Brak komentarzy

Jeffrey A. Tucker – Wiedza jest tak samo wartościowa jak materialny kapitał

Jednym z największych błędów popełnianych przez przeciwników wolnych gospodarek jest dyskredytowanie i atakowanie idei prywatnego kapitału. Bez kapitału produkcja oznacza jedynie natychmiastową konsumpcję, nie buduje bogactwa na przyszłość. Nie można mieć złożonej gospodarki z zaawansowaną technologią, rosnącymi płacami i wieloma stadiami produkcji w przypadku braku kapitału, który wymaga zabezpieczenia w postaci prywatnej własności.

To jest powód, dla którego nawet dziś można znaleźć w różnych miejscach świata bardzo biedne kraje. Co poszło nie tak? Ludzie nie są leniwi, nieprzedsiębiorczy, niekreatywni czy nieambitni. Wręcz przeciwnie: ludzie w biednych krajach pracują ciężej i dłużej – a nawet bardziej kreatywnie – niż w rozwiniętych gospodarkach. To, czego brakuje, to ów kluczowy element: bezpieczeństwo w akumulacji kapitału, której przeznaczeniem jest zapewnienie przyszłej konsumpcji. Jeśli przyjrzycie się uważnie, zobaczycie, że państwo kradnie go (zawsze znajdzie się jakaś wymówka), zanim zostanie on zatrudniony dla użytku społecznego.

Sam kapitał nie wystarczy

Wciąż jednak więcej warunków musi być spełnionych, by dobrobyt mógł się powiększać. Niezbędny jest jeszcze postęp wiedzy i możliwość działania według coraz lepszych informacji o świecie. Jak istotne są te elementy? Friedrich August von Hayek przekonuje, że mogą one być ważniejsze niż prywatny kapitał, a spowodowane jest to szczególną naturą samej wiedzy.

W Konstytucji wolności pisze on:

Rozwój wiedzy ma takie szczególne znaczenie dlatego, że o ile zasoby materialne zawsze pozostaną skąpe i muszą być rezerwowane dla ograniczonych celów, o tyle zastosowania nowej wiedzy (gdy nie zawężamy ich sztucznie monopolistycznymi patentami) są nieograniczone.

Wiedza raz osiągnięta staje się za darmo dostępna dla wszystkich. To właśnie ten bezpłatny dar wiedzy zdobytej dzięki eksperymentom niektórych członków społeczeństwa umożliwia powszechny postęp, a dokonania tych, którzy szli przodem, ułatwiają marsz tym, którzy idą za nimi. (…)

Wszystkie urządzenia wygodnego domu, udogodnienia transportu i komunikacji, rozrywki i przyjemności mogliśmy produkować początkowo tylko w ograniczonych ilościach, ale właśnie w trakcie tego stopniowo uczyliśmy się wytwarzać te i podobne rzeczy znacznie mniejszym kosztem i w efekcie mogliśmy dostarczyć je ogromnej większości.

Wielka część wydatków ludzi bogatych w niezamierzony sposób służy więc pokryciu kosztów eksperymentowania z nowościami, które w rezultacie stają się później dostępne dla uboższych. Ważne jest nie tylko to, że stopniowo uczymy się tanio wytwarzać w dużych ilościach rzeczy, które już umiemy wytwarzać drogo w małych ilościach, lecz i to, że jedynie z wysuniętej pozycji odsłania się następny horyzont pragnień i możliwości, a więc wybór nowych celów i próby ich osiągnięcia rozpoczynają się na długo przedtem, nim większość zacznie do nich dążyć.[1]

Rozjaśnijmy nieco znaczenie tych słów. Mile widziane krzywe spojrzenie Hayeka na „własność intelektualną” jest zupełnie słuszne. Prawa autorskie, patenty, a nawet znaki towarowe w obecnie znanej postaci – wszystkie wywodzą się z rządowego ustawodawstwa. Wszystkie są zaprojektowane po to, by powstrzymywać przepływ informacji poprzez nakładanie kar za używanie wartościowej wiedzy. Siłą rzeczy hamują one z tego powodu rozwój, co w oczywisty sposób widać, gdy spojrzymy na przykład na patenty na oprogramowanie. Tworzą one monopole informacyjne wymuszane przez państwo.

Dla odmiany, wolny rynek tworzy to, co Hayek nazywa „funduszem doświadczenia”[2] – jest to analogia do teorii kapitału w świecie materialnym. Dzięki temu funduszowi cały świat i cała historia mogą korzystać z sukcesu pojedynczej firmy lub jednego innowatora.

Informacja bez cenzury

Ten bezpłatny dar wiedzy jest tym, co można nazwać „socjalistyczną” stroną kapitalizmu. Każdy prywatny producent, aby wprowadzić na rynek swoje towary, musi siłą rzeczy „oddać” najbardziej wartościową rzecz – zawartą w nich dokumentację swojego sukcesu. Ta dokumentacja, ta wiedza, przepis i metoda na rynkowe sukcesy, staje się częścią dóbr wspólnych. W konsekwencji inspiruje to konkurencję do naśladowania tego sukcesu. Rentowny producent musi z kolei pozostać na ścieżce zmiany oraz rozwoju, nie spoczywać na laurach i tworzyć coraz nowszą i lepszą wiedzę.

Widzimy zatem, jak Hayek przewidział wspaniały trend naszych czasów – ciągłe i nieubłagane przesuwanie się coraz większych obszarów naszego gospodarczego życia ze sfery dóbr rzadkich do sfery charakteryzującej się brakiem rzadkości: słów, obrazów, filmów, materialnych przedmiotów dzięki drukowaniu 3D, a teraz nawet pieniędzy.

Atakowanie prywatnego kapitału szkodzi dobrobytowi i przyszłemu postępowi. W ten sam sposób dobrobytowi i przyszłemu postępowi szkodzi ograniczanie przepływu oraz wykorzystania informacji – w jakikolwiek sposób: poprzez cenzurę czy intelektualne monopole.

To wszystko opiera się na skalowalności, plastyczności, niezniszczalności i nieśmiertelności idei jako dobra nierzadkiego. Informacja jest dostępna bezpłatnie dla ogólnego pożytku i tego oczywiście w efekcie „pożąda” rynek: włączenia całej światowej populacji oraz zasobów we wspaniały proces poprawy naszego życia na tym świecie, na którym rzadkość będzie obecna po wsze czasy – i należy podchodzić do tego realistycznie (i humanitarnie) oraz przezwyciężać to na tyle, na ile jesteśmy w stanie.

Autor: Jeffrey A. Tucker
Źródło: FEE.org
Tłumaczenie: Bartosz Dziewa

[1] F.A. von Hayek, Konstytucja wolności, przeł. J. Stawiński, Warszawa 2006, s. 55-56.

[2] ang. „fund of experience”; w polskim przekładzie Konstytucji wolności przetłumaczone jako „suma doświadczenia”. Ibidem, s. 57.

Skomentuj

*