy). Stoimy na rozdrożu historii. Thomas Jefferson czy Thomas Paine powiedzieliby, że zmierzamy do końca odwiecznej Wielkiej Rywalizacji – pomiędzy tymi, którzy chcą rządzić swoimi bliźnimi, a tymi, którzy chcą widzieć ich wolnymi. Nasze wybory, jako ludzkości, w najbliższych latach, na zawsze określą przyszłość naszego gatunku. Czy obudzimy się w świecie dobrowolności, pokoju i współpracy czy wiecznej wojny i totalitarnego zniewolenia? To zależy czy świat przyjmie zdecentralizowane rozwiązania.

Na pocieszenie dodam, że technologii nie da się tak łatwo powstrzymać, można wyłączyć Internet albo prąd, ale poza tym Cypherpunks mieli rację – nie można już powstrzymać rozpowszechniania się kryptografii. Państwa nie mogą skutecznie powstrzymać torrentów czy Telegramu (znanego szyfrowanego komunikatora), a co dopiero rozwiązań w pełni zdecentralizowanych. Dan Larimer twierdzi, że blockchain zostanie wdrożony do świata dokładnie w taki sposób w jaki został wdrożony Internet, przez firmy podległe naciskowi ekonomicznemu, bo blockchain obniży im koszty lub wprowadzi inne udogodnienia.

Wolność to kwestia czasu, w pewnym sensie historyczna konieczność. Czy władcy tego chcą czy nie, wchodzimy w złotą erę dla ludzkości. Na pewno będą próbowali nas powstrzymać, ale jeśli ich ostatnie karty, jakiekolwiek by one nie były, zawiodą, to nastąpi koniec tysięcy lat okupacji ludzkich umysłów i deptania ludzkich dusz.

Adam Danisz

Konsultacja technologiczna: Michał Świtnicki (ekspert od systemu EOS w Instytucie Kryptografii)

Komenrtarz

  1. Reply
    Igor says

    Zmieniłbym zdanie “Oczywiście przeszłe transakcje nie mogą zostać zmienione, a nowe są na nim nadpisywane.” na “Oczywiście przeszłe transakcje nie mogą zostać zmienione, a nowe są do niego dopisywane.”

    Określenie ‘nadpisywane’ sugeruje, że można zmienić historię ;)

Skomentuj

*