Brak komentarzy

Krzysztof Kaleta – Wolność i własność w definicjach libertarianizmu

Dla mnie, jako teoretyka politycznego, definicje stanowią swego rodzaju papierek lakmusowy rzeczywistości lub też, precyzyjniej, konkretyzację pewnych wizji rzeczywistości. Kluczowym elementem każdej układanki teoretycznej jest zatem sam wstęp, czyli wprowadzenie do pewnego sposobu bycia i pojmowania świata autora. To, co czasami wydaje się być oczywiste, dla części odbiorców jest w rzeczywistości odwróconym na drugą stronę podkoszulkiem. Człowiek paraduje po ulicy z danym terminem na ustach, a przechodnie z przekąsem uśmiechają się pod nosem widząc wystającą, rzecz jasna nie z tej strony co trzeba, metkę.

Do czego dążę? Od pewnego czasu w dyskusjach politycznych zacząłem używać określenia „wolnościowiec” jako zbioru poglądów, do którego zaliczałbym bardzo duże grono znanych mi osób, ot chociażby siebie, moją mamę, siostrę czy tatę, kilkoro moich bliskich przyjaciół etc. Ten wolnościowiec to osoba, która swoją wizję świata definiuje w dość prosty sposób. W skrócie mógłbym to ująć następująco: „żyć tak, żebym miał wolność robienia tego, co potrzeba”. Niestety we współczesnym społeczeństwie wolność do czynienia tego, co potrzeba, bywa rozumiana na opak. Kojarzy się z tym, co w dawnych czasach przyświecało francuskim libertynom, tudzież na początku poprzedniego wieku krakowskim artystom pod wodzą dekadenckiego Przybyszewskiego. Spalmy kamienicę w Krakowie, obściskajmy się z kim nam się żywnie podoba. Najlepiej żeby zszokować i zadziwić, wydrwić i podniecić. Emocje na opak. A przecież gros z tych osób zapytana o to, czy postrzega wolność do robienia tego, co potrzeba, w taki sposób, zaprzeczyłaby. Albo wręcz zanegowała. Toć taka wizja jest obrazoburcza, nie przystoi wychowanemu człowiekowi. Przecież w ten sposób działamy na szkodę innych ludzi; zamiast współżyć – współzawodniczymy.  Zabawne, bo każda z tych wspomnianych przeze mnie osób na pytanie o definicję tego pożądanego stanu określiłoby go jako wizję bardziej lub mniej wolnościową, ale przy dodatkowym pytaniu o autoidentyfikację polityczną większość z nich albo nie potrafiłaby siebie opisać, albo błędnie określałoby się mianem niedopasowanych, podręcznikowych definicyj. Z czego się to bierze?

Kilka ostatnich dni poświęciłem na przemyślenie tej kwestii i doszedłem do wniosku, że zaczynam rozumieć główną przywarę naszego ruchu – libertarian – o której swego czasu opowiadał Marcin Chmielowski (Marcin Chmielowski, Dlaczego Libertarianie tyle się kłócą?). W dalszym ciągu tego nie akceptuję, ale zaczynam rozumieć pewien sposób myślenia obu grup. Zarówno tych, którzy starają się identyfikować myśl libertariańską z bardzo wąskim, amerykańskim rozumieniem tej myśli politycznej, jak i tych, którzy starają się wyodrębnić szerszy ruch – czy też może myśl – filozoficzny/ą, który opisywałby inne niż liberalne podejście do kwestii wolności. Rozmawiając ostatnio z profesorem Janem Kubikiem zauważyliśmy bardzo interesującą rzecz – wolność można interpretować inaczej w kategorii indywidualnej i w kategorii grupowej. Istotą ruchu wolnościowego, jako całości, jest dążenie do pełnej niezależności, tudzież niepodległości społecznej. Innymi słowy, filozofia wolnościowa skupia się na określeniu sposobu relacji ludzi (indywidualnych jednostek) względem podmiotów sprawujących władzę. W idealnym stanie, proponowanym w innych formach tak przez Friedricha Augusta von Hayeka, jak i przez Murraya N. Rothbarda, istnieć mógłby samoograniczający się system, w którym każda jednostka jest de iure i de facto niepodległa; wolna od narzuconej władzy. Jednakże ważniejszy jest stosunek indywidualny do wolności indywidualnej, czyli inaczej mówiąc wolności osobistej. Tutaj możemy zauważyć spory rozdźwięk pomiędzy zwolennikami różnych teorii wolnościowych. Rothbardowcy powiedzą, że wolnością jest absolutna swoboda operowania rynkowego – w każdej jego formie – nieograniczona żadnymi przymusowymi kajdanami bezpieczeństwa grupowego. Niektórzy minarchiści stwierdzą, że wolnością jest swoboda operowania w ramach społeczeństwa, które dobrowolnie samoogranicza się. Jeszcze inni stwierdzą, że to moralność wskazuje granice wolności, określa ramy w których indywidualna jednostka może swobodnie operować (vide Dzielski). Czym jednak, poza oczywiście szczegółowym podejściem operacyjnym, różnią się podejścia anarchokapitalistyczne, agorystyczne czy minarchistyczne? W sensie przedmiotu sporu (wolności) – niczym. W sensie podmiotu (jednostka i jej rola) również niczym. Oczywiście stan minarchistyczny dla zwolenników ekstremalnych rozwiązań byłby jedynie nową formą przymusu, jednakże w sensie czysto praktycznym byłby rewolucją, nawet jeżeli zmieniającą stan zastany jedynie o kilka stopni wolności w prawo/lewo. Zgadzam się z ciekawą definicją wspomnianego już M. Chmielowskiego, który stwierdził, że libertarianizmem w sensie wąskim (rozszerzając koncept Dariusza Jurusia) można by określać zwolenników rynku jako katalizatora (lub, precyzyjniej, alfy i omegi, początku i końca) własności, czyli innymi słowy wąskich libertarian można by nazwać własnościowcami (w odróżnieniu do tego pięknego polskiego terminu wolnościowców). Dlaczego jest to istotne? Bo sensownie byłoby wyodrębnić kategorię definicyjną określającą rzeczywisty przedmiot pożądania danej grupy – w tym przypadku jest to własność. To rzecz jasna tylko element szerszego zbioru pod nazwą wolność. Innymi słowy, myśl własnościowa wpisuje się w kategorię myśli wolnościowej, lecz nie odwrotnie. Myśl wolnościowa tylko w pewnym elemencie wpisuje się w element myśli własnościowej. W przekonaniu czysto teoretycznym ja zawsze będę się identyfikował z myślą libertariańską, przede wszystkim tą spod znaku M.N. Rothbarda, aczkolwiek równie bliskie są dla mnie teorie (tak często krytykowanych przez niektórych libertarian) F.A. von Hayeka, Miltona Friedmana czy Davida Boaza. Każdy z nich jest teoretykiem myśli wolnościowej, aczkolwiek jedynie Rothbard przynależałby w tym przypadku do zbioru myśli własnościowej.

Na koniec o tym, dlaczego jest to tak ważne. W języku angielskim istnieje pojęcie libertarian. Najczęściej kojarzone ono jest z libertarianami spod znaku Rona Paula czy, współcześniej, jego syna Randa. Sami zdajecie sobie sprawę z tego, że ich postrzeganie myśli wolnościowej zupełnie nie współgra np. z teoriami Davida Friedmana. Nie istnieje jednak termin, który ostatecznie dobrze wyjaśniałby właśnie ten zasób myśli wolnościowej. Najczęściej teoretycy starają się przyrównać libertarianizm do ekstremalnej formy liberalizmu, jednakże ten poszedł w swoim głównym nurcie w kierunku wręcz sprzecznym z klasycznym założeniem. Z tego tytułu wielu libertarian zaczęło używać terminów thick i thin, czyli szerokiego i wąskiego libertarianizmu. Wspominałem o tym przy okazji definicji M. Chmielowskiego. Czy jednak nie byłoby prościej założyć troszkę inny podział? Ze swojej strony proponowałbym taki oto podział (dyskusyjny, ale w ramach wprowadzenia i ćwiczenia intelektualnego zapraszam do dyskusji):

Myśl wolnościowa: styl myślenia politycznego, którego głównym przedmiotem rozważań jest wolność i stosunek jednostki do niej. Wolność jest tu rozumiana jako swoboda dokonywania wyborów życiowych, w tym i niezależność od podmiotów trzecich. Celem nadrzędnym wolnościowców jest wprowadzenie systemu społecznego urzeczywistniającego wolność, przy czym różne grupy wolnościowe inaczej definiują pożądany zakres wolności.

Myśl własnościowa: styl myślenia politycznego, którego głównym przedmiotem rozważań jest własność i stosunek jednostki do niej. Własność tudzież posiadanie rozumiane są tutaj jako absolutne pryncypia relacji społecznych i (post-)politycznych. Idealnym stanem jest zatem absolutna wolność jednostek do dysponowania ich własnością.

Innymi słowy, do myśli wolnościowej zaliczyć możemy zarówno teoretyków klasycznego liberalizmu, jak i austriaków (Ludwig von Mises, Hayek), chłopców z Chicago (M. Friedman), ale również wszelkiego rodzaju nurty anarchoindywidualistyczne (Lysander Spooner) i anarchokapitalistyczne (Rothbard). Do własnościowców zaliczymy i Rothbarda, i Samuela Edwarda Konkina III, i D. Friedmana. Wtedy odpowiednikami w języku angielskim mogłyby być libertarian movement (libertarianie „szerocy”/wolnościowcy) oraz proprietarian movement (własnościowcy/libertarianie „wąscy”).

Jak myślicie?

Krzysztof Kaleta, kriskaleta.com

Skomentuj

*